Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna www.timberships.fora.pl
Forum autorskie plus dyskusyjne na temat konstrukcji, wyposażenia oraz historii statków i okrętów drewnianych
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W nawiązaniu do art. „Techniki sprzątania i zwijan

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Recenzje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Radczuk Jerzy




Dołączył: 27 Lut 2014
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:24, 25 Sty 2015    Temat postu: W nawiązaniu do art. „Techniki sprzątania i zwijan

W nawiązaniu do artykułu „Techniki sprzątania i zwijania żagli” i tzw. recenzji „Uwaga: Bubel”

Bardzo mi się spodobał artykuł z uwagi na szczegółowość i rzetelność podejścia do zagadnienia, napisany zgodnie ze stwierdzeniem samego Autora, umieszczonym w tekście, które zacytuję:
„Ale mechanik chce zrozumieć, jak urządzenie spełniało swoją funkcję ! Wystarczy zbudować model działający, na którym wszystkie liny są ruchome, bloki rzeczywiście przewijają, a żagle nie są z płótna krochmalonego lub usztywnianego drutami, a tym bardziej z papieru czy bursztynu, aby przekonać się jakie nonsensy wypisują albo obrazują tzw. Źródła.”

Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego ta bardzo słuszna dewiza jest traktowana wybiórczo.
„Pewien autor”, przywołany znów przez Pana Gerlacha, zakwestionował swego czasu model steru zamocowanego na zawiasach prostych na stewie łukowej galery, gdyż tak „tendencyjnie” przez Pana Gerlacha wykonanym modelem można udowodnić nawet, że pióro steru ma pole manewru ponad +- 90°.
O tym, że nie jest możliwe funkcjonowanie dwóch, czy tym bardziej większej liczby zawiasów trzpieniowych, których osie obrotu krzyżują się, może się Pan przekonać montując w dowolnych drzwiczkach swojego mebla zawiasy o osiach obrotu krzyżujących się pod kątem – wie to każdy uczeń stolarza. Nie trzeba wypisywać osiemnastu stron tekstu pełnego nie tylko dowodów z przeszłości, ale też złośliwości i inwektyw pod moim adresem, ale po prostu ustalić, jak to było zrobione, że działało – - tak postępuje pracownik naukowy, za którego Pan się uważa i postąpił Pan tak w artykule o sprzątaniu i zwijaniu żagli. W artykule tym użył Pan też następującego sformułowania w nawiasie: „( „spekulacji” jak powiedziałyby osły, łykające dawne informacje dosłownie, byle była strona, wiersz i miejsce w wierszu )” – czyżby myślał Pan o sobie w aspekcie Pana „Recenzji” do mojej książki ?
Ster na stewie łukowej może dobrze działać zawieszony na dwóch zawiasach jak poniżej, ale czy tak było, nie wiem, gdyż, przedmiotem mojej książki nie było budownictwo okrętowe basenu Morza Śródziemnego.




Staranne wykonywanie modeli, celem uzmysłowienia sobie, lub pokazania innym jak coś działało, jest bardzo pomocne i wskazane. Sam też jestem między innymi modelarzem i nie ukrywam, że Pana artykuł „Techniki sprzątania i zwijania żagli” uzupełnił moją wiedzę nt. prowadzenia i mocowania gordingów - akurat jestem w trakcie wykonywania modelu. Pan zresztą sam w szeregu miejscach artykułu przywołuje werbalnie modele przedstawiające opisywane rozwiązania. Z zainteresowaniem czekam na sygnalizowany ciąg dalszy i mam nadzieję bez osobistych wycieczek.

Wrócę jeszcze do kwestii przywołanej przez Pana w tym artykule po raz kolejny – cytuję: jak pewien autor, któremu wydaje się, że znajomość matematyki na poziomie liceum zwalnia ze znajomości fizyki na poziomie gimnazjum”.
Faktycznie i w książce popełniłem błąd metodyczny uzasadniając swoją tezę i w odpowiedzi na „recenzję” przedstawiając swój tok rozumowania również popełniłem błąd, za co przepraszam czytelników i Pana i posypuję głowę popiołem. Ale w tejże samej mojej odpowiedzi wstawiłem do wzoru zasady zachowania pędu w układzie zamkniętym, na który słusznie się Pan powołuje, dane liczbowe zaczerpnięte z Pana artykułu dotyczące artylerii okrętowej w XVI w. i otrzymałem, że:
- prędkość odrzutu kanony strzelającej kulami żeliwnymi jest 1,427 razy większa niż foglerza strzelającego kulami kamiennymi o tej samej wadze,
- prędkość odrzutu kanony jest 1,733 razy większa niż pe triery strzelającej kulami kamiennymi.
Przecież te wartości obalają tezę, że w XVI w. działa kamienne miały prędkość odrzutu większą niż kanony strzelające kulami żeliwnymi.
Zresztą nie o prędkość odrzutu tu chodzi lecz o energie kinetyczne cofających się po wystrzale dział, którą trzeba przekształcić w pracę lawety, uprzęży i burt, do których są zamocowane.
Podał Pan w „Podróżach po krainie fantazji…”, prędkości wylotowe pocisków żeliwnych i kamiennych uzyskane przez zespół znakomitych naukowców angielskich w próbach strzelania z dział wydobytych z wraku „Mary Rose” i świetnie. Wystarczyło by dane te uzupełnić o masy konkretnych, używanych w próbach pocisków ( rozrzut ich średnic jest bardzo duży ), masy dział z lawetami, wyliczyć szybkości odrzutu dział i ich energie kinetyczne, przyrównać do siebie i jednoznacznie zakończyć „dyskusję”, a nie zakończyć po raz kolejny komentarzem obrażającym adwersarza, co chwały Panu, myślę, nie przynosi. Dobrze byłoby też podać kto to są ci znakomici naukowcy i gdzie można znaleźć opis i wyniki dokonanych przez nich prób. Pana werbalna, mętna, nie matematyczna odpowiedź może kogoś przekonuje, mnie nie – gdyby to pisał humanista, nie dziwił bym się.

Podobnie w temacie poszycia zakładkowego i karawelowego, wprawdzie przyznaje mi Pan, że szczególnych przypadkach mam rację i moje wyliczenia są poprawne, ale w innych już nie, ale na to „nie” znowu oprócz rysunku ( faktycznie mało czytelnego ) i słownego omówienia nie ma żadnych wyliczeń. Uzasadnieniem takiego podejścia do tematu są Pana słowa, cytuję: „ W dalszym ciągu zaproponowałem udowodnienie matematyczne, że nie ma Pan racji ( mimo prawidłowego wzoru ), ale najwyraźniej nie jest Pan w stanie go zrozumieć. Recenzja nie jest miejscem na uczenie kogoś podstaw, ale zrobię wyjątek i pofatyguję się pokazać rzecz na rysunku (…..”
Po pierwsze nigdy ta propozycja udowodnienia matematycznego nie była przeze mnie odrzucona, po drugie nigdy nie była przez Pana zrealizowana, po trzecie może nie wszyscy uczestnicy tego forum są takimi głąbami, za jakiego mnie pan uważa i chętnie by przeanalizowali Pana matematyczny dowód.

Pozostałe zarzuty można sprowadzają się do tego, że:
- praca oparta jest wyłącznie na pozycjach głównie autorów polskich i nielicznych zagranicznych,
które ukazały się na polskim rynku wydawniczym,
- informacje tekstowe, lub ikonograficzne z nich przeze mnie zaczerpnięte są przestarzałe i zawierają
błędy źródłowe i merytoryczne.
Ażby się prosiło, żeby to Pan, skarbnica wiedzy w tym zakresie, napisał i wydał książkę o ewolucji budownictwa okrętowego w Europie porządkującą i uzupełniającą wiedzę na ten temat nas Polaków.

Osobiście jestem zdania, że w każdym temacie każdy dla siebie powinien być recenzentem każdego tematu, czytając materiały i opinie różnych autorów i z różnych źródeł. Man nadzieję, że czasy cenzury już minęły.

Przepraszam Pana i czytelników Forum, że nie odpowiedziałem na Pana „Podróże po krainie fantazji, czyli odpowiedź na „odpowiedź” Pana Radczuka”, gdyż nie odpowiada mi „poziom grzecznościowy” wypowiedzi, który wprowadził Pan już w paszkwilu nazywanym „Recenzją”.
Swego czasu studiowałem na dwóch różnych uczelniach dwa różne kierunki i na obydwu mogłem stwierdzić, że im wyższy tytuł naukowy wykładowcy tym wyższa kultura odnoszenia się do studentów, prowadzenia wykładów, zaliczeń i egzaminów – tu natknąłem się pewnie na wyjątek.
Zresztą sam tytuł tej recenzji „Uwaga: Bubel” świadczy o tym, że „Recenzja” miała za cel obronę własnego ego - z innych autorów prac jakoś nikt się nie odezwał.
Zastanawia mnie też fakt, że jeżeli to jest taki „Bubel”, czemu Pan poświęcił tyle pracy ( do tej pory w sumie 29 stron ), żeby go zdyskredytować – przecież wystarczyłaby krótka negatywna recenzja. Czyżby to nie był aż taki bubel ?

To, że się teraz odezwałem spowodowane jest faktem, że nawet w artykule kompletnie nie związanym z moją książką, Szanowny Pan Gerlach nie omieszkał ponownie obrzucić mię błotkiem –
- przecież to takie przyjemne !

Żeby przypomnieć czytelnikom tego forum co napisałem w „Odpowiedzi na paszkwil „bubel” umieszczonej na stronie „Pytania, odpowiedzi, polemiki” , zamieszczam ją dodatkowo na stronie „Recenzje”, dla ułatwienia chętnym wglądu.


Z poważaniem dla czytelników Forum i Pana Krzysztofa Gerlacha w aspekcie ostatniego artykułu ( z pominięciem kolejnego osobistego ataku na mnie )

Jerzy Radczuk


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4003
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:31, 26 Sty 2015    Temat postu:

Jest Pan osobą, której trzeba wielokrotnie powtarzać to samo, a i tak nie przyjmuje wyjaśnień do wiadomości. Zatem PO RAZ OSTATNI wrócę do kwestii już wielokrotnie przeze mnie omówionych (pańska „grzeczność” i kultura odnoszenia się; obrona – przeze mnie „własnego ego”; ster zawiasowy na stewie łukowej; powód gwałtownego zachowania się dział kamiennych; niezrozumienie przez Pana pojęcia źródła historycznego; Pańska baza literaturowa) i kolejny Pański wypad na te poletka będzie przeze mnie cięty bezlitośnie. Podobnie jak pomysły „przypominania” Pana wypowiedzi bez mojej polemiki, co już zrobiłem. Oczywiście nowe problemy – parę się ich tu pojawiło – można dyskutować do skutku.
1. Napisał Pan książkę nie tylko złą, ale i megalomańską (wg Pana „powinna zainteresować historyków i hobbystów historii, pisarzy, marynistów, modelarzy okrętowych, dobrze by było, gdyby przestudiowali ją politycy” ), a ponadto wyjątkowo niekulturalnie odnoszącą się do innych polskich pasjonatów (nie do mnie, aby nie było wątpliwości), o wiedzy większej od Pańskiej. Jeśli używa Pan określeń „popisuje się bezmyślnością i niewiedzą”, „autor popełnił kilka kardynalnych błędów”, „bzdura totalna!”, w stosunku do osób, które WIEDZĄ (w przeciwieństwie do Pana), że okręty do XVII w. budowano z łukowymi pokładami i że istnieją na to bezdyskusyjne dowody w postaci autentycznego okrętu i autentycznych rysunków konstrukcyjnych z tamtych czasów; które WIEDZĄ o geometrycznym malowaniu żaglowców epoki elżbietańskiej; które WIEDZĄ, że nie tylko maszty łączone otaczano wzmocnieniami linowymi; które WIEDZĄ, że stengi nie pojawiły się w 1570 r., to nie tylko popełnia Pan błędy, ale obraża innych, przy takiej rzekomej wrażliwości na „kulturę osobistą”. W tej sytuacji Pańskie wspominki o swoich studiach są zupełnie bezprzedmiotowe.
2. „Zresztą sam tytuł tej recenzji „Uwaga: Bubel” świadczy o tym, że „Recenzja” miała za cel obronę własnego ego - z innych autorów prac jakoś nikt się nie odezwał.” I tu się Pan myli głęboko, sądząc, że inni autorzy się nie odezwali. Nie na tym forum, ale jeden z nich monitował mnie bardzo o namiary na Pana, zamierzając założyć sprawę sądową o kradzież własności intelektualnej. Odwiodłem go od tego, ponieważ pewnie musiałbym wystąpić jako świadek, a mam ciekawsze rzeczy do robienia. Oczywiście, jeśli uważa Pan, że nie podając teraz jego nazwiska „nie udowadniam” tego faktu, bez problemów mogę to nadrobić, ale nie ja będę winien konsekwencji.
3. Pisałem, piszę i będę pisał wiele recenzji, na tym forum i w innych miejscach. Mam takie przekonanie, że praca ogólnie bardzo dobra może być (nie musi!) recenzowana krótko, ponieważ wystarczy wskazać usterki i omówić na czym polega wartościowość reszty. Istnieją jednak osoby, które szukają w kilkusetstronicowej książce kilku błędów i następnie głoszą wszem i wobec, że wobec tych błędów (czasem jednego!) hańbą było w ogóle jej wydanie, a autor powinien kategorycznie przestać pisać. Z tym się stanowczo nie zgadzam, więc pisząc recenzję NEGATYWNĄ uważam za punkt honoru wykazanie, dlaczego tak sądzę. W moim odczuciu recenzja negatywna musi być długa i wyczerpująca, aby nie powstało wrażenie (które usilnie, powtarzając jak mantrę, próbuje Pan wmówić czytelnikom tego Forum, mając ich jednak najwyraźniej za głupców nie umiejących liczyć do 50), iż autor recenzji uwziął się osobiście na autora pracy, a tak naprawdę niczego poza kilkoma drobiazgami nie znalazł. Ja nie liczyłem stron, które zajmuje w sumie omawianie Pańskiej złej książki, ale ponieważ w ich skład wchodzi skrupulatne odpowiadanie na wszystkie Pana uwagi i pytania, czynienie z tego zarzutu i sugerowanie, że może w związku z tym „to nie był aż taki bubel”, świadczy smutno o Panu. Poświęciłem tyle pracy nie po to, „by zdyskredytować książkę”, tylko by pokazać czytelnikom recenzji, DLACZEGO uważam książkę za złą. Dla mnie „krótka negatywna recenzja” nie jest żadną recenzją. Ale w pewnym sensie ma Pan rację - rzeczywiście niepotrzebnie siliłem się na grzeczność, próbując odnosić się powtórnie do rzeczy już dokładnie omówionych w recenzji głównej, tylko dlatego, że ich Pan nie zrozumiał. Robię to i teraz, ale z pewnością ostatni raz, tak jak ostrzegłem.
4. „Osobiście jestem zdania, że w każdym temacie każdy dla siebie powinien być recenzentem każdego tematu, czytając materiały i opinie różnych autorów i z różnych źródeł. Man nadzieję, że czasy cenzury już minęły.” Przyznam, że nic z tego zdania nie rozumiem (i nie z uwagi na „temat w temacie”). Czyżby nie wiedział Pan, co to znaczy termin „cenzura”? Proszę skorzystać ze Słownika Języka Polskiego. Jeśli ja byłbym Pana wydawcą i przed drukiem skreśliłbym z książki te sterty bzdur bez Pana zgody, to byłaby może cenzura (chociaż naprawdę tylko właściwa korekta). Ale przecież one się już ukazały i każdy może sobie czytać zarówno Pana (jak chce na to wydać pieniądze), jak i moje wypowiedzi. Czy tłumaczenie takich banałów też zostanie zaliczone do stron „poświęconych omawianiu Pana pracy”, świadczących o jej wartości?
5. „Ażby się prosiło, żeby to Pan, skarbnica wiedzy w tym zakresie, napisał i wydał książkę o ewolucji budownictwa okrętowego w Europie porządkującą i uzupełniającą wiedzę na ten temat nas Polaków.” Udam, że nie widzę drwiny i przejdę do meritum. Po pierwsze, napisałem już dwie książki i jeśli pożyję wystarczająco długo, pewno napiszę następne. Po drugie, artykuły tematyczne, które tutaj udostępniam wszystkim za darmo, są odpowiednikiem wąskotematycznych książek i wielu osobom porządkują i uzupełniają wiedzę (nie piszę o tym z własnego „przekonania”, tylko z powodu podziękowań, które dostaję). Po trzecie, opublikowałem dotąd blisko 100 artykułów w różnych pismach (oczywiście mówię tylko o rzeczach związanych z historią żeglugi) i wiele z nich dotyka spraw budownictwa okrętowego w Europie. Po czwarte, aby napisać syntezę, o której Pan wspomina, musiałbym sam uwierzyć, że jest potrzebna. Mamy dzisiaj zupełnie inne czasy – każdy nie wychodząc z domu może penetrować zasoby wielu bibliotek; nie trzeba mieć rodziny za granicą ani skupować nielegalnie dolarów, żeby kupić dowolną pracę; młodzi ludzi znają języki obce niemal od pieluszki, a starzy – jak ja – douczają się. Czytam regularnie prace angielskie, francuskie, niemieckie, hiszpańskie, rosyjskie, holenderskie, trochę włoskie i tureckie, ale gdzie mi tam do wielu innych pasjonatów okrętownictwa, z tego forum i forów zbliżonych, którzy znają wymienione języki na ogół dużo lepiej niż ja, a ponadto czytają swobodnie opracowania szwedzkie, duńskie, japońskie, portugalskie itp. Za granicą wydano multum książek omawiających ewolucję budownictwa okrętowego w Europie, i wielu autorów oraz entuzjastów ma do nich swobodny dostęp. Nie jestem przekonany, czy w tej sytuacji pisanie książki dla kilku osób w Polsce ma sens. Po piąte, na tym forum i poza nim jest wielu Kolegów znających znacznie lepiej ode mnie zagadnienia polskiej floty XVII w., marynarki szwedzkiej, rosyjskiej i holenderskiej, armad starożytnych itd., a wartościowe syntezy są obecnie bardzo często pisane jako prace zbiorowe. Poruszanie się po poletku, na którym człowiek ma niezbyt wiele do powiedzenia, jest po prostu głupie przy świadomości, że obok znajduje się fachowiec od wąskiego tematu.
6. „Otrzymałem, że:
- prędkość odrzutu kanony strzelającej kulami żeliwnymi jest 1,427 razy większa niż foglerza strzelającego kulami kamiennymi o tej samej wadze,
- prędkość odrzutu kanony jest 1,733 razy większa niż pe triery strzelającej kulami kamiennymi.
Przecież te wartości obalają tezę, że w XVI w. działa kamienne miały prędkość odrzutu większą niż kanony strzelające kulami żeliwnymi.
Zresztą nie o prędkość odrzutu tu chodzi lecz o energie kinetyczne cofających się po wystrzale dział, którą trzeba przekształcić w pracę lawety, uprzęży i burt, do których są zamocowane
.”
Prawdą jest, że energia kinetyczna cofającego się przy wystrzale działa musiała być zrekompensowana CZĘŚCIOWO przez pracę naprężeń wewnętrznych w burtach, linach hamujących, sworzniach mocujących – acz nie tylko, ponieważ jej część była rozpraszana w wyniku tarcia (kół na osiach; kół o pokład; całej lawety o pokład dla egzemplarzy bezkołowych – te występowały niezwykle często w działach kamiennych! – części lawety w egzemplarzach dwukołowych, też bardzo typowych dla okrętowej artylerii kamiennej). Prawdą jest jednak również – czego nie może Pan najwyraźniej zrozumieć mimo wielokrotnego już tłumaczenia – że wielki wpływ na zjawisko ma CZAS narastania prędkości, a mówiąc ściślej – przyspieszenie. Trochę mnie żenuje polemika na tym poziomie, ale jednak napiszę za niejakim Newtonem, że F = ma, gdzie F – siła, m – masa, a – przyspieszenie. Weźmy dwa działa o masach m1= 2000 kg i m2= 1000 kg. Działa mają poza tym tę samą średnicę przewodu lufy, długość i taką samą średnicę komory prochowej. Jeśli założyć sobie, że odpalimy w nich dwa identyczne ładunki i wyrzucimy identyczne kule o masie m3 = 1 kg, z tą samą prędkością wylotową 200 m/s, to uzyskamy tę samą siłę odrzucającą działa do tyłu, czyli F1 = F2. Z zasady zachowania pędu wyniknie, że działo cięższe, GDYBY GO NIE HAMOWAĆ, uzyskałoby końcową prędkość 0,1 m/s, zaś działo lżejsze - 0,2 m/s. Oczywiście energia kinetyczna cięższego wyniosłaby na końcu 10, a lżejszego 20 [kg razy metr do kwadratu, dzielony przez sekundę do kwadratu], ale nawet to nie jest tak ważne jak fakt, że przy tej samej sile F1=F2 działo dwukrotnie lżejsze będzie się poruszać z PRZYSPIESZENIEM dwukrotnie większym! Czyli zjawisko będzie zachodzić gwałtownie! Jeśli nie wie Pan, co to obciążenie udarowe, proszę sobie zrobić proste doświadczenie z powolnym nakładaniem na jakąś cienką deskę małych ciężarków, aż prawie do jej pęknięcia, a potem zdjąć ciężarki i uderzyć w tę deską dokładne z taką samą siłą, lecz w bardzo krótkim czasie. Wynik da Panu odpowiedź, czemu dalsze dywagacje z ignorowaniem przyspieszeń będą przeze mnie natychmiast usuwane. Zjawisko gwałtownego odskakiwania zbyt lekkich dział, opisywane OD XVI WIEKU, ma związek wyłącznie ze stosunkiem mas, a nie z długością luf, konstrukcją lawet, wiekiem, w którym te działa odlano i temu podobnymi nonsensami. Działa kamienne były NA OGÓŁ lekkie, więc i ich problem dotyczył, jak relacjonowały dziesiątki naocznych świadków, jak wynika z dzisiejszych badań i eksperymentów oraz wzorów odnoszących się do PRAWIDŁOWYCH modeli fizycznych. Podczas współczesnych badań stwierdzono doświadczalnie [zrobił to oficer brytyjskiej artylerii królewskiej, Adrian B. Caruana], że w odprzodowych działach gładkolufowych bardzo łagodny i stabilny odskok można było uzyskać dopiero przy stosunku masy lufy do masy pocisku równym 200:1. Najcięższe działo kamienne z Mary Rose miało masę lufy 421 kg i strzelało kamiennymi kulami o masie 9 kg. Ponieważ to był foglerz, można doliczyć jeszcze z grubą przesadą ze 129 kg na komorę prochową. Razem daje to 550 kg, podczas gdy całkiem łagodny odskok zapewniłaby dopiero masa około 1800 kg! Pana wartości liczbowe, nawet te z prawidłowego wzoru na zachowanie pędu, są wyliczone z fałszywych dla dział kamiennych prędkości wylotowej kuli, więc ich rozważanie to strata czasu. Już wcześniej podałem prędkości prawdziwe. Proszę je sobie samemu wstawić do wzorów i zrobić rachunki polegające na dzieleniu i mnożeniu. To nie podstawówka.
7. Pana uwagi o komentarzu „nie przynoszącym mi chwały”, o „werbalnej, mętnej odpowiedzi”, są kolejnym przyczynkiem do Pańskiej wybitnej kultury, skoro moja odpowiedź, przytaczająca jak najbardziej konkretne wyniki liczbowe, dotyczyła Pańskich dowcipnych wywodów, jak to P. Gerlach wie jakie były [prędkości wylotowe], ale nie poda, bo nie. W tym momencie to i tak jest bez znaczenia, gdyż to co wie dotyczy, jak sam podaje, dział z XVIII i XIX w., a więc nie dział z XVI w. Ja też nie wiem jakie były prędkości wylotowe kul z dział kamiennych i tzw. żelaznych w XVI w., ale myślę, że bezpiecznie założyłem, iż kule kamienne miały trzykrotnie niższe prędkości niż żeliwne, gdyż... Zatem założenie, że kule kamienne miały tylko trzykrotnie mniejszą prędkość jest bardzo optymistyczne (prawdopodobnie jeszcze niższą) [...]”. Wyjaśniłem więc, że wiem, i podałem konkretne dane z eksperymentów. Wynika z nich jasno, że w rzeczywistości kule kamienne mogły uzyskiwać większą prędkość wylotową od żeliwnych, co zresztą całkowicie zgadza się z teoretycznym obrazem balistyki wewnętrznej armaty gładkolufowej. Mało mnie wzrusza, że moja odpowiedź nie przekonuje kogoś, komu się wydaje słuszne szacowanie prędkości wylotowych na podstawie absurdalnego modelu działa „zakorkowanego” kulą na głucho!
Natomiast podam oczywiście źródło danych liczbowych. Są one opublikowane w pracy „Weapons of Warre. The Armaments of the Mary Rose” pod redakcją Alexzandry Hildred, opublikowanej w 2011 przez The Mary Rose Trust Ltd. Autorzy to Alexzandra Hildred, Dominic Fontana, Nicholas Hall, Robert Hardy, C.S. Knighton, David Loades, Robert Smith, Hugh Soar, Keith Watson, Guy Wilson. Odnoszące się do omawianego przeze mnie zagadnienia rozdziały napisali bezpośrednio Alexzandra Hildred i Nicholas Hall. Nie przeprowadzali oni jednak swoich badań na moje zlecenie, więc Pana cenne uwagi, o co te dane „wystarczyło by uzupełnić” proszę kierować w listach do wyżej wymienionych.
8. Ster zawiasowy na stewie łukowej. Tutaj mamy kilka kwestii obok siebie. A) Pana wysokiej kultury osobistej w wypowiedziach o „uważaniu się [przeze mnie] za pracownika naukowego”, lub o tym, czy pisząc o „osłach” miałem na myśli siebie, nie będę komentował, ale toleruję ostatni raz. B) Komentarz na temat braku możliwości działania steru zawiasowego na stewie łukowej przy większej liczbie zawiasów niż dwa miałby jakiś sens, podobnie jak urocze wstawki o meblach i uczniu stolarza, gdybym taki ster zrekonstruował, albo gdyby wystąpił on na załączonych przeze mnie rysunkach i modelach pochodzących z epok, w których sterów na stewie łukowej używano. Ponieważ jednak tak nie było, nie ma najmniejszego sensu, podobnie jak cała Pana wypowiedź na ten temat. C) Sprawa mojego modelu ideowego. Dostrzegłem już poprzednio, że nie rozumie Pan pojęcia „stopień swobody”. Jednak niechcący sam Pan do tego dochodzi sugerując, że przy odpowiednich luzach w zawiasach można by skręcać pióro o ponad 90 stopni. Wyjaśniłem już, i powtarzam (ale ostatni raz), że model miał być „fotogeniczny” w sensie możliwości skręcenia pióra do 60 stopni, kiedy na rzeczywistym okręcie nie było potrzeby przekraczania 20, a nawet mniej stopni. Przy takich skrętach dodatkowy stopień swobody NA PRZYKŁAD w postaci minimalnych (DALEKO MNIEJSZYCH NIŻ W MOIM MODELU) luzów w zawiasach był wystarczający. D) Rozumiem, że 18 stron (wyliczenie Pana) dowodzenia, jak bardzo Pan się myli, zarzucając błędy innym, a samemu dysponując wiedzą tylko o drzwiczkach „swojego mebla” – boli. Przypomnę jednak, skąd się to w ogóle wzięło. Na podstawie najlepszych źródeł z epoki, w tym rysunków konstrukcyjnych z ówczesnych traktatów o budowie okrętów, zrekonstruowałem handlową galerę śródziemnomorską, jedną z tych, które regularnie kursowały raz lub parę razy w roku na Morze Północne. „Wyposażyłem” ją dokładnie w taki ster, jakie one rzeczywiście miały. Pan opatrzył w książce mój rysunek (ściągnięty nielegalnie) komentarzem „rekonstrukcja galery zawiera błąd, ster zawiasowy na stewie łukowej zamocowany na zawiasach o różnych osiach obrotu nie może się obracać – takie galery mogły mieć tylko stery wiosłowe...”. Po wykazaniu w recenzji, jak bardzo się Pan myli, dostałem żenującą odpowiedź, że wprawdzie faktycznie na tysiącach galer śródziemnomorskich „takie stery stosowano i funkcjonowały...”, ale na tej jednej jedynej, którą ja narysowałem, wyjątkowo nie! Na dodatek drugi już raz użył Pan uroczego usprawiedliwienia, że „przedmiotem [Pana] książki nie było szkutnictwo śródziemnomorskie” mimo zwrócenia uwagi, że jak się Pan na czymś zupełnie nie zna, to nie należy się publicznie na ten temat wypowiadać. Moja rekonstrukcja jest prawidłowa i historyczna, a Pana uwagi na jej temat błędne i poświadczające brak wiedzy, co udowodniłem nie pasującym Panu tekstem „pełnym dowodów z przeszłości”. E) Powtarzający się postulat o potrzebie dokładnego rozrysowania możliwych konstrukcji takiego steru. Zwracam uwagę, że artykuł, z którego rysunek Pan ściągnął i opatrzył błędnym komentarzem, nie omawiał zagadnień budownictwa okrętów w ogóle, a konstrukcji sterów w szczególe. Można by równie dobrze postulować, abym w tym artykule zajmował się dokładną analizą budowy siedzeń dla wioślarzy albo detalami kuchni okrętowej, bardzo ważnej przy takich rejsach, chociaż treścią było konkretne wydarzenie historyczne. Sposób, jakiego użyłem, by wykazać w recenzji błędność Pana osądu, całkiem nietrafionego i na dodatek zbędnego, skoro się Pan na tym nie zna, jest moją sprawą. Grunt, że sprawę udowodniłem. Czy powinienem TERAZ dać rysunek dokładnie wyjaśniający możliwe metody działania steru zawiasowego na stewie łukowej? Może być Pan absolutnie pewien, że jeśli zdecyduję się napisać na forum albo w jakimś piśmie artykuł tematyczny o rozwoju sterów okrętowych, taki rysunek się znajdzie. Recenzja to miejsce wykazywania baboli, nie szkółka. F) Całkowity brak zrozumienia przez Pana krytyki źródeł. Po pierwsze, aby coś skrytykować, trzeba to najpierw znać, a nie wysnuwać wnioski z własnej ignorancji. Po drugie, zupełnie czym innym jest dosłowne przepisywanie tekstów pisanych przez historyków, poetów, kronikarzy itp., które oni sami zasłyszeli po kilkudziesięciu czy nawet kilkuset latach od wydarzenia (i traktowanie ich jako prawdy objawionej tylko dlatego, że nie zachował się do dziś inny tekst), a zupełnie czym innym korzystanie z relacji osób, które żyły w trakcie wydarzeń, czasem w nich uczestniczyły; zaś na jeszcze wyższym stopniu stoją traktaty fachowców piszących o swoim rzemiośle, jak ówczesnych mistrzów budownictwa okrętowego. Biegunowo inną wiarygodność ma relacja XVI- czy XVII-wiecznego fachowca, kiedy relacjonuje sposób wykreślania przez siebie i wycinania dziobnicy, niż gdy opowiada, jak jego zdaniem wyglądała Arka Noego. Jeśli na obrazie konkretnego okrętu z XVI w. jest podpis „karaka”, a wydarzenie było znane i NA BIEŻĄCO opisywane w listach w wielu różnych krajach europejskich, gdzie wszędzie (łącznie z armatorami okrętu) uważa się ten żaglowiec za karakę, to osłem jest nie ten, który te relacje zna i przytoczy, ale ten, kto wymyśla sobie własne definicje niezgodne z historią i uważa, że to z jego strony „dociekliwość i staranność w badaniu spraw z przeszłości”. Rozumiem, że umiejętna krytyka źródeł to sztuka (no i jeszcze dochodzi ten fatalny postulat, aby je poznać!), jednak sama zasada jest oczywista i nie zamierzam więcej jej powtarzać. Jeśli nie może Pan pojąć różnicy, proszę się kogoś poradzić, ale tutaj wszelkie próby wracania do kwestii bez jej pojmowania potraktuję natychmiast „nożyczkami cenzorskimi”. G) Z Pana tekstu wnoszę, że zamieścił Pan jakiś rysunek. Ale ja go nie widzę, więc nie jestem w stanie się do niego odnieść. Przyczyn może być kilka – jakieś niedostatki mojego starego komputera, mój brak wiedzy elektronicznej, niedoskonałość strony technicznej forum, brak umiejętności z Pana strony wstawiania rysunków przez serwer publiczny i ewentualnie jeszcze inne. W każdym razie, jeśli któryś z pozostałych uczestników Forum ten rysunek widzi, bardzo proszę o poinformowanie mnie o tym fakcie.
9. „Podobnie w temacie poszycia zakładkowego i karawelowego, wprawdzie przyznaje mi Pan, że szczególnych przypadkach mam rację i moje wyliczenia są poprawne, ale w innych już nie, ale na to „nie” znowu oprócz rysunku ( faktycznie mało czytelnego ) i słownego omówienia nie ma żadnych wyliczeń. [...] Po pierwsze nigdy ta propozycja udowodnienia matematycznego nie była przeze mnie odrzucona, po drugie nigdy nie była przez Pana zrealizowana.” Po pierwsze, rysunek JEST BARDZO CZYTELNY. Uwagę sformułowałem wtedy, kiedy bezpośrednio po zmianie serwera sądziłem, że to co widać na forum, czyli maleństwo, musi takim pozostać. Tymczasem wystarczy kliknąć, by obraz powiększył się do dowolnych rozmiarów i można sobie studiować każdy piksel. Późniejsze usuwanie zbędnej uwagi uznałem za niepotrzebne. Po drugie, jest tam dokładne „udowodnienie matematyczne”, którego Pan nie widział i nadal nie widzi. Powtórzę więc raz jeszcze: „opisany przez Pana przypadek (zilustrowany przeze mnie po lewej dla obu wersji ustawienia klepki), na kadłubie holka z połowy XV w. plasuje się w miejscu I, czyli w rejonie linii wodnej. Jeżeli założyć gięcie z siłą o kierunku działania dokładnie równoległym do LW (zatem w płaszczyźnie poziomej), wszystko się zgadza. Moment gięcia klepki poszycia zakładkowego będzie c.1,6 razy większy od gięcia klepki poszycia karawelowego. Jeśli jednak zejdę niżej (miejsce II) i nadal będę się bezmyślnie upierał, aby giąć wszystko siłą poziomą, to klepka poszycia karawelowego ustawi się względem utrzymanej osi gięcia pod większym skosem, zatem będzie miała większy moment bezwładności i łatwiej będzie zgiąć ustawioną teraz prawie równolegle do osi gięcia klepkę poszycia zakładkowego. Ponieważ jednak przy dalszym schodzeniu w kierunku stępki doszlibyśmy przy takim kierunku działania siły gięcia do absurdu (wektor A’), nie podejrzewałem nawet Pana o taką koncepcję. Rozpatrzmy zatem przypadek III, czyli pierwszej klepki od dołu, która przestaje leżeć na styk, a zaczyna być na zakładkę (koga bremeńska jasno dowiodła takiej konstrukcji). Aby utrzymać ważność wyprowadzonego przez Pana wzoru, trzeba by giąć tę klepkę wzdłuż wektora A” (na powiększeniu siła GF, oś gięcia OF-OF). ALE TAK TEGO NIE ROBIONO! Oczywiście gięto ją siłą Grz, z osią gięcia Orz-Orz. W takiej sytuacji SIŁA GIĘCIA NIE BYŁA O BILIONOWĄ CZĘŚĆ NIUTONA większa niż w przypadku gięcia klepki leżącej płasko (oczywiście względem innej osi), a Pański model, poprawny formalnie, NIE OPISUJE RZECZYWISTEJ SYTUACJI, ponieważ za każdym razem obowiązuje wzór u Pana opisany jako B.” Po co mam wstawiać te same symbole, aby wyprowadzać ten sam wzór, który Pan już podał (jako B)?! Znowu kłania się brak zrozumienia faktu, że rzeczywistość opisują prawa fizyki, a matematyka służy tylko do LICZBOWEGO określenia tych zależności. Podałem Panu, jak wygląda prawidłowy model fizyczny zjawiska (poza jedynym przypadkiem zawsze wersja „B” pańskiego wzoru). Ponieważ wyliczenie ze wzoru „B” już istnieje, jego przepisywanie byłoby idiotyzmem. Istotą sprawy jest fakt, że wzór „A” obowiązywał dla jedynego miejsca na kadłubie, zaś wzór „B” na całej reszcie, bez względu na typ poszycia. Same wzory po moich drobnych poprawkach są prawidłowe, więc wymyślanie innych nie ma sensu. Jeśli nadal Pan nie jest w stanie pojąć, że fałsz polegał na przyjęciu błędnego modelu fizycznego (nieprawdziwe rozszerzenie zakresu działania wzoru „A” na cały kadłub), a nie na błędnym wyliczeniu szczegółowym, i że z tego powodu moje „udowodnienie matematyczne”, które musiałoby polegać na ponownym wyprowadzeniu już wyprowadzonego wzoru „B”, byłoby śmieszne - nic nie poradzę. Proszę się skonsultować z jakimś fizykiem lub prawdziwym mechanikiem, może oni okażą się lepszymi niż ja nauczycielami i potrafią jaśniej to Panu wytłumaczyć. Ja natomiast zastosuję brutalną cenzurę przy każdej kolejnej próbie wstawiania tu kłamstw, jak to rzekomo w moim wyjaśnieniu „nie ma żadnych wyliczeń [...] ta propozycja udowodnienia matematycznego nigdy nie była zrealizowana”.
10. „Artykuł „Techniki sprzątania i zwijania żagli” ... czekam na sygnalizowany ciąg dalszy”. Tego akurat nie rozumiem. Po każdym fragmencie, który miał się kończyć ciągiem dalszym, pisałem CDN. Po ostatnim napisałem KONIEC, zatem dalszego ciągu nie będzie. Chyba, że napisał Pan swój post już dawno, a dopiero teraz wkleił, wtedy sprawa wyjaśnia sama przez się.

Z przeprosinami dla nadwerężania cierpliwości tych Kolegów, którzy sądząc, że dowiedzą się czegoś nowego, muszą czytać te same argumenty powtarzane kolejny raz. Ale, jak obiecałem, to ostatnia powtórka. Jeśli nie będzie postępu, wyjdzie ze mnie wredny cenzor.
Krzysztof Gerlach


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Recenzje Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin