Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna www.timberships.fora.pl
Forum autorskie plus dyskusyjne na temat konstrukcji, wyposażenia oraz historii statków i okrętów drewnianych
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Ostatnia próba odtworzenia floty..."

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Recenzje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 8:27, 29 Maj 2014    Temat postu: "Ostatnia próba odtworzenia floty..."

W numerze 2/2014 pisma „Okręty” ukazał się artykuł Jana Tymińskiego pt. „Ostatnia próba odtworzenia floty wojennej Rzeczypospolitej”. Omawia on nie uwieńczone powodzeniem plany stworzenia floty kaperskiej przez Augusta II Mocnego, w oparciu o wymuszane przez cara Piotra I zaangażowanie (niedoszłe) Gdańska w wojnę morską przeciwko Szwecji. Zgadzam się z autorem, że temat wart jest przypomnienia, chociaż sugestie (zawarte we wstępie i podzielane przez admiratorów), jakoby w Polsce panowało powszechne przekonanie o zakończeniu interesowania się morzem przez naszych przodków już w połowie XVII w., są zwyczajnie nieprawdziwe. Oczywiście mówimy o tych, którzy w ogóle interesują się historią. Natomiast posiadanie na początku XVII w. przez pierwszą Rzeczpospolitą ostatniej floty z prawdziwego zdarzenia, jest po prostu faktem, którego nawet sukces – a nie, jak w rzeczywistości, porażka – prób wystawienia grupy okrętów kaperskich nie mógł zmienić.
Wbrew bowiem opinii autora, wyrażonej dwukrotnie – raz względem sił morskich Iwana IV Groźnego, a raz względem owych żaglowców Augusta II Mocnego – flotylla kaperska nigdy i nigdzie nie była „regularną flotą”. Wręcz przeciwnie, sam charakter kaprów (korsarzy) zakładał prywatne zaangażowanie i prywatne działanie. To, że działalność korsarską w każdym kraju na świecie regulowały specjalne (często doraźnie tworzone i na bieżąco modyfikowane) prawa państwowe, zazwyczaj bardzo drobiazgowe, czynił ją silnie odrębną od podobnych w skutkach poczynań piratów. W żadnym razie nie zmieniało to jednak ugrupowania jednostek operujących samodzielnie lub w zespołach tworzonych dobrowolnie i z gruntu tymczasowo, w regularną flotę. O ile w 1570 r. państwowe siły morskie rzeczywiście były jeszcze bardzo słabe i w przypadku działań wojennych gruntownie uzupełniano je żaglowcami korsarskimi, to na początku XVIII w. floty Europy znajdowały się już na zupełnie innym szczeblu rozwoju. Marynarki państwowe – czyli prawdziwe „regularne floty” – istniały obok żaglowców korsarskich i prawie zupełnie od nich niezależnie.
Artykuł napisany jest ciekawie, w dobrym stylu (z minimalnymi niezręcznościami stylistycznymi i błędami gramatycznymi). Nie będę go tu szczegółowo omawiał – osoby zainteresowane ściśle tą tematyką i tak go na pewno przeczytają.
Zamierzam jednak wytknąć niestaranność obróbki redakcyjnej, na ogół nie dociekając, kto za nią ponosi winę.

Znajdujący się na pierwszej stronie tekst zagajający (napisany wytłuszczonym drukiem) zaopatrzono w dwa odsyłacze (nr 1 i 2). Próżno by jednak szukać, gdzie te numerki scharakteryzowano przypisami! Rozpłynęły się. Już w pierwszej kolumnie tekstu właściwego (we Wprowadzeniu) mamy powtórzenie odsyłaczy 1 i 2. Tym razem przypisy do nich znajdują się u dołu strony, lecz oczywiście dotyczą zupełnie innych spraw.
Strona 13 kończy się zdaniem „Zmiany te dotyczyły nie tylko kwestii polityczno-militarnych, ale również gospo-”. Dokończenia nie ma nigdzie. Rzecz jasna każdy może się domyślić, o jakie słowo chodzi, skąd mam jednak wiedzieć, czy nie wycięto czegoś jeszcze?

Artykuł zaopatrzono bardzo obficie w ilustracje, ale w sposób chaotyczny, a rysunki pochodzą najwyraźniej „z łapanki”. Powinienem może milczeć na ten temat, skoro autor kieruje tekst „zwłaszcza do młodszych czytelników”, jednak każda przesada jest niezdrowa. Niezależnie od wątków pobocznych, temat główny dotyczy kilku żaglowców „o tonażu nieprzekraczającym 80 łasztów (ok. 160 ton)”, nazywanych fregatami. Nazwa jest całkowicie usprawiedliwiona, ponieważ jeszcze pod koniec XVIII w. zdarzało się admiralicjom i admirałom dzielić w potocznej mowie floty oraz eskadry na okręty liniowe i fregaty, czyli w tym drugim przypadku absolutnie wszystko co mniejsze od liniowców, a nadaje się do pływania, nawet gdyby chodziło o jednomasztowy kuter. Jednak określenie „fregata” traktowane jako wyróżnik konstrukcyjny, to zupełnie inna sprawa. Brak zrozumienia ewolucji i silnej zmienności w jej trakcie prowadzi właśnie do chaosu zademonstrowanego w tym przypadku. Na 34 ilustracje (jeśli dobrze policzyłem) dziesięć dotyczy portretów ludzi, mapek, symboli i miniaturki zdjęcia dokumentu, a dwanaście - rozmaitych widoczków portowych i stoczniowych, na ogół powszechnie znanych. Zostaje tuzin poświęconych konkretnym okrętom. Z tej ostatniej dwunastki trzy pokazują paradną galerę Augusta II, a z pozostałej dziewiątki aż siedem określono słowem „fregata”. Problem polega na tym, że WIĘKSZOŚĆ NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZWIĄZKU Z TYPEM FREGAT OPISYWANYCH W ARTYKULE!!! Fregata ze strony 6 (Fot. Internet wg artykułu), to w rzeczywistości francuska fregata z 26 działami 12-funtowymi na głównym pokładzie, przedstawiona na grawiurze Pierre’a Ozanne z 1780 r. Takie jednostki, na ogół w sumie 32- do 40-działowe, były specyficznymi dla drugiej połowy XVIII w. i pierwszej połowy XIX w. okrętami konstrukcyjnie dwupokładowymi, z usuniętymi furtami i działami dolnego pokładu, o tonażu rzędu 900-970 ton. Z naszymi planowanymi żaglowcami o tonażu 160 ton (SZEŚĆ razy mniejszymi!) i 12 działkach wspólne miały tylko jedno – też unosiły się na wodzie.
Rzekoma „Fregata z XVIII w.” ze strony 10 (bynajmniej nie narysowana przez J. Pertka, jak można by sądzić z podpisu, ale o tym później), miała w zamyśle prawdziwego autora, J. Stańskiego, przedstawiać „Okręt rosyjski z czasów Piotra I” i to najwyraźniej dwupokładowy liniowiec! Redakcji „Okrętów” albo panu Tymińskiemu pomyliły się bowiem strony z książki „Od Wielkiej Karaweli do 19-tysięczników” – tę ze str.119 (teraz omawianą) przypisali błędnie stronie 110 i z niej wzięli podpis, a tę ze strony 110 opisali (częściowo zniekształconym podpisem) jako pochodzącą ze strony 119 oryginału. W efekcie obie to teraz w artykule kompletna bzdura, a na dodatek ta pierwsza w ogóle nie przedstawia żadnej fregaty.
Fatalne techniczne zdjęcie „modelu fregaty Nayade” na stronie 12 (zaczerpnięte z pracy J. Trzoski), której dużo lepsze i kolorowe zdjęcia każdy może sobie obejrzeć w sieci na stronie Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, przedstawia dekoracyjny model wykonany w XVIII w. Prawdopodobnie chodzi o żaglowiec fikcyjny, a w każdym razie posiadający aż 20 dział na pokładzie głównym, powyżej którego wzniesiono pokład dziobowy, rufowy, a nawet rufówkę. Z 12-działowymi okręcikami kaperskimi o tonażu 160 ton łączy go wyłącznie fakt zamieszczenia w pracy profesora Trzoski o kaprach, ale tu i tam nie ma z nimi żadnego wspólnego mianownika, jeśli pominąć napęd żaglowy.
Na str.13 mamy rzekomą „Rosyjską fregatę z czasów Piotra I”, pochodzącą ze wspomnianej niechlujnej zamiany podpisów i rysunków zaczerpniętych z książki J. Pertka. W rzeczywistości prawdziwy autor, J. Stański, opisał swoje dzieło (na str.110, a nie 119) jako „Fregatę francuską z XVIII w.” Nie zamierzam oceniać twórczości i wiedzy pana J. Stańskiego, lecz niezależnie od zmieszczenia tego rysunku w rozdziale (u Pertka) omawiającym francuską ekspedycję z 1733 r., narysowanie gafla zamiast rei łacińskiej dla bezanżagla oraz przejść przyburtowych łączących pokład dziobowy i rufowy wysoko nad pokładem głównym jasno dowodzą, że widzimy fregatę z drugiej połowy (może nawet schyłku) XVIII w., a więc odnoszą się do niej wszystkie uwagi sformułowane przez mnie przy charakteryzowaniu żaglowca z grawiury Ozanne’a.
Str.14 i 15 (u dołu) przynoszą nam dwa bardzo zgrubne szkice „fregat” zaczerpnięte z książki T. Górskiego „Dzieje polskiej floty”. W intencji twórcy tych mocno dyskusyjnych i wysoce niestarannych (najdelikatniej rzecz ujmując) szkiców, miały one przedstawiać co najmniej małe żaglowce typu fregaty z czasów Augusta II Mocnego, albo wręcz dokładnie omawiane w artykule Jana Tymińskiego jednostki kaperskie. Dla mnie rekonstrukcje nie są zbyt wiarygodne, lecz to rzecz do zupełnie odrębnej dyskusji, a do artykułu pasują jak najbardziej.
Ostatnią ilustrację „Fregaty” (str. 15 u góry) autor lub redakcja też zaczerpnęli ze wspomnianej książki Górskiego, a ściśle biorąc z jej okładki. W oryginale chodzi o fragment słynnego obrazu Françoisa Rouxa (1811-1882), pokazujący wielką francuską fregatę z początku XIX w., a więc o sto lat późniejszą od maleństw Augusta II. Przypuszcza się, że malarz odtwarzał 44-działową (sic!) fregatę Pomone o tonażu 1085 ton! Co ona ma wspólnego z treścią artykułu?!

Podpisy pod ilustracjami to kolejny element budzący mój wewnętrzny sprzeciw, aczkolwiek może niesłusznie – nie znam się na przepisach w tej sprawie, to całkowicie prywatne odczucie. Kiedy ilustracja opatrzona jest tylko określeniem źródła pochodzenia, bez nazwisk, wszystko jest w zasadzie w porządku. Wprawdzie konia z rzędem temu, kto powie, czemu niektóre ryciny to „Ryc.”, a inne nie, czemu część kolorowych obrazów (portretów) skopiowanych z sieci to „Fot. Internet”, a inne to „Rys. Internet”, czemu nowe zdjęcie modelu galery Augusta II to „Fot.”, a stare to „Ryc.”, jednak to tylko śmiesznostki bez znaczenia.
Znacznie gorzej, gdy przy planie umocnień Gdańska, fregaty z XVIII w. i rosyjskiego liniowca z czasów Piotra I, czytamy „Ryc. J. Pertek, Od Wielkiej Karaweli do 19-tysięczników”, a przy obrazie Rouxa - „Rys. T. Górski, Dzieje polskiej floty.” Oczywiście rozumiem intencje, mowa o źródle, z którego zaczerpnięto ilustracje. Jednak wszystkie wymienione rysunki z książki Jerzego Pertka wykonał J. Stański, a Tadeusz Górski bynajmniej nie „narysował” obrazu Pomone, bowiem namalował go François Roux. Taki sposób zapisu w moim odczuciu okrada z praw autorskich prawdziwych twórców.
Przy okazji ilustracji, już zupełnie na marginesie: obraz na stronie 14 u góry po lewej nie przedstawia bynajmniej „Szwedzkich okrętów liniowych z początku XVIII w.”. Edmund Kosiarz, z którego to dzieło zostało skopiowane, pisał wyraźnie o „Szwedzkim okręcie liniowym (jednym!) z 1700 r.” W rzeczywistości chodzi o trzy rzuty tego samego (taka maniera malarska, bardzo wówczas popularna) szwedzkiego 90-działowca Konung Karl, zwodowanego w Karlskronie w 1694 r.

Kilka drobnych „kwiatków” w tekście obciąża niemal na pewno autora.
W nazwach czterech planowanych fregat (str.11) zawarto trzy błędy ortograficzne. Powinno być La Vertu, a nie La vertu, La Force, a nie La force, L’Abondance a nie L’abondance. Użycie rodzajnika nie powoduje pisania nazwy własnej okrętu z małej litery. Nawet jeśli te błędy były już w źródle, należało je zweryfikować, albo przynajmniej skomentować.
Twierdzenie, jakoby „w nowszych pracach przeważa pogląd, iż flota rosyjska [...] zwłaszcza po bitwie [...] w 1720 roku [...] zapewniła sobie panowanie na Bałtyku, co więcej stając się drugą potęgą morską, tuż po brytyjskiej” (str.9) jest w drugiej części fałszywe w takim sformułowaniu. Oczywiście wierzę, iż pochodzi z pracy P. Korkosza „Rosyjskie siły zbrojne za panowania Piotra I 1683-1725” (nie miałem przyjemności czytać), lecz to niczego nie zmienia. Flota rosyjska nawet wielkością ustępowała w 1720 r. nie tylko brytyjskiej, ale nadal holenderskiej i może także tureckiej flocie, o realnej sile nie wspominając.
Jakub Henryk Flemming (przypis 13) nie mógł być „kawalerem Krzyża Zakonników Niemieckich (joannitów)”, gdyż joannici (=kawalerowie rodyjscy, =rycerze św. Jana, =szpitalnicy, =kawalerowie maltańscy) w większości nie rekrutowali się z Niemców i nigdy nie nosili nazwy Zakonników Niemieckich. Flemming był po prostu członkiem niemieckiej niby gałęzi tego zakonu, a ściśle biorąc - świeckiego stowarzyszenia przedstawicieli szlachty pruskiej, zwanego Baliwatem Brandenburskim. Nie był „kawalerem orderu duńskiego Zakonu Słonia”, tylko rycerzem (kawalerem) duńskiego Zakonu Słonia, albo – prościej i dla tamtych czasów już bardziej realistycznie - kawalerem duńskiego Orderu Słonia.

W sumie najważniejszym mankamentem ciekawego artykułu jest jednak nieadekwatność do treści wielu ilustracji. Wynika to chyba z coraz bardziej rozszerzającego się zjawiska lekceważenia spraw stricte okrętowych i technicznych przez ludzi wypowiadających się na temat historii morskiej. Już wybiegając DALEKO poza omawiany tekst: nie odróżnianie dziobu od rufy przez profesorów historii; żenujące wypowiedzi o osiągnięciu „granicy śmieszności” na skutek przytoczenia obficie udokumentowanego w źródłach wypadku artyleryjskiego na brytyjskim okręcie (zresztą jednego z bardzo wielu, których ofiarami w identycznych okolicznościach, tylko w innej chwili, padali także Francuzi); twierdzenie, że użycie nazwy typu żaglowca (lugier) jako nazwy własnej okrętu („Lugier”) to „literówka”; kompletna nieznajomość terminologii okrętowej; ocena działań morskich na podstawie skrupulatnego przepisywania opinii z pamiętników oficerów kawalerii; powtarzanie żałosnych stereotypów o „naukowym” konstruowaniu dawnych okrętów, kiedy samemu zakończyło się kontakt z fizyką i matematyką na poziomie liceum; przekonanie, że skrupulatne zacytowanie ignoranckiego, ale starego „źródła” jest ważniejsze od znajomości praw fizyki; przyjmowanie wiarygodności źródeł i opracowań na podstawie narodowości autorów – to dzisiaj wręcz wizytówka zbyt wielu przedstawicieli nowego pokolenia młodych historyków i adeptów historii.
Na tle tej mizerii może powinienem się cieszyć, że do dobrego i interesującego artykułu o maleńkich fregatach kaperskich z początku XVIII w. (odpowiadających z grubsza wielkością dwumasztowym slupom w innych marynarkach) dodano „tylko” 1000-tonowe fregaty 44-działowe z początku XIX w., bo przecież zawsze istniała możliwość zamieszczenia zdjęcia atomowej fregaty rakietowej Bainbridge z 1961 r., skoro to też była „fregata”.

Krzysztof Gerlach


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Wto 16:33, 17 Cze 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wlad




Dołączył: 26 Lip 2010
Posty: 54
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 10:51, 17 Cze 2014    Temat postu:

Nawiązując do nieadekwatności ilustracji do tekstu i wspomnianej przez Pana fregaty rakietowej to okładkę audiobooka „Wielkich dni małej floty” Jerzego Pertka zdobi równie dobrze dobrany okręt Laughing
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez wlad dnia Wto 10:52, 17 Cze 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:35, 17 Cze 2014    Temat postu:

Fajne. Very Happy
Z tym, że tutaj to chyba pochodna miejsca pobytu autora. Pan Jerzy Pertek nie może już zaprotestować. Do mojej książki o drewnie szkutniczym pierwotnie zaproponowano na okładkę zdjęcie całkowicie metalowego „Daru Pomorza” – no, bo on przecież też pływał. Tworzą tacy artyści, dla których okręty są równie ważne jak sama sztuka, że wymienię tylko Marka Fornala i Grzegorza Nawrockiego. Niestety, dla zdecydowanej większości plastusi jednostka pływająca jest jedynie takim samym motywem plastycznym jak koło od wozu drabiniastego czy blat od stołu. Mają „wizję artystyczną” i nawet jeśli jej zgodność z prawdą historyczną wyjątkowo nie „lata im kalafiorem” (a z reguły na pewno lata), to i tak nie mogą sobie pozwolić na konsultanta do każdego dzieła, jeśli podejmują się absolutnie wszystkich tematów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Recenzje Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin