Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna www.timberships.fora.pl
Forum autorskie plus dyskusyjne na temat konstrukcji, wyposażenia oraz historii statków i okrętów drewnianych
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Broń ręczna i uzbrojenie ochronne na pokładach żaglowców
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Artykuły tematyczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:31, 02 Gru 2013    Temat postu:

BF) Z tak szerokiego omówienia „broni honorowej” w Royal Navy nie wynika bynajmniej, że w innych marynarkach okresu od wielkiej rewolucji francuskiej do wojny krymskiej podobna broń nie istniała. Po prostu w rządzonych autorytarnie państwach kontynentu europejskiego (dysponujących silnymi flotami) przyznawanie nagród zależało od kaprysu władcy i wszelka oddolna inicjatywa jednostek lub organizacji musiała być podejrzana. Gdyby jakiekolwiek ciało ustawodawcze, a tym gorzej jednostka, chciało we Francji wręczać szpady, pałasze czy szable honorowe kierując się jakimś własnym statutem, a nie wolą wszechmocnego i wszystko ogarniającego cesarza, od razu powstałoby przypuszczenie podważania autorytetu najjaśniejszego. Inicjatorzy mogliby tego pożałować. Zatem taką broń wręczano (w armii nawet w wielkich ilościach!), lecz zawsze (może ktoś zna jakieś wyjątki, dotyczące floty?) tylko z rozkazu Napoleona. Na oficerów marynarki, której nie rozumiał i której kadry w większości nie lubił, nie szanował i nie umiał właściwie ocenić, podobna łaska spływała bardzo rzadko. Istota nagradzania była oczywiście podobna w carskiej Rosji czy monarchii hiszpańskiej, chociaż szczegółowych rozwiązań nie znam. Taka broń honorowa często nie przedstawiała się wizualnie szczególnie atrakcyjnie. Ponieważ już samo otrzymanie jej z rąk „najjaśniejszego” powinno być wielkim wyróżnieniem (i zapewne było), trafiały się egzemplarze niczym się nie różniące (poza stosowną inskrypcją) od zwyczajnej broni bojowej. Mimo tego we Francji stworzono, dzięki rewolucji a potem generałowi Bonaparte, określony system przydziału, możliwy do prześledzenia i interpretacji. Nagradzanie nie było chaotycznym zbiorem jednostkowych przypadków, tylko istniał do niego określony klucz.
Początkowo w zapale rewolucyjnym usunięto wszelkie odznaczenia i wyróżnienia jako związane z obalonym „starym porządkiem”. Po 15.10.1792 nie przyznawano już żadnego. Ale Francja toczyła wojny na wielu frontach, więc uhonorowanie najlepszych żołnierzy i oficerów stało się absolutną koniecznością. Uznał to w 1796 Dyrektoriat, ustanawiając m.in. „broń nagrody narodowej”. Bonaparte jako oficer, pragmatyk i urodzony wódz również znakomicie rozumiał potrzebę honorowych wyróżnień. Nie tylko wykorzystywał pomysł Dyrektoriatu, ale na własną rękę obstalował w Mediolanie sto szabli „nagrody narodowej”, na których obok inskrypcji rządowej kazał grawerować własną. Przeznaczał je dla oficerów i żołnierzy walczących pod jego rozkazami we Włoszech. Potem przeniósł metodę, z pewnymi zmianami, na kampanię egipską. W konstytucji uchwalonej 22 frimaire’a roku VIII (13.12.1799) już po jego zamachu stanu z 18 brumaire’a roku VIII, zawarto artykuł określający zręby przyszłych nowych nagród, związanych z systemem wypłaty żołdu. Uchwała z 25.12.1799 uzupełniona dodatkiem z 9.08.1801 precyzowała szczegóły: ustalono 8-12 rodzajów (zależy jak liczyć) „broni honorowej” wręczanej za nadzwyczajne zasługi przedstawicielom różnego rodzaju sił zbrojnych, w różnych rangach. Były wśród nich tak zabawne jak bicze (baty) honorowe, pałeczki honorowe i honorowe toporki abordażowe, poza tym bardzo dużo broni palnej (karabiny piechoty; muszkietony i karabinki kawalerii; pistolety oficerskie). Ja jednak pozostanę tutaj wyłącznie przy oficerskich SZABLACH honorowych.
Zaznaczenie w uchwale konkretnego typu broni siecznej oznaczało zarówno spostponowanie szlacheckiej szpady, jak osobistą predylekcję Pierwszego Konsula do szabli. Nie było natomiast żadnego jednolitego wzoru, ani konstrukcyjnego, ani zdobniczego, a zachowane egzemplarze wykazują wielką różnorodność. Żołnierzom i oficerom wręczono łącznie 655 szabli honorowych, ale z tego tylko znikoma część przypadła ludziom walczącym na morzu.
W muzeum w Wenecji przechowywana jest broń słynnego korsarza i pirata, nazwiskiem Bavastro, o imieniu zapisywanym z włoska Giuseppe lub z francuska Joseph. Chodzi o ozdobną szablę, z wyraźnymi motywami morskimi na rękojeści i pochwie. Pomimo że określa się ją jako „szablę od mieszkańców Nicei”, „szablę galową”, „szablę abordażową”, a napisu wygrawerowanego na szyjce pochwy nie mogę odczytać na żadnych znanych mi zdjęciach, należy chyba wierzyć oficjalnej stronie muzeum, iż jest to szabla ofiarowana korsarzowi przez Napoleona. Na ogół opisywana jako „piękna”, ma ciekawe złocenia w górnej części szerokiej głowni i efektowne reliefy na długim trzewiku pochwy oraz bogate zdobienia dolnej krawędzi szyjki. Natomiast koszowo-krzyżowa rękojeść jest moim zdaniem paskudna w formie i prymitywna w dekoracji, jednak każdy może to ocenić wg własnego gustu pod adresami [link widoczny dla zalogowanych] oraz [link widoczny dla zalogowanych] .
Kmdr Jean-Baptiste Perrée dowodząc flotyllą jednostek rzecznych na Nilu podczas wyprawy egipskiej generała Bonaparte w 1798 r. stoczył w lipcu krwawą, zaciętą bitwę z łódkami Mameluków i został awansowany do stopnia kontradmirała. Głównodowodzący wręczył mu ponadto szablę „nagrody narodowej”.
Gdy 31.03.1800 Brytyjczycy zdobyli na Morzu Śródziemnym francuski 80-działowiec Guillaume Tell, na jego pokładzie był kontradm. Denis Decrès. Francuzi stawili podczas walki zacięty opór, a kontradmirał odniósł poważną ranę. Wśród różnych nagród odebrał od Napoleona szablę honorową mieszczącą się w nowym systemie, wiążącym całość ze szczególnym żołdem.
Analogiczną szablę honorową dostał kontradm. Durand Linois za wygranie z Brytyjczykami pierwszej bitwy pod Algeciras 6.07.1801 (oficer ten miał w przyszłości przyczynić się do pozyskania aż 17 szabli honorowych od Funduszu Patriotycznego Lloyda przez kapitanów brytyjskich żaglowców handlowych, przed którymi uciekł w lutym 1804).
Holenderski kontradmirał Verhuel (Ver Huell) rekomendował w 1804 trzech poruczników walczących podczas obrony francusko-batawskiej flotylli łodzi, pramów itp. jednostek przed atakami Brytyjczyków, do nagród w postaci szabli honorowych, jednak nie wiem, czy je faktycznie otrzymali.
Od czasu koronowania się na cesarza (grudzień 1804) Napoleon całkowicie zaprzestał wręczania szabli honorowych. Nie wynikało to jednak z nowego tytułu (ostatecznie, dysponując dyktatorską władzą większą od władzy królów Francji, mógł nakazać nazywanie siebie zupełnie dowolnie), tylko z polityki wprowadzonej już 19.05.1802 ustanowieniem orderu Legii Honorowej. Wszyscy posiadacze „broni honorowej” stali się automatycznie kawalerami tego orderu. Zamierzeniem było stworzenie bardzo licznej, nowej szlachty, całkowicie personalnie i finansowo związanej z cesarzem. System hojnych pensji łączących się z tym odznaczeniem przeniesiono z dotychczasowego systemu „broni honorowej”, nie było więc sensu i potrzeby jego dublowania. Jednak Napoleon już w cesarskiej koronie nadal wręczał „broń nagrody narodowej” jako wyraz indywidualnego uznania. Chociaż dla zainteresowanych różnica była ogromna (dożywotnia wysoka pensja albo tylko pamiątkowa ozdoba ściany), to dla pasjonatów broni i amatorów historii rzecz nie ma większego znaczenia. Dlatego w zbiorach takie szable nadal nazywa się „szablami honorowymi” mimo nieadekwatności do nazw w ustawach francuskich.
We Francji broń honorową wręczano też po obaleniu Napoleona. Przy często zmieniających się reżimach powstało nowe chyba tutaj zjawisko ofiarowania takich nagród z inicjatywy grupy obywateli, przez fundacje, zbiórki itp. Ponadto wróciły szpady. Wiadomo np. o projekcie rozpisania subskrypcji na szpadę honorową dla adm. Du Petit-Thouarsa w 1844, o wręczeniu szpady honorowej adm. Bruatowi w 1855. W drugiej połowie XIX w. ofiarowywano również szable honorowe – znany jest egzemplarz admirała du Bouzeta, który pomagał w instalowaniu się Francuzów na Nowej Kaledonii w 1855 r. Całkiem zresztą możliwe (nie dysponuję na razie zdjęciami poza bronią urzędników), że podobnie jak w innych flotach następowało chwilami rozjeżdżanie się typu konstrukcyjnego broni z jej oficjalnymi nazwami.

Na temat siecznej „broni honorowej” wręczanej w innych flotach – np. rosyjskiej – wiem na ogół tylko tyle, że istniała i czasem wiązała się z odpowiednimi orderami.
Amerykanie szeroko przydzielali szable i szpady honorowe (b. rzadko pałasze), ponieważ w demokratycznym społeczeństwie mogło to robić nieskończenie wiele osób prywatnych i rozmaitych instytucji. Pechowo znam wizualnie przede wszystkim mnóstwo szalenie bogato zdobionych egzemplarzy ofiarowanych oficerom armii lądowej (głównie za osiągnięcia w wojnie amerykańsko-meksykańskiej, zwycięstwa w wojnach z Indianami oraz w wojnie secesyjnej).
Tymczasem wiadomo o licznych przypadkach wręczania broni honorowej także oficerom marynarki, bardzo trudno jednak o jej dokładne opisy czy zdjęcia. Przykładowo Stephen Decatur dostał od Kongresu „miecz” (najprawdopodobniej szpadę) za brawurowe zniszczenie w Trypolisie w 1804 r. fregaty Philadelphia, która wcześniej wpadła w ręce korsarzy północnoafrykańskich. W 1812 r. za zdobycie brytyjskiej fregaty Macedonian „miecze honorowe” ofiarowały mu legislatury stanów Pensylwania i Wirginia oraz miasto Filadelfia. Z kolei on sam, po zdobyciu przez jego eskadrę w czerwcu 1815 r. algierskiej fregaty Meshuda (Mashouda) podarował dwóm dowódcom swoich okrętów - Johnowi Downesowi i Williamowi Lewisowi – „honorowe miecze”, aczkolwiek wykpił się przy tym tanim kosztem. Wziął sobie bowiem dwa gotowe egzemplarze zwykłej broni, znajdujące się na algierskim okręcie – przynajmniej jeden z nich można dziś oglądać w National Museum of the United States Navy (a przy dużej dozie cierpliwości także po wygrzebaniu w sieci): jest to orientalna szabla bez żadnego jelca, z lekko falistą głownią, chowana w pięknej, pokrytej srebrem pochwie. Jeśli się nie mylę, pod względem konstrukcyjnym chodzi o jatagan.
Zwycięstwo komandora Isaaca Hulla na Constitution nad brytyjską fregatą Guerriere (19.08.1812) przyniosło mu od Kongresu złoty medal i duże pieniądze pryzowe, ale od legislatur niektórych stanów także „miecze” honorowe.
Kiedy kmdr Charles Stewart na Constitution pobił po kolei dwie mniejsze jednostki brytyjskie (Cyane i Levant) 20.02.1815, podobno dostał od Kongresu jeden „miecz honorowy”, a od legislatury Pensylwanii drugi.
Miasto Charleston podarowało ciekawą szpadę honorową porucznikowi Thomasowi Stevensowi za jego postawę w bitwie na jeziorze Erie 10.09.1813, gdzie dowodził on slupem Trippe. W krzyżowo-tarczowo-kabłąkowej rękojeści na pionowo ustawionej tarczce wyobrażono właśnie to starcie, głowica w kształcie orlej głowy łączy się z kabłąkiem o obfitym, ale subtelnym wzorze, nawet na ryflowanym w drobną kratkę trzonie są dodatkowe ozdoby geometryczne. Lśniąca złotem pochwa ma delikatną ostrogę stałe uchwyty na szyjce do mocowania. Długość szpady wynosi 88 cm. Całość można obejrzeć pod adresem [link widoczny dla zalogowanych] .
Również za akcję „jeziorową”, tym razem na jeziorze Champlain (11.09.1814), uchwałą Kongresu z 20.10.1814 „mieczem” honorowym nagrodzono p/o porucznika Silasa Duncana (odniósł w walce bardzo ciężką ranę) oraz midszypmena Joela Abbota.
Dowodzący kanonierkami w bitwie na jeziorze Borgne (1815 r.) por. Thomas ap Catesby Jones został nagrodzony (za opóźnienie brytyjskiego marszu) wielce oryginalną szpadą o otwartej rękojeści krzyżowej, z falistymi ramionami jelca, wydatnymi wąsami w kształcie tarczy herbowej, motywem kotwicy na skomplikowanie ukształtowanym trzonie itp. Uwagi u miejscu ekspozycji i możliwości obejrzenia bez odchodzenia od komputera jak dla jatagana wręczonego przez Decatura.
Broń honorową dostawali też oficerowie piechoty morskiej. Kiedy połączone siły arabsko-amerykańskie zdobyły 27.04.1804 Dernę, dowodzący desantem piechoty morskiej porucznik Presley O’Bannon otrzymał najpierw (8.12.1805) szablę typu mameluckiego od miejscowego sojusznika, a potem inną, stylistycznie na niej wzorowaną, od macierzystego stanu Wirginia.
Nie zawsze broń honorowa wiązała się z odniesieniem zwycięstwa. Gdy podczas pokoju załoga brytyjskiego 50-działowca Leopard gotowała się do przeszukania amerykańskiej fregaty Chesapeake (22.06.1807), porucznik William H. Allen był jedynym, który czynnie (chociaż oczywiście daremnie) przeciwstawił się temu jawnemu pogwałceniu prawa międzynarodowego. On też przyczynił się do postawienia przed sądem wojennym dowódcy amerykańskiej jednostki za szybkie poddanie się. Pozostali oficerowie Chesapeake zrzucili się na zakup specjalnego srebrnego kordu dla Allena, dla upamiętania jego postawy. Broń ta, może nie nadzwyczajnej urody, jest jednak bardzo ciekawa – dość niecodzienna przy kordzie wygięta szablowo rękojeść krzyżowo-kabłąkowa, z głową konia w miejscu kapturka (końska grzywa tworzy warkocz) i kabłąkiem stylizowanym na łańcuszek, ma też wydatne wąsy z kotwicą oplecioną liną. Trzon najprawdopodobniej z kości słoniowej, a na klindze wytrawiono wzory. Do obejrzenia w National Museum of the United States Navy.
Komodor William Bainbridge otrzymał jedną z najciekawszych szpad honorowych, wręczoną bowiem przez... wroga! Zdobywszy na Constitution brytyjską fregatę Java (29.12.1812) zastał na jej pokładzie także podróżującego do Bombaju nowo mianowanego gubernatora, generała-porucznika Hislopa. Ten ostatni, w podziękowaniu za niezwykle kurtuazyjne traktowanie wszystkich jeńców, ofiarował amerykańskiemu dowódcy wspaniałą szpadę oprawioną w złoto.
Ciekawą szablę honorową dostał od miasta Nowy Jork kontradm. David Glasgow Farragut za zajęcie zatoki Mobile w sierpniu 1864 r. Jej oryginalność polega na fakcie, że pod względem budowy i ozdób rękojeści oraz formy całości nie różniła się prawie niczym od i tak bardzo eleganckiej, standardowej szabli oficerskiej z tego okresu. Jeśli występowała w ogóle jakaś różnica w gardzie, to węższa tarczka pozioma (część kosza) przy jelcu, może nawet jej brak, ale zdjęcie, którym dysponuję, wykonano całkiem prostopadle do jelca, więc nie sposób tego ocenić. Owa szabla honorowa różniła się za to od zwykłych obfitszymi reliefami na klindze, zajmującymi całą długość zbrocza i – prawdopodobnie – barwieniem głowni. Natomiast znacznie ozdobniejszą (co nie musi znaczyć, że ładniejszą) szablę honorową podarował Farragutowi nowojorski Union League Club 23.04.1864 – tę broń z wielką głowicą w kształcie orła, dużo bardziej bogato ornamentowanymi kabłąkiem i jelcem, wysoce misternymi okuciami pochwy – można zobaczyć na [link widoczny dla zalogowanych] . Inna szabla honorowa oficera Unii, Jamesa Aldena, z około 1864 r., z kapiącą złotem pochwą, jest do obejrzenia na [link widoczny dla zalogowanych] .


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Czw 7:55, 20 Lut 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 12:29, 10 Gru 2013    Temat postu:

BG) Topory abordażowe
Typowa marynarska broń biała, popularna na okrętach Royal Navy po 1797 r., to tomahawk. Tomahawk nie był zbyt poważną bronią do zabijania ludzi. Służył bardzo dobrze do przecinania olinowania, ale - jak wówczas niektórzy oceniali - w walce był „gorszy do muszkietu z bagnetem, piki czy kordelasa” [Lavery, op. cit. str.180]. W brytyjskiej marynarce wojennej w użyciu była wersja siekiery/tomahawka z toporzyskiem o długości około 38 cm i prostym kolcem albo zagiętym w dół hakiem po przeciwnej stronie ostrza [Blake & Lawrence, op. cit., str.143,158]. Oprócz stosowania nazwy tomahawk, pisze się także o toporkach abordażowych, używanych w takiej walce obok tasaków i pik [Verity, op. cit. str.318,319].
W 1797 amerykański sekretarz wojny wymieniając uzbrojenie trzech dużych fregat grupy Constitution pisał o średnio 100 „toporach abordażowych” na każdym z tych okrętów. Topór abordażowy na dębowym toporzysku, z żeleźcem wyposażonym w długie wąsy, wykonany między 1800 a 1810 r. w stoczni marynarki w Waszyngtonie, można dziś obejrzeć w National Museum of the United States Navy. W 1831 amerykańskie szkunery wojenne zabierały po 30 toporków abordażowych wg oficjalnego zestawienia finansowego.
Francuskie topory abordażowe też zmieniały się z czasem. Jedna ze stron internetowych poświęconych marynarce francuskiej sugeruje przewagę w końcu XVIII w. egzemplarzy z kolcem, a w miarę upływania XIX w. – z hakiem, lecz to wysoce wątpliwe. W każdym razie wyróżniano podobno nawet modele (wzory) tej pożytecznej, ale bardzo prymitywnej broni.
Austriackie topory abordażowe z 1845 r. miały toporzysko długości 50 cm, półksiężycowate ostrze zrównoważone po przeciwnej stronie długim na 13 cm hakiem, oraz wąs prostopadły do płaszczyzny żeleźca.
Rosyjski topór abordażowy z lat 1830-tych, nazywany tu swojsko „intrepil” (co jest oczywistą kalką z holenderskiego enterbijl), charakteryzował się długością całkowitą 60 cm, długością żeleźca 14 cm, długością czworograniastego haka 23 cm. Występował na ówczesnych okrętach rosyjskich dokładnie w tych samych ilościach (uzależnionych od klasy jednostki), co piki, więc stosunkowo niewielkich [Aleksandr Ilin, op. cit., str.45,46].
Hiszpańskie toporki abordażowe (hachuelas de abordar) wciąż były popularne w czasach bitwy pod Trafalgarem. W wykazach 15 liniowców biorących w niej udział występują w liczbie od 30 do 136 sztuk, a po odrzuceniu dwóch skrajnych wartości - w zakresie od 70 do 118 sztuk. Nietypowo i wyjątkowo mała liczba 30 sztuk dotyczy liniowca Bahama, który wyposażono z kolei gigantyczną liczbę pik - 360 sztuk, co może świadczyć o jakichś problemach inwentarzowych [liczby z: Juan Carlos Mejias Tavero „Los navios espanoles de la batalla de Trafalgar” Anexo II].

Karabiny (muszkiety wg terminologii używanej m.in. przez Anglików) brytyjskie.
W epoce napoleońskiej podstawowa broń piechoty morskiej i marynarzy Royal Navy. W gruncie rzeczy była to tylko okrętowa wersja zwykłego muszkietu piechoty lądowej, zwanego powszechnie (chociaż nieoficjalnie) „Brown Bess”, standardowej broni palnej armii brytyjskiej przez ponad wiek. Oczywiście w tak długim czasie karabiny te modyfikowano i wytwarzano w wielu wersjach. W porównaniu z wzorem używanym przez armię, muszkiet do użytku na okrętach był nieco krótszy. Lufa miała 91-96,5 cm długości [Lavery, op. cit. str.154], albo 86,5-91 cm [Blake & Lawrence, op. cit. str.143], kiedy w długiej odmianie armijnej wartość ta wynosiła zwykle 117 cm, a w krótkiej od 107 cm. Uczyniono to oczywiście dla ułatwienia posługiwania się karabinem na zatłoczonych pokładach. Zamek skałkowy broni piechoty morskiej był troszkę prostszy niż armijny, z płaską płytą zamkową w miejsce zaokrąglonej, ponadto z dużo mniejszą ilością zdobień i z większym naciskiem na użycie bardziej odpornego na korozję mosiądzu/brązu. Ogólnie muszkiet piechoty morskiej był prostszy, z mniej subtelnym wykończeniem, co miało dawać mu większą odporność na korozję w wodzie morskiej. Wyposażono go (od początku XIX w.) w stalowy stempel, trzymany pod łożem za pomocą mosiężnych tulejek, oraz tulejowy bagnet z głownią kłujną, trójgranną. Zwykle długość bagnetu wynosiła 432 mm, a maksymalna szerokość 32 mm. Jakość wykonania na ogół pozostawiała wiele do życzenia [Brian Lavery, Nelson’s Navy, London 1989, str.154; Nicholas Blake & Richard Lawrence, The illustrated companion to Nelson’s Navy, Mechanicsburg 2000, str.143]. W tulei z wałeczkowatym tylnym rantem wycięta była podwójnie załamana szczelina do zaczepiania o podstawę muszki. Karabin ten miał antabki (klamry, pierścienie, uszka) na pas nośny. Przy kalibrze (we wzorze 1794) gładkościennej lufy 19,3 mm wyrzucał kule ołowiane o średnicy 18,03 mm, ważące nieco ponad 30 g. Z uwagi na nienadzwyczajną celność nie był bronią wykorzystywaną w walce na dużych odległościach. Uważano – w zastosowaniu morskim – że nie warto strzelać z niego do przeciwnika znajdującego się dalej niż około 90 m. Jako zasięg praktyczny traktowano zresztą dystans około 45 m. Tym niemniej, z uwagi na fakt strzelania do masowych celów, np. zatłoczonych ludźmi pokładów przeciwnika, niedostatki w celności nie odgrywały większej roli. Mimo bezsensownych obliczeń, ile to setek tysięcy pocisków potrzeba było do jednego trafienia (z których niedwuznacznie wynika, że najgorzej jest obecnie, więc należałoby wyrzucić całą współczesną super-broń strzelecką i przejść na zaostrzone kije), w rzeczywistości brytyjskie muszkiety w walce na morzu wykazywały się bardzo dużą skutecznością (o ile akurat nie były zepsute, co zdarzało się im często). Trzeba oczywiście pamiętać, że w bitwach morskich schyłku XVIII i pierwszej połowy XIX w. podstawową rolę odgrywała artyleria. W głównej fazie walki marynarze musieli strzelać nie z karabinów, tylko z dział, a do ich obsługi często delegowano nawet żołnierzy piechoty morskiej. W rezultacie liczba strzelców była nikła, a jeśli nie toczono pojedynku z utrzymywaną trwale odległością poniżej 50 m, to i okazji do celnego strzelania nie mieli oni zbyt wiele, ponieważ podczas abordażowania czy odpierania abordażu na ogół z karabinu dało się wystrzelić tylko raz. W tej sytuacji jest zaskakujące, jak ogromna liczba relacji odnotowuje odniesienie rany (czasem śmiertelnej) od kuli muszkietowej, chociaż pewne zakłócenia do tego obrazu wprowadza fakt używania takich kulek także w niektórych kartaczach.
Brytyjskie muszkiety dostarczał Urząd Uzbrojenia, który zamawiał je u prywatnych producentów czy dostawców. Specyfikacja zamówień nie była ścisła, a w efekcie istniała pewna liczba wersji, nawet wśród egzemplarzy używanych w tym samym czasie. Jak już pisałem, muszkiety wykańczano jako „jasne morskie” („bright sea service”) albo „czarne morskie” („black sea service”) – lufa albo lśniła, albo ją czerniono. [Lavery, op. cit., str.154]. Około 1790 brytyjski okręt 74-działowy zabierał 184 sztuki z jasnymi częściami metalowymi i 46 z przyciemnianymi, nie licząc broni żołnierzy. W 1797 zredukowano te liczby do 130 sztuk w sumie, wszystkie czarne, albo też okręt 74-działowy miał w 1797 roku 130 muszkietów dla marynarzy i 70 muszkietów dla żołnierzy piechoty morskiej.
Amunicja była z reguły dostarczana w postaci tzw. ładunków. Zarówno kulę jak proch na jeden strzał owijano w smarowaną tłuszczem lub woskowaną tutkę papierową, na jednym końcu starannie zawiniętą, na drugim z przywiązaną kulą. Proch używany w muszkietach był zdecydowanie słabszy od wykorzystywanego w ciężkich działach. Aby wystrzelić, strzelec odgryzał wierzch ładunku trzymając w zębach kulę, zasypywał trochę prochu (podsypkę prochową o masie około 1g) na panewkę, a resztę do lufy, wrzucał na to kulę, i wciskał opakowanie ładunku w charakterze przybitki, używając do tego stempla. Źródła polskie z epoki i fachowa literatura każą dodatkowo uwzględniać inną wersję końcowego etapu nabijania – żołnierz odgryzał przeciwną do kuli część papierowego ładunku, a po wysypaniu prochu nie wyjmował już kuli, tylko zgniatał papier wraz z kulą i wciskał całość do lufy.
Karabiny okrętowe Royal Navy, włączając te, które należały do uzbrojenia żołnierzy piechoty morskiej, pozostawały pod opieką działomistrza (gunner) i były reperowane przez jego pomocnika – zbrojmistrza (armourer). Wśród załogi mógł się też znajdować rusznikarz (gunsmith) podlegający zbrojmistrzowi i jego matom. Marynarze nie utrzymywali ani takiej dyscypliny jak żołnierze, ani szeregów, ale strzelać mogli równie celnie. W 1793 na fregacie Minerva z 280-osobową załogą 150 marynarzy zostało wybranych do ćwiczeń z ręczną bronią palną, a po paru tygodniach oddawali już lepszą salwę z muszkietów niż piechota morska [Verity, op. cit., str.318].
Karabinów używano nie tylko do oddawania salw w kierunku pokładów przeciwnika podczas walki z bliska, ale i w typowych dla marynarki brytyjskiej wypadach dla porywania nieprzyjacielskich jednostek z kotwicy oraz w licznych działaniach na lądzie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Sob 20:00, 08 Mar 2014, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 9:54, 12 Gru 2013    Temat postu:

BH) Około 1825 r. w Royal Navy wykorzystywano co najmniej dwie odmiany gładkolufowych muszkietów skałkowych w wykonaniu Sea Service. Obie o kalibrze 19,1 mm, różniły się głównie długością: Jedna miała lufę długości 940 mm i ważyła 4,59 kg. Druga charakteryzowała się lufą długości tylko 610 mm, długością całkowitą 1422 mm i masą 3,73 kg.
W latach 1840-tych nastąpiła radykalna zmiana (podobnie zresztą jak w innych flotach). Brytyjska piechota morska została przezbrojona w gładkolufowe karabiny (muszkiety) z zamkami kapiszonowymi, znacznie bardziej niezawodnymi od skałkowych i pozwalającymi na zwiększenie szybkości strzelania. Poprawa był tak zdecydowana, że nie czekając na całkowite dopracowanie nowego modelu karabinu, przerabiano wiele starych muszkietów skałkowych na broń kapiszonową. Odpowiedzialnością za prace rozwojowe obciążono George’a Lovella. Krótki karabin morski przerobiony w 1839 r. ze skałkowego miał kaliber 19,1 mm, masę 4-4,2 kg, długość 1168 mmm, długość lufy 762 mm, prędkość początkową kuli 274 m/s, masę ładunku 17,5 g. Ale na okrętach używano też wyposażonej w zamek kapiszonowy dłuższej wersji morskiej sztucera „Brown Bess” – przy kalibrze 19,1 mm długość lufy wynosiła tu 914 mm, a masa całkowita 4,26 kg. Karabin kapiszonowy dla armii lądowej wz.1838 z zamkiem systemu Lovella miał kaliber 19,4 mm, masę 4,35 kg, długość 1397 mm, długość lufy 991 mm, prędkość początkową kuli 274 m/s. W końcu standardowy dla piechoty armii karabin kapiszonowy Lovella z 1842 r. miał kaliber 19,1 mm, masę 4,59 kg, lufę długości 991 mm, długość całkowitą bez bagnetu 1397 mm, długość całkowitą z bagnetem 1841 mm, masę całkowitą z bagnetem 5,07 kg. Piechota morska, tak jak piechota armii, nadal we wzorze 1842 stosowała ważący 0,48 kg bagnet tulejowy z głownią kłujną, wystającą poza wylot lufy na 444 mm. Kula ważyła prawie 32 g, wyrzucał ją 17,5-gramowy ładunek prochu. Zasięg skuteczny szacowano na 180 m, szybkostrzelność przy starannym celowaniu - na 2 strzały na minutę [Richard Brooks, The Royal Marines. 1664 to the present, London 2002, str.168; Frederick Myatt, Broń strzelecka XIX wieku, Warszawa 1995, str.17-22; J. Scoffern, Projectile, Weapons of War and Explosive Compounds, London 1858, str.244; William Laird Clowes, The Royal Navy, vol.6].

Karabiny (fuzje) francuskie
Na okrętach używano specjalnej wersji standardowych karabinów wz. 1777, czyli Fusil de marine (fusil marine) modèle 1777 o długości lufy 1137 mm, długości całkowitej (bez bagnetu) 1520 mm i długości bagnetu z tuleją osadczą 445,5 mm (ostrze miało 378 mm). Bagnet miał głownię o przekroju trójkąta równoramiennego z głębokim wklęsłym szlifem dwóch boków i podobnym, lecz płytszym szlifie wklęsłym boku większego [Jean Boudriot, Le Vaisseau de 74 Canons, Paris 1977, tom IV, str.14; Marian Maciejewski, Broń palna wojsk polskich 1797-1831, Wrocław 1980, str.22].
Długość całkowita z bagnetem 1898 mm. Gładka lufa miała kaliber 17,48 mm, kaliber kuli wynosił 16,54 mm, waga kuli to 27,17 g, waga ładunku prochowego 12,24 g, waga podsypki 1 g, masa całej broni bez bagnetu 4,537-4,771 kg, z bagnetem 4,866-5,1 kg, skuteczny strzał – 300 m. Lufa zewnątrz od komory w kierunku wylotu łagodnie na całej długości przechodząca w stożek; średnica zewnętrzna przy wylocie 21,3 mm, przy warkoczu korka komory 31,3 mm. Wykonana ze stali o zawartości węgla około 0,3%, poddana obróbce plastycznej na gorąco – kuta, następnie tłoczona, wiercona i szlifowana. Komora nabojowa zamknięta korkiem z warkoczem wkręconym w nagwintowaną część komory. Zamki stalowe, hartowane, panewki mosiężne. Karabiny dla marynarki produkowano w Tulle [Maciejewski, op. cit., str.17-20,22][Jean Boudriot, op. cit., str.13,14]. Używano też jednak (podobno) w okresie napoleońskim wersji dużo dłuższej, o długości całkowitej 1689 mm [Chris Henry, Brian Delf, Napoleonic Naval Armaments 1792-1815, Oxford 2004, str.46]. Od 1796/1797 we Francji pracowano intensywnie nad udoskonaleniem wzoru 1777, wprowadzając ostatecznie broń „Fussil d’infanterie modele 1777 corrige AN IX” (czyli z przełomu lat 1800/1801), występującą także w formie „karabinków burtowych marynarki wojennej”. Wersja podstawowa jest niezwykle szczegółowo opisana przez Mariana Maciejewskiego (op. cit.) na str.37-39 i ilustrowana na str.136-138. Tu zupełnie wystarczy stwierdzenie, że w stosunku do wzoru 1777 długość całkowita bez bagnetu zmniejszyła się o 5 mm, długość z bagnetem zwiększyła się o 22 mm (bowiem bagnet był dłuższy o 27 mm), minimalnie spadła masa. W latach restauracji wprowadzono we Francji nowe wzory karabinów skałkowych - 1816 i 1822. Skoro się pojawiły, to należy sądzić, że poprawki – jakim podlegały - były potrzebne oraz niebagatelne. Jednak dla laika pozostają niezwykle subtelne, niemal niedostrzegalne. W modelu 1816 cylindryczny dotąd zapał zastąpiono stożkowym. Mosiężna panewka dostała z tyłu osłonę przeciwpłomieniową. Pokrywa panewki została wydrążona. Zmieniono kształt czopów mocujących, śrub (a zwłaszcza ich główek) i niektórych blaszek zamka. Troszkę inną formę miał kabłąk spustowy. Długość lufy wariantu podstawowego piechoty nie uległa zmianie (1137 mm), długość całkowita bez bagnetu minimalnie wzrosła (do 1529 mm). Jednak we francuskiej marynarce wojennej używano odmiany woltyżerskiej, z długością lufy 1029 mm i długością całkowitą 1421 mm, o masie (bez bagnetu) 4,218 kg. Kaliber lufy to nadal 17,48 mm. W egzemplarzach morskich tego i wszystkich następnych modeli okucia (bączek przedni podwójny z tuleją na wycior; bączek środkowy z antabką do pasa; bączek tylny) i osłonę spustu wykonywano z mosiądzu. W modelu 1816 mosiężna bywała także panewka. Wzór 1822 różnił się od wzoru 1816 następującymi cechami: zewnętrzny otwór zapału uległ zmniejszeniu; panewkę minimalnie przesunięto względem zapału; szczyt baterii (krzesiwa) zagięto; okucia zrobiono z blach cieńszych o 1,5 mm, przez co były lżejsze. Chociaż długość lufy w odmianie podstawowej uległa znacznemu skróceniu (do 1083 mm), to używany przez marynarkę wariant woltyżerski nadal miał długość lufy 1029 mm i długość całkowitą (bez bagnetu) 1421 mm; bagnet wystawał poza lufę na 46 cm. Francuska armia zainteresowała się zamkami kapiszonowymi jako pierwsza. Zaczęła wykorzystywać karabin z takim zamkiem w 1840 r. Był on przeróbką wspomnianego wzoru 1822. Początkowo skracano denną część lufy i wstawiano tam całkowicie nowy zespół komory prochowej z pistonem. W 1842 wdrożono tańszą metodę wlutowywania gniazda (z wkręcanym pistonem) w górną ścianę dennej części starej lufy. Oczywiście trzeba było wymieniać też kurek i zaślepiać miejsce po panewce zamka skałkowego. Po przeróbce broń tę oznaczano „Mle 1822 T” czy „M 1822-T40”. W wariancie podstawowym lufa miała długość 1082 mm, kaliber 17,5 mm (potem często rozwiercany do 17,8 i 18 mm), stalową muszkę, celownik szczerbinkowy. Kolbę i łoże wykonywano – jak we wcześniejszych modelach – z drewna orzechowego. Stempel był stalowy, z główką stożkową. Bagnet tulejowy z głownią kłujną trójgranną; mocowany za pomocą podwójnie załamanej szczeliny i pierścienia zabezpieczającego. Długość całkowita bez bagnetu 147 cm, z bagnetem – 193 cm. Masa 4,2 kg. Jednak marynarka wykorzystywała wariant woltyżerski, o wymiarach podanych wcześniej, ważący teraz (bez bagnetu) 4,08 kg. Również kontrblacha była w nim z mosiądzu. Następny wzór, M1840, był pierwszym skonstruowanym od podstaw jako broń kapiszonowa, ale miał raczej eksperymentalny charakter i został szybko zastąpiony modelem 1842. Kaliber lufy standaryzowano na 18 mm, średnica kuli wzrosła do 17,5 mm. Zamek typu „odwróconego” czyli Poncharry charakteryzował się pojedynczą sprężyną działającą równocześnie na orzech i zapadkę, co zmniejszyło liczbę części, uprościło produkcję i obniżyło koszty. Całkowitej zmianie uległ kształt kontrblachy – do tej pory cały czas mniej lub bardziej esowatej, jak we wzorze 1777, teraz mającej formę trójkąta o zaokrąglonych rogach i lekko wklęsłych bokach. Dla zmniejszenia wpływu nadal znacznego luzu między kulą a przewodem lufy wprowadzono minimalnie podkalibrową komorę prochową, na której brzegu miał się lekko odkształcać pocisk podczas ładowania, ale ten eksperyment się nie powiódł (szybkie zużycie, gromadzenie się brudów). Ołowiana kula miała masę 29 gramów, do jej wyrzucenia używano 8 gramów prochu. W wersji podstawowej o długości 1445 mm (marynarka używała teoretycznie wariantu woltyżerskiego, ale wątpię, by kiedykolwiek dostała jakiś egzemplarz, a nawet nie wiem czy go wyprodukowano) broń ważyła bez bagnetu 4,3 kg, a prędkość początkowa pocisku wynosiła 430 m/s. Jednak do francuskiej marynarki wojennej na pewno trafił prawie identyczny konstrukcyjnie model 1842, zachowujący wszystkie parametry odmiany woltyżerskiej, czyli długość całkowitą bez bagnetu 1421 mm (z bagnetem 1881 mm), długość lufy 1029 mm, masę 4,125 kg, kaliber 18 mm. Podobno średnica kuli zmniejszyła się do 16,7 mm (masa 27 g), a ładunek prochowy wzrósł do 9 g. Zrezygnowano z podkalibrowej komory prochowej. Ostatnim wzorem wprowadzonym we flocie do czasu wojny krymskiej był wciąż gładkolufowy model 1853, oczywiście też w wariancie woltyżerskim (o długości całkowitej 1423 mm i masie bez bagnetu 4,34 kg). Fuzja miała kaliber lufy 17,8-18 mm, grubość ścianek wystarczającą do łatwego późniejszego gwintowania w razie podjęcia takiej decyzji. Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą w stosunku do poprzednich modeli było wyodrębnienie lutowanego gniazda kominka, które teraz wystawało mocno w prawo. W rezultacie kurek minimalnie mniej skręcał w lewo i był ciut krótszy. Szczerbinka odkuwana na warkoczu korka miała lekko odmienny kształt i położenie. Cesarz Napoleon III zdążył jeszcze kazać zrobić na bazie modelu 1853 karabin gwintowany dla swojej gwardii (wzór 1854), a w 1855 r. dostarczyć trzem pułkom żuawów walczącym na Krymie model 1853 nagwintowany i zaopatrzony w celownik ramkowy zamiast szczerbinki (wzór 1853 T car), ale marynarka tej broni nie dostała, więc ją zignoruję.
Z powodu obstrukcji cesarza Napoleona I i jego wychowanków (o czym później), mimo genialnych konstruktorów i znakomitych wynalazków w dziedzinie doskonalenia broni gwintowanej Francuzi niezwykle długo trzymali dla większości formacji karabiny (fuzje) gładkolufowe. Produkowali je jeszcze w drugiej połowie lat 1850-tych i nie przezbroili całkowicie swojej piechoty w broń gwintowaną aż do 1860 r.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Czw 17:20, 02 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:33, 15 Gru 2013    Temat postu:

BI) Karabiny (muszkiety) amerykańskie
W 1797 amerykański sekretarz wojny wymieniając uzbrojenie trzech dużych fregat grupy Constitution pisał o średnio 133 „muszkietach z bagnetami” na każdym z tych okrętów. Gładkolufowe karabiny skałkowe produkowane wtedy w Stanach Zjednoczonych nie różniły się wiele od europejskich, a zwłaszcza od francuskich, na których były wzorowane. Z tego powodu nie należały też do najnowocześniejszych, będąc kopiami modelu Charleville 1763, używanego przez Amerykanów w czasie swojej wojny o niepodległość. Od 1797 r. wytwarzała je amerykańska firma Springfield, wybijając napisy „US”, „Springfield” grawerując orła na płycie zamkowej, ale nie mogło zmienić to faktu, że Francuzi już w trakcie pomagania kolonistom w Ameryce przeciwko krajowi macierzystemu zaczęli przezbrajać się w znacznie zmodernizowane fuzje model 1777, stanowiące podstawowe uzbrojenie armii francuskich w trakcie wojen rewolucyjnych i napoleońskich. Charleville 1763 miał słabsze bączki, gorszy wycior, prymitywniej ukształtowaną kolbę. Do końca wojny brytyjsko-amerykańskiej 1812-1814 był w standardowym wyposażeniu marynarki amerykańskiej. W 1831 amerykańskie szkunery wojenne zabierały po 50 muszkietów wg oficjalnego zestawienia finansowego (każdy kosztował 12 dolarów, czyli dwa razy więcej niż pistolet i niewiele mniej niż kosztująca 15 dolarów karonada 18-funtowa!). Amerykanie utrzymywali francuski kaliber, czyli 17,48 mm przewodu lufy, jeszcze w drugiej połowie XIX w. Tym niemniej produkowali potem nowocześniejsze wzory, jak Springfield Model 1822 czy zaprojektowany w 1816 r. Maynard Model 1822. Jak inni, próbowali od 1842 r. zamków kapiszonowych. Jeden z takich karabinów armii miał wówczas długość całkowitą (bez bagnetu) około 140 cm, długość lufy około 98 cm. Jednak masowa przeróbka starych muszkietów (przede wszystkim wzorów 1822) na broń kapiszonową nastąpiła dopiero w latach 1850-tych.

Karabiny austriackie
W latach wojen z rewolucyjną Francją (do 1798 r.) austriackie siły zbrojne używały przede wszystkim karabinu wzór 1784, stanowiącego rozwinięcie modeli z 1754 r. („Comiss Flinte”) i 1774 r. Lufa o gładkim przewodzie miała długość 1150 mm [Matuszewski, op. cit., str.145, dalej w tym akapicie jako Mt] albo 1120 mm [Maciejewski op. cit. str.27, dalej w tym akapicie jako Mc], kaliber 18,3 mm [Mt] albo 18,5 mm [Mc], z zewnątrz była okrągła. Lekko zwężająca się do wylotu [Mc, Mt]. Długość całkowita 1510 mm [Mt] lub 1515 mm [Mc], długość z bagnetem 1862 mm [Mt] bądź 1965 mm [Mc], masa bez bagnetu 4,68 kg [Mc], masa (z bagnetem? – KG) 5,1 kg [Mt]. Karabin wyposażano w stalową muszkę i stalowy stempel cylindryczny. W dennej części lufy wykonywano z prawej strony stożkowy otwór zapałowy, panewkę osłaniała duża boczna blacha. Łoże długie, prawdopodobnie z drewna bukowego, mocowano do lufy trzema stalowymi bączkami. Przedni z nich uformowano w dolnej części w charakterystyczny kielich dla wprowadzania stempla. Bagnet tulejowy miał głownię kłujną trójgranną, podwójnie załamaną szczelinę uchwytową oraz otwór do zatrzasku sprężystego [Mt]. Marian Maciejewski rozwodzi się szeroko nad wadami tej broni (op. cit. str.27/28) oraz opisuje szczegółowo modele 1754, 1774 i 1784 (op. cit. str.23-28), ilustrując je na str.139. Przepisywanie tego przez laika nie ma sensu, większości przeglądających temat informacje na tym poziomie szczegółowości nie zainteresują, zaś specjaliści powinni sięgnąć do oryginału. Ładne zdjęcia austriackiego karabinu skałkowego wz.1784 autorstwa Mirosława i Macieja Ciunowiczów można znaleźć u Romana Matuszewskiego (op. cit. str.144-146).
Do 1828 r. austriackie siły zbrojne posługiwały się głównie udoskonalonym wzorem 1798.

Karabiny rosyjskie używane na okrętach w latach 1830-tych miały kaliber 17,78 mm, lufę o długości 934 mm, długość łoża 1270 mm. Wyposażone były w bagnet tulejowy o całkowitej długości 53 cm. Ważyły 3,82 kg [Aleksandr Ilin, op. cit., str.42].

Karabiny (fuzje) hiszpańskie były powszechnie używane na liniowcach biorących udział w bitwie pod Trafalgarem. Na 15 okrętach znajdowało się ich od 70 do 150 sztuk, średnio 98 na jednostkę. Poza jednym wyjątkiem zawsze było tyle samo bagnetów, co karabinów [Juan Carlos Mejias Tavero „Los navios espanoles de la batalla de Trafalgar” Anexo II].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Sob 20:09, 08 Mar 2014, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:14, 18 Gru 2013    Temat postu:

BJ) Karabiny gwintowane
W latach 1840-tych doszło w Austrii, jak w innych państwach, do przezbrajania w karabiny kapiszonowe. Przynajmniej w marynarce austriackiej łączyło się to niemal natychmiast z przechodzeniem na broń gwintowaną. Np. produkowane nowe karabiny wzoru 1842 oraz 1849 (Kammerbüchse M 1842, 1849) miały zarówno gwintowane lufy jak kapiszonowe zamki systemu Augustin. Te ostatnie charakteryzowały się taką specyfiką, że czasem neguje się ich zaszeregowanie do zamków kapiszonowych. Używały rurkowych zapłonników (rurek zapłonowych) i popychaczy między kurkiem a zapłonnikiem. W roku 1844 powstał karabin „dla korpusu specjalnego” (Extra-Corps-Gewehr), który potem służył aż do lat 60-tych w jednostkach inżynieryjnych i marynarce. Karabin wzór 1844 wyposażono w wersji dla piechoty morskiej w bagnet sieczny, z tuleją zaopatrzoną w pierścień zabezpieczający. Broń o długości całkowitej 1226 mm, długości lufy 838 mm, kalibru 17,6 lub 17,8 mm, miała bukowe łoże i stalowe okucia. Masa wynosiła 3,63 kg, gwint był 12-bruzdowy, prędkość początkowa pocisku miała wartość 305 m/s.
W 1849 marynarka austriacka dostała nowy karabin (Kammerbüchse M 1849 für das Flotillen-Corps). Ten karabin miał długość całkowitą 123 cm, lufę 12-bruzdową kalibru 18,1 mm, bukowe łoże, mosiężne okucia (stalowy krążek na pas) oraz tulejowy bagnet wyposażony w pierścień zabezpieczający.
Liczba karabinów będących na wyposażeniu marynarki austriackiej około połowy XIX w. przekraczała 5000 sztuk i przewyższała liczebnie każdą inną broń ręczną w tej flocie.
Wg statutu organizacyjnego floty z roku 1857 broni pokładowej marynarki przypisano karabin wzór 1854 (Extra-Corps-Gewehr M 1854). Tę wysokiej jakości broń (ale mającą poważną wadę, o której dalej) skonstruował Josef Lorenz. Austriacy odeszli w końcu od zamka sytemu Augustina (podobno dającego łatwiejszą i tańszą przeróbkę starej broni skałkowej) na rzecz zwykłych zamków kapiszonowych (o lepszych właściwościach użytkowych) - zrobili to właśnie w 1854 lub dopiero w 1862.
Karabin wz. 1854, o długości całkowitej 105 cm, miał żelazną, potem stalową lufę z 4 bruzdami, kaliber 13,9 mm, bukowe łoże, stalowe okucia, bagnet o czterogrannym ostrzu (przekrój krzyżowy) oraz tuleję wyposażoną w pierścień zamykający. Typowym nabojem broni z 1854 roku stał się patron papierowy obejmujący ładunek prochu oraz pocisk Lorenza-Wilkinsona (tzw. pocisk „ściskający się”, czy „spęczniający”, wymyślony przez Anglika Wilkinsona i udoskonalony przez Lorenza, odpowiednik „rozszerzających się” pocisków Minié oraz Minié-Pritchett. Na obwodzie cylindryczno-stożkowego korpusu wykonywano trzy głębokie rowki - przy wystrzale powodowały one tendencję pocisku do skracania się wzdłużnie, a zatem rozszerzania poprzecznie i wciskania w bruzdy gwintu). Nadal jednak chodziło oczywiście o broń jednostrzałową, ładowaną od wylotu lufy. Jej istotną wadą – psującą bardzo dobrą skądinąd opinię – było szybkie gromadzenie się zanieczyszczeń w komorze zamkowej.

Karabinów gwintowanych (zwanych wówczas w Polsce sztucerami, a we Francji właśnie karabinami - w przeciwstawieniu do gładkolufowych fuzji), używano w różnych marynarkach już znacznie wcześniej, lecz tylko sporadycznie. Armia brytyjska miała na wyposażeniu od 1800 do 1840 r. sztucery Bakera, a potem co najmniej do 1854 r. produkowano sztucery brunszwickie. Sztucer Bakera cechował się długością lufy 762 mm, a kaliber wahał się od 15,62 mm do 17,78 mm. Pierwszy, próbny wzór z 7-bruzdowym gwintem (dostosowany do standardowej kuli karabinowej 17,5 mm) okazał się za ciężki, więc Baker szybko przygotował drugi o kalibrze 15,8 mm, który wszedł do uzbrojenia [Myatt, op. cit. str.30]. Odmiana z lat 1806-1815 miała jakoby kaliber 15,37 mm [Harding, op. cit. str.120]. Baker produkował też niewielkie ilości gwintowanych karabinków piechoty z lufą długości 508 mm. W latach 1800-1815 dostarczył ponad 30 tysięcy swoich sztucerów. Zarówno na strzelnicy jak na polu walki broń Bakera wykazywała się znakomitą celnością (w porównaniu z muszkietami gładkolufowymi) na dystansach do około 180 m, a przy odpowiedniej taktyce wydzielonych żołnierzy lub wydzielonych oddziałów piechoty jej niska szybkostrzelność (około 2 strzałów na minutę, a po zabrudzeniu jeszcze mniej) nie stanowiła przeszkody w skutecznym użyciu. Jednak na morzu niewiele było okazji do wykorzystywania karabinów gwintowanych - taktyka Brytyjczyków nie przewidywała długotrwałych starć z użyciem ręcznej broni palnej, więc duże okręty Royal Navy zabierały zwykle tylko po kilka sztucerów. Przeznaczano je dla snajperów strzelających z pozycji na omasztowaniu. Snajperzy ci nie stanowili żadnej wydzielonej czy osobno szkolonej formacji, nie mieli też specjalnie dla nich konstruowanej broni. Po prostu wybierano utalentowanych strzelców, na ogół doświadczonych leśniczych, myśliwych lub kłusowników, i wręczano im starannie wykonane sztucery. Liczono, że będą trafiać (w walce na bardzo małe odległości) w pojedyncze cele, np. w oficerów. Podobno wysokie straty ponoszone od ognia snajperów francuskich i amerykańskich w bitwach morskich epoki napoleońskiej przyczyniły się do zrewidowania ostrożnego podejścia Brytyjczyków i skłoniły ich do położenia większego nacisku na broń gwintowaną. Jeśli tak, to wykazywali przy tym zdumiewającą flegmę, ponieważ dopiero w 1835 r., kiedy zapasy karabinów Bakera bardzo spadły i Urząd Uzbrojenia zlecił George’owi Lovellowi opracowanie nowego sztucera, marynarka wojenna zażyczyła dla siebie specjalnej wersji, dużo dłuższej, cięższej i większego kalibru niż standard wybrany dla armii. Dopracowanie tej broni, zwanej (we wszystkich wariantach) gwintowanym karabinem kapiszonowym Brunszwik (czy karabinem brunszwickim; Brunswick rifle) trwało parę lat – partie pierwszych 100 sztuk zamówiono w 1837 r., a wariant okrętowy nie pojawił się przed rokiem 1840. W każdym razie chodziło o bardzo solidny sztucer, w wielu aspektach zrywający z tradycyjnymi rozwiązaniami. Miał już zamek kapiszonowy, gwint zaledwie dwubruzdowy o skoku 762 mm, wykorzystujący pocisk z mechanicznie wykonanym pierścieniem wiodącym, ciężki bagnet sieczny mieczowy z mosiężnym jelcem. Podczas gdy wersja produkcyjna dla armii charakteryzowała się kalibrem 17,88 mm, długością lufy 762 mm, długością całkowitą 1168 mm, masą 4,14 kg i prędkością początkową pocisku 305 m/s [Myatt, op. cit. str.34/35], to wariant dla Royal Navy miał kaliber 20,2 mm, długość lufy 826 lub nawet 838 mm, długość całkowitą 1247 mm, masę 5,14-5,44 kg, a kule do niego ważyły ponad 43 gramy. Zastosowano celownik przerzutowy o czterech nastawach. Wykonano tylko 100 sztuk takich karabinów [Myatt, op. cit. str.36/37]. Ogólnie chwalony za solidność i wysoką celność na dystansach do 180 m, nie okazał się jakąś przełomową konstrukcją. Szybko się brudził, łatwo zatykał zdeformowanym pierścieniem na pocisku. Jego główny „wkład” w historię ręcznej broni palnej na okrętach polega na podkreśleniu odwrócenia trendu. Do tej pory wszystkie „morskie” wersje standardowych karabinów w różnych państwach były karabinkami o zmniejszonej długości i masie, dla ułatwienia posługiwania się nimi na zatłoczonych pokładach. Tymczasem w gwintowanym karabinie brunszwickim, wariant morski - z założenia przeznaczony dla bardzo nielicznych snajperów strzelających powoli z dogodnych pozycji – uczyniono dużo większym, cięższym i wyrzucającym większe kule niż standardowe. Przedłożono szanse trafienia ze względnie dużej odległości ponad poręczność. Nie była to jednak tendencja dominująca.
Kiedy w 1850 r. Brytyjczycy zaczęli dostrzegać zdecydowaną przewagę francuskich karabinów strzelających najnowszymi pociskami typu Minié, brytyjska marynarka wojenna zdecydowała się zażądać przerobienia swoich dotychczasowych gładkolufowych karabinków Sea Service wz. 1842 na podobną broń gwintowaną. W rezultacie następny po karabinie brunszwickim sztucer Royal Navy miał tylko 1168 mm długości całkowitej, długość lufy zaledwie 762 mm, kaliber 19,25 mm i masę 3,97-4,2 kg. Gwint był w nim 3- lub 4-bruzdowy, o skoku 1981 mm. Dodano celownik ramkowy, zachowano bagnet tulejkowy. Masa pocisku Minié wynosiła aż 55 g, wyrzucano go za pomocą 11,7 g drobnoziarnistego prochu. Celownik był wyskalowany na 820 czy nawet 914 m. Utrzymywano, że ta ostatnia wartość oznaczała granicę skutecznego zasięgu. Broni tej używali przede wszystkim marynarze, ale część dostaw trafiła do piechoty morskiej.
Od 1851 r. brytyjska armia zaczęła dostawać gwintowane karabiny kapiszonowe francuskiego systemu Delvigne-Minié, produkowane w Enfield, więc na ogół tak nazywane (albo Regulation Rifle Musket, Pattern 1851; a popularnie gwintowanymi muszkietami Minié), przyjęte wkrótce potem także przez Royal Navy. Miały one kaliber 17,83 mm, długość lufy 991 mm, długość całkowitą bez bagnetu 1397 mm, 4-bruzdowy gwint o skoku 1981 mm, długość całkowitą z bagnetem 1841 mm, ważyły bez bagnetu 4,34 kg, z bagnetem 4,78 kg. Kula Minié miała masę 45 g i średnicę 17,5 mm. Do jej wyrzucania z prędkością początkową 305 m/s służył ładunek 9,73 g prochu. Te karabiny miały zasięg skuteczny 914 m.
W przededniu wojny krymskiej część żołnierzy piechoty liniowej otrzymała nowoczesne karabiny gwintowane Enfield wzór 1853. Jednak o całkowitym przezbrojeniu w nie piechoty morskiej można mówić dopiero dla roku 1857, więc krótką charakterystykę tej broni – o której masę informacji i tak na pewno bez problemów można znaleźć w sieci – zamieszczę w części siódmej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 11:45, 19 Gru 2013    Temat postu:

BK) Rozwój francuskich karabinów gwintowanych wykazywał podobną dychotomię jak brytyjskich. Z jednej strony wielu utalentowanych wynalazców prezentowało po kolei coraz lepsze rozwiązania starych i pojawiających się nowych problemów, z drugiej strony najwyższe władze wojskowe robiły wszystko, by szersze przejście na broń gwintowaną w ogóle nie nastąpiło. W Wielkiej Brytanii decydował autorytet Wellingtona, we Francji najpierw sam cesarz Napoleon, a potem wspomnienie jego chwały. Skoro obaj wielcy wodzowie uzyskiwali zwycięstwa przede wszystkim za pomocą karabinów gładkolufowych (mimo znaczącej roli odgrywanej w armii brytyjskiej przez formacje strzeleckie uzbrojone w sztucery Bakera), to po co było coś zmieniać i zmuszać stetryczałych generałów do eksploatacji szarych komórek?
Napoleon, zwolennik szybkich i rozstrzygających uderzeń ślepymi masami ludzkimi, nigdy nie darzył broni gwintowanej (wymagającej mozolnego nabijania oraz indywidualnego myślenia strzelców) sympatią. Chociaż w armii francuskiej używano jej przynajmniej jako uzbrojenia niektórych oficerów i podoficerów kompanii woltyżerskich oraz w kawalerii gwardii, cesarz podobno nakazał w 1807 r. jej usunięcie. Jeśli to prawda, reakcja nie była i nie mogła być natychmiastowa – w latach 1808/1809 piechota liniowa nadal miała garść karabinów gwintowanych dla woltyżerów i ich kadry: w pułku mogło to być 27 sztuk na 3142 sztuk fuzji gładkolufowych.
Francuski karabin (carabine) gwintowany piechoty wz. 1793 (Wersalski) miał kaliber 13,5 mm, długość lufy 650 mm, długość całkowitą 1025 mm, długość całkowitą z bagnetem 1560 mm, masę 3,45 kg. Siedmiobruzdowy gwint charakteryzował się skokiem 670 mm. Za pomocą ładunku 8,5 g prochu strzelał kulami o średnicy 14,4 mm, ważącymi 17,4 g. Miał podobno zasięg skuteczny 600 m. Opisuje go dokładnie Marian Maciejewski (op. cit. str.31-32) i ilustruje na str.151.
Na przełomie lat 1802/1803 opracowano we Francji wersję rozwojową sztucera wersalskiego z 1793 r. i nazwano Carabine de Versailles modèle AN XII. Być może produkowano ją dopiero od 1806 r. Dokładną charakterystykę tego karabinu o kalibrze 13,3 mm, długości lufy 650, długości całkowitej 1040 mm, masie 3,45 kg, z 7-bruzdowym gwintem o skoku 670 mm, średnicy kuli 14,2 mm podaje Marian Maciejewski (op. cit.) na str.71 i ilustruje na str.153.
Niestety, rzetelne informacje na temat używania karabinów gwintowanych na pokładach francuskich okrętów wojennych są niezwykle skąpe. Niektórym się wydaje, że jak w tekście angielskim pojawia się słowo snajper (sharpshooter czy sniper), a we francuskim strzelec (chasseur), koniecznie musi chodzić o specjalnie szkolonego osobnika wyposażonego w super-celną broń gwintowaną, najlepiej od razu z lunetą. Skoro więc np. w bitwie pod Trafalgarem Brytyjczycy ponieśli duże straty od ognia strzelających głównie z marsów francuskich „strzelców wyborowych”, to na pewno była to specjalna formacja uzbrojona w gwintowane karabiny. Tymczasem nic bardziej mylnego. Na dogodnych stanowiskach ogniowych dowódcy umieszczali tych żołnierzy piechoty morskiej i ewentualnie marynarzy, którzy udowodnili swoje zdolności w celnym strzelaniu do pojedynczych celów. Zabierali oni broń standardową (co najwyżej szczególnie dobrze wykonane egzemplarze), zatem z reguły na przełomie XVIII/XIX w. oraz do lat 1830-tych gładkolufowe muszkiety (dla Brytyjczyków) czy fuzje (dla Francuzów). Na okrętach ulubionym karabinem francuskich „strzelców wyborowych”, prowadzących ogień z wysokości, ciągle była pod koniec XVIII w. wspominana już „fuzja bukanierska” (fusil boucanier) o długości całkowitej (bez bagnetu) 1801 mm i długości lufy 1408 mm. Oczywiście, tak jak na okrętach brytyjskich tak i na francuskich mogły się trafiać niewielkie ilości sztucerów. Niemniej jednak często przytaczany – jako koronny dowód – fakt śmiertelnego ranienia Nelsona w bitwie pod Trafalgarem przez rzekomego francuskiego snajpera z karabinem gwintowanym, jest niemal na pewno całkowitym fałszem, jak prawie wszystkie opowiastki o tym wydarzeniu, zmyślane od początku i powtarzane z zapałem przez stulecia.
Nelson nie chodził po pokładzie rufowym w żadnym paradnym mundurze i nie miał do niego przypiętych żadnych „błyszczących orderów”. Ciągle przywołujących te brednie wcale nie zniechęca fakt, że ów mundur (zwykły, znoszony, nie paradny) i przyszyte do niego na stałe tekstylne kopie orderów (zmatowiałe już wtedy od ciągłego wystawiania na wodę, wiatr i słońce) można dziś oglądać w muzeum! Po co jednak to robić, skoro durne opowiastki lepiej się sprzedaje naiwniakom fantazjującym o „szukaniu śmierci” przez słynnego admirała? W kłębach dymu prochowego Nelson nie był wcale bardziej rzucającym się w oczy celem niż inni oficerowie na odkrytych pokładach Victory. Oni też zostali trafieni, on tylko miał największego pecha gdy chodzi o skutek. Francuscy strzelcy z Redoutable powalili bardzo wielu ludzi na górnych pokładach brytyjskiego okrętu flagowego. Rzekomy zabójca Nelsona, sierżant Guillemard, to postać z powieści, jak już dawno udowodniono. Pocisk, który śmiertelnie admirała, nie tylko nie musiał pochodzić z broni gwintowanej (i prawie na pewno nie pochodził), nie tylko nie musiał pochodzić z broni kogoś, kto wiedział, że celuje do brytyjskiego głównodowodzącego, lecz mógł być w ogóle pociskiem zabłąkanym, a nawet rykoszetem. W żaden więc sposób nie dowodzi obecności na pokładzie Redoutable strzelca wyborowego wyposażonego w karabin gwintowany, chociaż całkowicie wykluczyć takiej możliwości (bez związku z Nelsonem) też nie można.
W okresie ponapoleońskim Francuzi przodowali w rozwijaniu broni gwintowanej, ale nie w jej wykorzystywaniu. Chociaż Gustaw Delvigne już w 1826 r. opracował zręby swojego systemu, mającego zrewolucjonizować nabijanie karabinów o gwintowanej lufie (radykalnie go ułatwić i przyspieszyć, mimo zachowania odprzodowości), a w 1829 r. dostarczył na próbę 20 sztuk broni wyprodukowanej na własny koszt, to dopiero w 1838 r. francuska armia uzbroiła jedną kompanię (potem batalion) strzelców pieszych w karabiny podobnego systemu płk Poncharry [Myatt, op. cit. str.41]. W 1840 r., po doświadczeniach w Algierii, armia francuska zdecydowała się znacznie zwiększyć liczbę żołnierzy uzbrojonych w karabiny gwintowane, ale nie wyczytałem, aby w jakiejkolwiek mierze dotyczyło to także floty. Chociaż dużo wiadomo o wynalezionym w 1844 kolejnym systemie – pułkownika Thouvenina (wprowadzonym oficjalnie w 1846 r. w postaci karabinu Thouvenina kalibru 17,5 mm), a także następnym, nazwanym od wynalazców Delvigne-Minié, to w czasie wojny krymskiej podstawowym uzbrojeniem piechoty francuskiej pozostawał kapiszonowy karabin gładkolufowy. Jeśli znajdę łącznik między wspomnianymi wynalazkami z zakresu gwintowanej ręcznej broni palnej a francuską marynarką wojenną, wrócę do tego punktu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Pią 14:01, 20 Gru 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:55, 22 Gru 2013    Temat postu:

BL) Niestandardowa broń palna
Z uwagi na specyfikę walki abordażowej – potrzebę zapewnienia maksymalnej siły ognia w bardzo krótkim czasie i na małych odległościach, wielką trudność (prawie nierealność) utrzymania w takich warunkach jakichkolwiek szyków przez marynarzy a nawet żołnierzy piechoty morskiej – ponadto częste przypadki strzelania na okrętach przy dużej różnicy wysokości (z masztów na pokład i odwrotnie) oraz podczas kołysania, marynarze zawsze mieli skłonność do sięgania po rozwiązania niestandardowe, odrzucane przez armię (lub używane tylko przez kawalerię). Jednym z takich pomysłów była broń wielolufowa. Anglik Henry Nock (1741-1804) dokonał wielu wynalazków i produkował różną broń palną – między innymi 7-lufowy karabinek marynarki wojennej z zamkiem skałkowym, zwany jakoby karabinem „salwowym”. Opracowywany zdaje się od około 1780 r., ale opatentowany w 1792 r. jako 7-lufowa strzelba gwintowana do polowania na gęsi, w Royal Navy przeznaczony był przede wszystkim do prowadzenia ognia z marsów na pokłady jednostek nieprzyjacielskich lub – jak się czasem przypuszcza – przeciwnie, do zestrzeliwania z marsów francuskich snajperów (!). Urząd Uzbrojenia opisał karabinek Nocka jako „broń o siedmiu lufach, każda ze stalowym stemplem, mosiężnymi okuciami” [Bull, op. cit. str.129]. Około 1807 r. zamówiono duże ilości karabinków siedmiolufowych i rekomendowano, aby liczba sztuk przydzielana na okręty marynarki wahała się od 8 do 20, w zależności od wielkości jednostki. Długość luf jednego z kilku zachowanych egzemplarzy wynosi 508 mm (sześć zewnętrznych montowanych wokół jednej centralnej z zastosowaniem odstępników); długość kolby od cyngla do stopy około 330 mm, całkowita długość karabinka 927 mm, masa bez nabojów tylko 5 kg; jeden cyngiel i jeden zamek; strzelał ołowianymi kulami o masie c.14 g [„Ordnance Society” Newsletter No 93, Jan 2011, str.14/15].
Na początku XIX w. w wielu marynarkach ciągle używano garłaczy (muszkietonów, szturmaków, tromblonów), w formie i na skalę zależną zarówno od floty, jak oczekiwanego jej przeciwnika. Jeden z angielskich garłaczy z końca XVIII w., okaz typowy dla tego rodzaju broni, miał zamek skałkowy, mosiężną lufę, a u jej wylotu zamocowany na zawiasie składany bagnet, otwierany do przodu za pomocą sprężyny. Ogromny kaliber (20 mm, u wylotu 30 mm) pozwalał na strzelanie ładunkiem śrutowym (ołowiane kulki) o szerokim polu rażenia. Długość lufy wynosiła 380 mm, długość całkowita 720 mm, masa 4,5 kg. W końcu XVIII w. i pierwszym dwudziestoleciu wieku następnego podobną broń, o długości lufy wahającej się od 36 do 41 cm, produkowała masa firm w Wielkiej Brytanii, a armia brytyjska używała jej w latach 1802-1838 [Hartink, op. cit., str.129/130; Harding, op. cit. str.118]. Dane rosyjskiego garłacza/szturmaka skałkowego z II połowy XVIII w. oraz brytyjskiego z końca XVIII w. przytoczyłem już (za Matuszewskim) w „odcinku” AK. Znany jest angielski muszkieton skałkowy, wykonany w Londynie w 1799 (przez rusznikarza o nazwisku Mortimer) dla brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Egzemplarz francuskiego garłacza okrętowego z mosiężną lufą i mosiężnymi wszystkimi innymi metalowymi elementami konstrukcyjnymi, broni używanej sporadycznie w epoce napoleońskiej, miał długość całkowitą 781 mm. Angielski rusznikarz Newton z Grantham produkował w latach 1781-1815 garłacze, z których część zawędrowała na pokłady okrętów amerykańskich, gdzie w końcu XVIII i na początku XIX w. wykorzystywano broń tego typu w dużo większych ilościach niż na żaglowcach brytyjskich czy francuskich. Być może wiązało się to z charakterem przewidywanych walk i rodzajem przeciwnika, którego Amerykanie widzieli w tym czasie głównie w korsarzach i piratach północnej Afryki oraz w szumowinach z Morza Karaibskiego. Jest bowiem symptomatyczne, że o ile na jednostkach Royal Navy garłacze i muszkietony prawie zanikły pod koniec XVIII w., to w angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej istniała wyraźna nadreprezentacja tej broni (chociaż ścisłe dane mam tylko dla wieku XVII, kiedy stosunki w arsenałach były wręcz szokujące – np. 220 garłaczy na 29 pik), a dwulufowe, gwintowane karabiny kapiszonowe (niczym dwururki myśliwskie) wprowadzano do armii indyjskiej jeszcze w latach 1860-tych.
W latach 1830-tych na okrętach rosyjskich wciąż używano sporo muszkietonów (dokładnie połowę liczby sztuk pik albo toporów abordażowych na okrętach każdej klasy, czyli od 5 na najmniejszych szkunerach do 50 sztuk na 120-działowych trójpokładowcach) i to w trzech różnych formach. Typ najstarszy, o kalibrze 27,3 mm i lufie długości 356 mm, był bronią komorową (tzn. miał podkalibrową komorę prochową, w tym przypadku stożkową) o mniejszej średnicy komory 17,78 mm. Wyposażony był w trąbkę o średnicy wylotowej 42 mm. Jego długość całkowita wynosiła 762 mm, a masa – 2,87 kg. Typ nowszy, tzw. „dużej proporcji”, miał też kaliber 27,3 mm, ale lufę o długości 565 mm i trąbkę o średnicy 35,5 mm. Był w końcu komorowy muszkieton o nierozszerzającej się lufie, kalibru 24,4 mm, długości lufy 356 mm, średnicy półkulistego dna komory 15,2 mm [Aleksandr Ilin, op. cit., str.43].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Pią 8:43, 31 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:53, 02 Sty 2014    Temat postu:

BM) Krótka broń palna
Pistolety używane były przede wszystkim podczas abordażu lub przy odpieraniu takiego ataku. Dostarczano je na okręty parami i czasami jeden człowiek nosił dwa, ponieważ ponowne załadowanie podczas walki było praktycznie niemożliwe. Jednak przynajmniej na okrętach brytyjskich w większości przypadków jedna osoba miała przy sobie tylko jeden pistolet, obok kordelasa lub innej broni siecznej. Pewien oficer Royal Navy pisał: „Zgodnie z praktyką przeważającą w naszej historii od najwcześniejszych czasów po dzień dzisiejszy, podczas abordażowania lub przy odpieraniu abordażu, pistolet jest trzymany w prawej ręce, i przy przystępowaniu do abordażu odpalany oraz odrzucany, aby umożliwić abordażującemu wyciągnięcie kordelasa, który do tej pory pozostawał w pochwie lub w lewej ręce”. Inni oficerowie doradzali w czasie wojen napoleońskich odwrócenie tego postępowania. „Człowiek uzbrojony w pistolet powinien zachować jego ogień do ostatniego momentu, na wypadek ostatecznego zagrożenia swojego życia”. Po wystrzale można też było używać pistoletu jako maczugi lub dla parowania uderzeń kordelasa. Była to broń o bardzo małej donośności skutecznej, więc rekomendowano, by nie strzelać z odległości przekraczającej 3-4 jardy (2,7-3,7 m).
Pistolety brytyjskie były z reguły jednostrzałowe, odprzodowe, z lufą o długości 30,5 cm i kalibrem 14,22 mm. Projektowano je specjalnie do użytku morskiego i około 1790 r. wprowadzono już trzeci model, intensywnie używany do końca wojen napoleońskich. W 1797 okręt 74-działowy Royal Navy dostawał 70 par pistoletów, a oficerowie często zabierali prywatne egzemplarze. Angielski rusznikarz John Sharpe z Birmingham produkował na początku XIX w. pistolety skałkowe o kalibrze 13,7 mm. Oficerowie flot brytyjskiej i amerykańskiej kupowali od niego taką broń, na osobisty użytek, w wykonaniu z niekorodującymi mosiężnymi lufami.
Hiszpański pistolet zdobyty pod Trafalgarem ma tradycyjne cechy hiszpańskie, jak duży kurek z prostokątnymi szczękami oraz pierścieniem na wierzchołku, podobny do używanego w zamku madryckim [? Madrit lock wg Verity, op. cit. str.317]. Kaliber wynosi aż 18,4 mm.
W 1797 amerykański sekretarz wojny wymieniając uzbrojenie trzech dużych fregat grupy Constitution pisał o średnio 83 parach pistoletów na każdym z tych okrętów. Początkowo była to często broń zagraniczna, przede wszystkim brytyjska, ale w 1808 i 1810 r. US Navy zamówiła marynarskie pistolety abordażowe o czołowego wtedy amerykańskiego wytwórcy, Simeona North z Berlina w stanie Connecticut. Wzorowane na brytyjskich, pozostawały standardowymi pistoletami w czasie wojny 1812-1814. W 1831 amerykańskie szkunery wojenne zabierały po 50 pistoletów wg oficjalnego zestawienia finansowego. Istniał pistolet marynarki Model 1843, z zamkiem kapiszonowym, kalibru 13,7 mm, trochę podobny do francuskiego wzoru 1837, jednak z dłuższym łożem, inną kolbą i częściowo zakrytym kurkiem. Od 1848 r. wiele skałkowych pistoletów marynarki firmy North przerobiono na broń kapiszonową. W 1854 r. pojawił się ciekawy pistolet marynarki Volcanic. Gwintowany, o kalibrze 10,4 mm, z zamkiem kapiszonowym, był produkowany do 1857 z lufami o trzech różnych długościach (152 mm, 203 mm i 406 mm). W dwóch pierwszych wersjach ważył od 1,22 do 1,36 kg. Przede wszystkim jednak chodziło o broń powtarzalną, z rurowym magazynkiem na 8 naboi, repetowaną taką dźwignią, jaką miłośnicy westernów znają z sekwencji, gdzie strzela się z Winchestera, którego ten pistolet był zresztą protoplastą. Jeszcze bardziej osobliwie wyglądał nabój Volcanic, pozbawiony łuski czy osobnego ładunku miotającego, z prochem umieszczanym w wydrążeniu samej kuli.
Niektóre francuskie pistolety dla oficerów marynarki wykonywano w Tulle, tradycyjnym miejscu zaopatrywania marynarki francuskiej w broń palną. Owe małe pistolety nie należały do broni luksusowej, miały zwykłą jakość. Dostarczano je – jak brytyjskie - parami, przeznaczone do noszenia obu przez tę samą osobę, zatykającą je za pas – w efekcie jeden miał płytę zamkową po prawej stronie, drugi po lewej, rzecz gdzie indziej rzadko spotykana. Części metalowe wykonywano z mosiądzu lub stali, głowice kolb zdobiono głowami „krów morskich” (fok), naiwnie zinterpretowanych. Kaliber takich pistoletów wynosił na ogół 14,5 mm, czyli 32 kule z funta (przy funcie francuskim 0,4895 kg daje to masę kuli 15,3 g), a długość całkowita zawierała się w wartościach bliskich 28 cm [Boudriot, op. cit. str.13]. Mimo że oficerowie nadal mogli zaopatrywać się w pistolety indywidualnie, wg własnego gustu i zasobności swojej kieszeni, to w ciągu XIX w. narastał nacisk na wykonywanie broni regulaminowej, zgodnej z kolejnymi wzorami. W marynarce francuskiej używano przynajmniej modeli AN IX, AN XIII, 1816, 1822, 1822T, 1837 i 1849. W zasadzie wersje okrętowe były prawie identyczne jak odpowiednie wzory kawaleryjskie, z naciskiem na stosowanie metali nierdzewnych (mosiądz, brąz) oraz osadzanie na (lanej z mosiądzu lub odkuwanej ze stali) głowicy kolby antabki do mocowania rzemienia – związane z odrzucaniem pistoletu po strzale w trakcie abordażu – co wymuszało przedłużanie blach do tyłu, by stworzyć odpowiednie mocowanie dla czopa tej antabki. [Marek Rudowski, tłumacz Hartinka, nazywa tę antabkę do rzemienia - „pierścieniem do mocowania sznura u dołu kolby”, może bardziej fachowo]. W rzeczywistości elementy te nie zawsze występowały w pistoletach pokładowych, a pistolety kawaleryjskie też miały często cały osprzęt z mosiądzu, więc ich odróżnienie może polegać na jakichś cechach zdobniczych (typowa była kotwica). Pistolet wzór AN IX (czyli z lat 1800/1801) miał długość całkowitą 352 mm (oznaczał dość zaskakujący powrót do większych wymiarów), długość gładkiej lufy 207 mm, kaliber 17,11 mm, średnicę kuli 16,54 mm. Strzelał kulą o masie 27,17 g za pomocą ładunku 6 g prochu, miał masę 1,29 kg i zasięg skuteczny 30 m. Pobojczyk (stempel) stalowy z główką soczewkową, wchodzący w podwójny bączek. Łoże i kolba z drewna orzechowego. Pistolet wzór AN XIII (czyli z lat 1804/1805) miał wszystkie parametry jak wz. AN IX, poza masą – 1,269 kg. Jednak łoże skrócono do połowy długości lufy; bączek otrzymał nowy kształt, zbliżony w rzucie bocznym do trapezu, a jego wąs sięgał w tył aż do kontrblachy zamka, z którą był łączony. W tym czasie oficerowie mogli sobie kupować niezwykle starannie wykonywane i specjalnie zdobione pistolety oficerskie wzór AN XII o długości całkowitej 351 mm, długości lufy 213 mm, kalibrze gładkiej lufy (tu z zewnątrz ośmiobocznej) i średnicy kuli jak wyżej, z głowicą na kolbie zakończoną srebrnym okuciem w kształcie głowy meduzy. Łoże i kolba były z drewna orzechowego, uchwyt kolby moletowany w skośną kratkę. Całość inkrustowana srebrem. Około 1800 r. w marynarce francuskiej używano też takich niestandardowych pistoletów jak skrzynkowy z silnie zawiniętym do przodu spodem kolby oraz grubą, okrągłą z zewnątrz lufą; czy pistoletu skrzynkowego z ośmioboczną z zewnątrz lufą, zakończoną u wylotu pierścieniami pogrubiającymi, do którego mocowano bagnet! [zdjęcia w [link widoczny dla zalogowanych] ]. Regulaminowy model 1816 niewiele różnił się pod względem konstrukcyjnym od wzoru AN XIII. Był troszkę krótszy (długość całkowita 340 mm, długość lufy 200 mm) przy zachowaniu tego samego kalibru 17,1 mm. Formalnie miał zapał i płytę zamkową wziętą z muszkietonu wz. 1816, ale na pierwszy rzut oka w tym obszarze wyróżnia się tylko dużo większe odchylenie górnej części baterii (krzesiwa) względem dolnej (pokrywy panewki) oraz wyraźna osłona przeciwpłomieniowa w tylnej części panewki z mosiądzu. Mimo tego pistolety wz. AN XIII i wz. 1816 są nie do pomylenia, ponieważ pseudotrapezowy bączek zamienił miejscami swoje podstawy (teraz dłuższa znajdowała się u góry), zaokrąglił się z przodu i wyszlachetniał w kształcie, a jego wąs po lewej stronie, biegnący do i łączący się z kontrblachą, przestał wyglądać jak doklejony, tylko płynnie wychodził z bączka. Pobojczyk był początkowo w kształcie gwoździa. Chyba zwiększyła się z przodu odległość między spustem a jego osłoną. Kawaleryjskie odmiany oficerskie miały ozdobniejsze głowice na kolbie, otoczone wałkami, ale zdaje się, że nie dotyczyło to marynarki. Natomiast model 1822 różnił się od wzoru 1816 tylko bardzo subtelnie; płyta zamkowa była ciut głębsza, czubek baterii leciutko odchylał się teraz do przodu. Gładka lufa o długości 200 mm i kalibru 17,1 mm pozostała niezmieniona, tak jak inne elementy, masa pistoletu wynosiła 1,301 kg. [Piękne zdjęcia pistoletów wz. 1816 i wz. 1822 [link widoczny dla zalogowanych] ] Na przełomie lat 1820-tych i 1830-tych zaczęto przystosowywać dotychczasowe pistolety skałkowe do zamków kapiszonowych. Dotyczyło to wielu wcześniejszych modeli i zachowanych egzemplarzy, ale w oficjalnym uzbrojeniu marynarki francuskiej jeszcze w 1835 r. były włącznie pistolety skałkowe. Około 1840 r. pojawił się model 1822 T. Zachowując cały ogólny układ ze wzoru 1822 (lufa, łoże, kolba, bączek, spust, głowica kolby, osłona spustu) i wymiary (długość całkowita 348 mm, długość lufy 200 mm, kaliber 17,1 mm, masa c. 1,23 kg) miał oczywiście zupełnie nową płytę zamkową (bez panewki, baterii i sprężyny baterii), krótszy i całkowicie odmienny w kształcie kurek, a w komorze zamkowej osadzoną nasadę kominka. [Można go zobaczyć np. na [link widoczny dla zalogowanych] ] Mniej więcej w tym samym czasie zaczęto wykorzystywać całkiem nowy wzór pistoletu kapiszonowego, model 1837. Zdaniem Hartinka miał kaliber 17,8 mm. Był on mniejszy od pistoletu wz. 1822 T (teraz długość całkowita 330 mm, masa 0,94 kg), płyta zamkowa odwróciła się w tył, na szyjkę kolby; odpowiednio do tego zmieniono gruntownie położenie i kształt kontrblachy; pojawił się dolny wąs bączka, łączący się aż z osłoną spustu; sam bączek przybrał w rzucie z boku kształt prostokąta, przez co zaokrąglony przód łoża zaczął wystawać przed blachę bączka. Do kontrblachy przykręcano sterczący w przód długi zaczep do wkładania pistoletu za pas. Najbardziej osobliwy był (ale wkrótce potem spotykany w broni krótkiej różnych krajów) sposób mocowania pobojczyka za pomocą elementu wyglądającego z boku jak skrzywione ogniwo łańcucha rowerowego. [Do obejrzenia np. w [link widoczny dla zalogowanych] , wśród wielu innych]. Pistolet wzór 1849 różnił się od poprzedniego dużo masywniejszym kurkiem całkiem innego kształtu, innym gniazdem kominka (niektórzy francuscy autorzy uważają osadę kominka w modelu 1837 za „myśliwską”, a we wzorze 1849 za „wojenną”, cokolwiek by to nie miało znaczyć), posiadaniem muszki, nieco inną formą i odmienną wielkością płyty zamkowej, której śruby mocujące miały łby z prawej strony (tj. przy płycie) a nie z lewej jak poprzednio (tj. przy kontrblasze), mocowaniem pobojczyka za pomocą łańcuszka oraz ponownie zmienionym krojem bączka, na nowo zakrywającego przód łoża z drewna orzechowego i na tylnej krawędzi przechodzącego w dolny wąs łagodnymi łukami. Bączek przesunął się do przodu, więc zaczep do pasa po lewej stronie już przed niego praktycznie nie wystawał, ale też zmienił formę, stając się de facto integralną częścią kontrblachy [zdjęcia m.in. na wymienionych już stronach w sieci].
Krótka ręczna broń palna przeznaczona około połowy XIX w. dla marynarki austriackiej występowała w dwóch wzorach: pistolet M 1851 systemu Augustin (wspominałem o specyfice tego zamka przy omawianiu austriackich karabinów) oraz „pokładowy pistolet M 1860” z klasycznym zamkiem kapiszonowym. Pistolet M 1851 Augustin powstał przez przekonstruowanie pistoletu kawaleryjskiego M 1798/1828, który miał pierwotnie francuski zamek skałkowy. Ta broń o długości całkowitej 42 cm charakteryzowała się gładką lufą kalibru 16,9 mm, łożem z drewna orzechowego i mosiężnymi okuciami. Austriacki pistolet kawaleryjski, konwersja 1844 r. z zamkiem systemu Augustina na rurkę zapłonową, niemal czy zupełnie identyczny, miał kaliber 16,9 mm, długość całkowitą 420 mm, długość lufy 215 mm, masę 1,55 kg. Jak podaje Hartink [Encyklopedia broni dawnej, Warszawa 2004, przełożył Marek Rudowski, str.71]: „broń ładowano przez lufę nabojem papierowym. Przed wsunięciem do lufy papier musiał być rozdarty, żeby ogień z rurki zapłonowej mógł łatwo dotrzeć do prochu”. Do pokładowego pistoletu M 1860 wrócę w części siódmej.
Rosyjski pistolet pokładowy używany w latach 1830-tych miał kaliber 17,78 mm, lufę o długości 264 mm, długość całkowitą 432 mm i masę 1,53 kg. Okręty wyposażano w wielkie ilości tej broni – przykładowo 120-działowy trójpokładowiec zabierał 400 pistoletów [Aleksandr Ilin, op. cit., str.44,46].
Także Hiszpanie bardzo sobie cenili pistolety. Na 15 liniowcach biorących udział w bitwie pod Trafalgarem było ich od 80 do 236 sztuk na okręt, średnio aż 130 sztuk [Juan Carlos Mejias Tavero „Los navios espanoles de la batalla de Trafalgar” Anexo II].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Sob 19:59, 08 Mar 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:17, 03 Sty 2014    Temat postu:

BN) Rewolwery
Podstawową cechą prawie wszystkich pistoletów używanych do połowy XIX w. we flotach świata była jednostrzałowość, określająca metody wykorzystywania. Nieliczne i na ogół nieporęczne egzemplarze wielolufowe nie mogły tego zmienić. Wspomniany wyżej pistolet powtarzalny Volcanic też nie okazał się na razie bronią zbyt udaną (uciekanie gazów prochowych przez zamek, przez co mała prędkość wylotowa pocisku), mimo że dał impuls do zaprojektowania bardzo dobrego karabinu Henry’ego, a potem znakomitego karabinu Winchestera.
Jednak w tym czasie pojawiły się też wielostrzałowe rewolwery, które w mniej lub bardziej oficjalny sposób szybko zawędrowały na pokłady okrętów. Początkowo chodziło o drogą broń kupowaną i używaną prywatnie przez oficerów.
Np. zdjęcia z lat 1860-tych pokazują oficerów marynarki austriackiej z dwoma typami rewolwerów – Colt Model 1851 Navy oraz Colt M 1849. Oba produkowano już przed wojną krymską (ten drugi nawet w Austrii!), stąd umieszczenie ich tutaj w części szóstej. Ctirad Beneš (po. cit. str.90) wspomina o możliwości kupowania innych, ale w tym kontekście wymienia wzór z 1856, więc wrócę do niego w części siódmej. W przypadku Colta z 1849 r. w grę wchodziło kilka możliwości. Nie da się całkiem wykluczyć, że ktoś nabył egzemplarz oryginalny modelu Colt 1848 Dragoon. Produkowano je od 1848 do 1863 r., przy czym w 1850 pojawiła się druga wersja, a w 1852 r. – trzecia. Ten sześciostrzałowy rewolwer kapiszonowy, gwintowany, miał kaliber 11,2 mm, długość 343 mm, długość lufy 191 mm i masę 1,77 kg. Jednak dużo bardziej prawdopodobne są zakupy wersji austriackiej, już od 1849 r. produkowanej na licencji w Innsbrucku przez firmę K. K. Landespriviligierte Maschinenfabrik zu Innsbruck (pierwotnie wywodzącej się z firmy Ganahl & Rhomberg). Zachowując istotę oryginalnej konstrukcji, różniła się od niej przede wszystkim kalibrem, wynoszącym tylko 9 mm (jeśli oprzeć się na zachowanych egzemplarzach, to podawana przez Beneša wartość 9,5 mm jest raczej błędna). Pozostała 6-strzałowcem, miała 10-bruzdowy gwint, lufę długości zaledwie 13,5 cm albo nawet 13,3 cm, długość całkowitą 28 cm. Piękne zdjęcia i szczegóły produkcji dla austriackiej marynarki wojennej można znaleźć w [link widoczny dla zalogowanych] . Drugim popularnym typem był Colt M 1851 Navy. Ponieważ jednak stworzono go z myślą o marynarce amerykańskiej, przy niej zostanie krótko scharakteryzowany.
W USA produkcja rewolwerów rozkwitała już w pierwszej połowie XIX w. Amerykanie skonstruowali wiele wzorów opisywanych jako „marynarki” (Navy), kłopot jednak w tym, że o nazwie decydował na ogół mniejszy kaliber niż proponowany w modelach dla sił lądowych i/lub zdobnictwo, a nie zastosowanie. Brak mi informacji o typach i liczbie sztuk faktycznie zamawianych przez flotę. Ponieważ jednak rzeczywiście wykonywano je na ogół jako lżejsze i poręczniejsze odmiany modeli wykorzystywanych w armii, jest duże prawdopodobieństwo, że trafiały na okręty przynajmniej jako prywatna broń oficerów. Hartink pisze o rewolwerze marynarki Warner-Springfield model 1851, że oficjalnie nigdy nie był przez US Navy używany. Miał cztery różne kalibry (od 7,1 mm, poprzez 7,9 i 8,6 mm, do 11,2 mm), 6-nabojowy bębenek, kapiszonowy zamek, był krótki (od 213 do 253 mm) i lekki. Natomiast Colt M 1851 Navy charakteryzował się kalibrem 9,1 mm, 7-bruzdowym gwintem, 6-nabojowym bębenkiem, lufą długości 191 mm, zamkiem kapiszonowym, długością całkowitą 330 mm, masą 1,2 kg. Wg „Echoes of Glory. Arms and Equipment of the Union” (Morristown 1991, str.65) Colt wyprodukował w latach 1851-1861 ponad 200 tysięcy sztuk, zdaniem Hartinka w okresie 1850 (?-KG) – 1873 około 215 tysięcy sztuk. Z pewnością używano ich na amerykańskich okrętach, ale były też popularne wśród cywilów, chętnie zabierane przez niektórych kawalerzystów armii (z uwagi na większą poręczność od ciężkiego Colta armijnego).
Brytyjskiemu Urzędowi Uzbrojenia tak spodobał się model Colta 1851 Navy produkowany od 1852 r. także w Wielkiej Brytanii, że zamówił wielkie ilości sztuk dla Royal Navy. Zdaniem Hartinka było to początkowo 4000 egzemplarzy dla brytyjskiej marynarki wojennej, a po wybuchu wojny krymskiej dalsze 5500 dla eskadr walczących na Bałtyku i Morzu Czarnym oraz ponad 14 tysięcy dla armii działającej na Krymie [op. cit. str.177]. Frederick Wilkinson (A History of Handguns, Ramsbury, 2010, str.85) widzi te dostawy nieco inaczej: jego zdaniem rząd brytyjski zamówił początkowo 4000 rewolwerów modelu Navy, a potem wielką liczbę sztuk modelu armii o kalibrze 11,2 mm (czyli Colt 1848 Dragoon), zaś londyńska fabryka Colta zaczęła produkcję dopiero w styczniu 1853. Dostawy dla marynarki zaczęły się w marcu 1854 r. Z kolei Chamberlain & Taylerson (Revolvers of the British Services, 1854-1954) podsumowują liczbę Coltów dostarczonych tylko dla Royal Navy (wliczając w to garść dla policji stoczniowej) na 9600. Ten londyński model z 1853 r. cechowały bardzo drobne różnice względem oryginału. Myatt napomyka (op. cit. str.162/163) o dłuższym języku spustowym i innym napisie na lufie. Hartink (op. cit. str.177) podaje minimalnie mniejszą masę 1,19 kg, a Myatt pisze o masie 1,13 kg. Prędkość początkowa pocisku wynosiła 183 m/s. Kopie tej broni wytwarzano w różnych miejscach, m.in. w belgijskim Liège. Wiadomo o tym, że niektórzy brytyjscy oficerowie kupowali rewolwery Colta dla prywatnego użytku. Znaleźli się wśród nich jednak i tacy, którzy nabyli broń od konkurującej z Coltem brytyjskiej firmy Deane, Adams and Deane. Ta spółka od 1851 r. produkowała kapiszonowe rewolwery pięciostrzałowe o jednolitym, solidnym szkielecie (u Colta dzielił się on na dwie części). Pozwoliło to na zwiększenie kalibru (wersję z 1851 r. oferowano nawet z kalibrem 12,7 mm, obok 11,2 mm i wariantu kieszonkowego 8,6 mm). Rewolwer brytyjski nadawał się lepiej do walki na bliskich odległościach, przy nieco większych dystansach jego efektywna celność silnie spadała na skutek niskiej prędkości wylotowej pocisku i szybko postępującego zmęczenia strzelca. Długość lufy w modelu 1851 wynosiła 203 mm, długość całkowita – 340 mm, masa 1,33 kg. Po ulepszeniu przez wprowadzenie mechanizmu samonapinania kurka systemu porucznika Beaumonta broń ta była bardzo ceniona przez Brytyjczyków i departament wojny już na przełomie lat 1855/1856 zaczął kupować takie rewolwery dla armii. Nieco krótszy i lżejszy egzemplarz z ok. 1858 r. miał gwint trzybruzdowy, we wzorze z 1851 r. mogło być tak samo.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Pią 21:22, 03 Sty 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:31, 04 Sty 2014    Temat postu:

BO) Okrętowy działomistrz (ship’s gunner) na okrętach brytyjskich dostawał przydział RĘCZNYCH GRANATÓW, którymi czasem posługiwali się żołnierze piechoty morskiej. W 1797 brytyjski okręt 74-działowy zabierał 200 ręcznych granatów [Lavery, op. cit. str.87,154]. W skład uzbrojenia liniowca francuskiego wchodziło 300 granatów o średnicy od 2,5 cala do 3 cali (czyli 67-81 mm). Ten większy zawierał 100 gramów prochu i przy grubości ścianek 9 mm miał masę całkowitą 1,5 kg. Zapalnik analogiczny do stosowanego w ówczesnych granatach artyleryjskich, palił się 6 sekund, jego długość winna była być taka sama jak wewnętrzna średnica granatu, a po włożeniu do środka miał sięgać trochę poza środek. Granaty prawie zawsze rzucano ręcznie (wyjątkowo zdarzało się użycie proc), na odległość nie przekraczającą w poziomie 30 m, dlatego najczęściej miotano je z marsów i najwyższych pokładów. W przypadku abordażu marynarze francuscy nosili „fartuchy” grenadierskie, czyli woreczki skórzane bądź juchtowe, zawierające 3 do 4 granatów. Zapalniki odpalano od kawałka lontu niesionego przez grenadiera. Od 1848 zaczęto stosować zapalnik tarciowy zwany Dambry, w którym „chropowatość” z masy ciernej tarła o podsypkę substancji zapalającej (na bazie piorunianu rtęci – mieszanki 1 części rtęci, 12 części kwasu azotowego, 12 części alkoholu – zmieszanego z jedną trzecią prochu, a całość rozcierana przy użyciu odrobiny wody i gumy arabskiej aż do uzyskania konsystencji pasty używanej do smarowania np. rurki zapalnika). Rzucający granat używał skórzanej bransoletki mającej mały haczyk, za który zahaczano sznurek „chropowatości”. Istniały też granaty „jeżowe”, robione z gwoździami zwanymi uszczelniającymi (calfat), o główkach płaskich i dużych, w liczbie około 50, mocowanymi za pomocą rodzaju siatki i wprowadzonymi do granatu. Czasem granaty jeżowe wypełniano również siarką [Jean Boudriot, H. Berti, Artillerie de Mer. France 1650-1850, Paris 1992, str.172,173; Stephen Bull, An Historical Guide to Arms and Armour, London 1997, str.129].
W 1797 amerykański sekretarz wojny wymieniając uzbrojenie trzech dużych fregat grupy Constitution pisał o średnio 200 ręcznych granatach na każdym z tych okrętów [Tucker, op. cit. str.102].

Na okrętach brytyjskich przed walką profos (master-at-arms) szykował dla marynarzy broń ręczną, głównie pistolety, muszkiety, kordelasy, w mniejszych ilościach piki i tomahawki, a także bagnety. Oficerowie mieli swoje szable, szpady, kordy, pałasze czy kordelasy oraz pistolety – oczekiwano, że zaopatrzą się w nie sami.

Żołnierze piechoty morskiej Royal Navy uczestniczyli w obsłudze dział, stacjonowali przy zejściówkach i na marsach, strzelali z muszkietów (czyli karabinów gładkolufowych), rzucali granatami i tzw. „śmierdzącymi garnkami” (bombami dymiąco -duszącymi), obsługiwali działka relingowe. [Nicholas Blake & Richard Lawrence, op. cit. str.158; Steve Pope, Hornblower’s Navy, London 1998, str.42].

W czasach bitwy pod Trafalgarem Hiszpanie szeroko wykorzystywali na okrętach granaty ręczne, a mniej licznie - ale za to bardzo standardowo - broń zapalającą. Na 15 liniowcach biorących udział w owej bitwie znajdowało się od zera do 474 granatów ręcznych, przy ogromnym zróżnicowaniu w ramach tego zakresu. Ponadto wykazywano obecność od 30 (liczba typowa) do 60 sztuk (dwa wyjątki od reguły) "naczyń ogniowych" [Juan Carlos Mejias Tavero „Los navios espanoles de la batalla de Trafalgar” Anexo II].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Sob 20:07, 08 Mar 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:17, 06 Sty 2014    Temat postu:

7) CZASY OD WOJNY KRYMSKIEJ DO KOŃCA EPOKI OKRĘTÓW PAROWO-ŻAGLOWYCH
BP) Okres niemal kompletnego uporządkowania wszystkiego przepisami. Przemożny wpływ arystokracji (nawet w demokratycznej w miarę Wielkiej Brytanii; także w USA, gdzie brak arystokratów zastępowano małpowaniem zagranicznych wzorców), w niektórych marynarkach mieszanie oficerów armii lądowej z kadrą marynarki, ogólny wzrost dumy ze służby coraz bardziej zawodowej także w gronie zwykłych marynarzy, prowadziły do drobiazgowego ustalania takich szczególików, które dzisiaj wydają się żołnierzom całkiem oczywiste, jak przepisowy kształt i wzór każdego guzika czy krój gaci ogólnowojskowych. Dawna swoboda i fantazja żeglarska odchodziły w przeszłość.
Taka tendencja tym bardziej dotyczyła broni ręcznej, która także dla oficerów powoli przestawała być w jakiejkolwiek mierze kwestią indywidualnego wyboru. Pewne rozluźnienie przynosiły zawsze lata wojen, kiedy w naturalny sposób preferowano skuteczność ponad pic, ale każdy okres pokoju oznaczał ostrą kontrofensywę bezmózgich służbistów. Tym niemniej nie była to epoka w zakresie okrętowej broni ręcznej nieciekawa, gdyż wzory zmieniano, a niektóre grupy uzbrojenia (karabiny, krótka broń palna) przechodziły gigantyczne zmiany.

W większość flot oficerska i marynarska broń biała opierała się na typach wykształconych przez poprzednie dziesięciolecia, trochę tylko modyfikowanych, bardziej pod kątem dekoracji niż konstrukcji.
Marynarze posługiwali się nadal nieskomplikowaną bronią sieczną o szerokiej głowni i rozbudowanej gardzie, której egzemplarze zwano kordelasami, szablami pokładowymi itp.
W Royal Navy kordelas wprowadzony około 1859 r. różnił się od wzoru 1845 bardzo nieznacznie. Rękojeść typu „łyżki wazowej” miała część pełniącą rolę kabłąka silniej zbliżoną do trzonu (poprzednio odległość wynosiła około 70 mm, teraz zredukowano ją do około 60 mm), uchwyt znacznie mniej się rozszerzał w kierunku głowicy, owalna podkładka wzmacniająca między gardą a trzonem stała się obowiązkowa. Lekko zakrzywiona głownia charakteryzowała się długością 686 mm i szerokością 38 mm. Załogę pierwszego pancernika Warrior z 1860 r. uzbrojono w 200 kordelasów.
W US Navy koszmarny kordelas wz. 1841 typu „miecza hoplitów” ustąpił w 1860 r. broni wzorowanej na francuskiej szabli abordażowej (pokładowej) z 1833 r. Bardzo uwypuklona mosiężna garda – zastąpiła żelazną z francuskiego pierwowzoru - nie była może zbyt elegancka (jak we francuskich, austriackich czy pruskich modelach sterczała niesymetrycznie w lewo od głównego kabłąka), ale dobrze chroniła dłoń. Kabłąk przechodził u nasady głowni w eliptyczną tarczkę jelca. Drewniany trzon pokrywano skórą i owijano skręconym drutem mosiężnym. Głowica miała kształt, który Amerykanie uważają za hełm, chociaż mnie przypomina zwykły kapelusz. Głownia była dość silnie zakrzywiona, z ostrym sztychem, długa na 66 cm i przy rękojeści szeroka na 30 mm; na długości 49,5 cm rozciągało się bardzo szerokie zbrocze. Długość całkowita wynosiła około 81,5 cm. Produkowała te kordelasy firma Ames.
Jednak w Stanach Skonfederowanych wytwarzano i używano niemal wiernych kopii pokracznego kordelasa marynarki wz. 1841. Wg Johna D. Hammera produkcję realizowano w trzech ośrodkach, dających wyroby tylko minimalnie się różniące. Kordelasy Thomasa Griswolda z Nowego Orleanu naśladowały dokładnie wyroby firmy Ames, łącznie z orłami odlewanymi z obu stron głowicy, i tylko napisy miały własne. Firma Cook & Brother zrezygnowała z tych orłów, a większość jej kling miała do sztychu proste krawędzie. Nieznany wytwórca z Richmond z jednej strony głowicy umieścił kotwicę oplątaną liną, z drugiej zaś – napis C.S.N. Oprócz powyższych konfederacka marynarka wojenna importowała wiele kordelasów z Wielkiej Brytanii. Na ogół miały takie same głownie jak we wzorze 1841, trzony z gutaperki i wielokabłąkowe rękojeści jak w ówczesnych szablach kawalerii. Niektóre wyposażono w pełne gardy żelazne.
W austriackiej marynarce wojennej wprowadzono nowy wzór szabli abordażowej w 1858 r. Jej początki były dość złożone, bowiem władze floty, ulokowane w Trieście, zamówiły wykonanie prototypów (wg przedłożonego wzoru) w warsztatach zbrojeniowych w Wenecji, a produkcję seryjną realizował potem zakład Junga w Oberpiesting (35 km na południe od Wiednia). Szabla miała nieco osobliwą głownię o długości 60-62 cm z zaokrąglonym grzbietem i dodatkowym grzbietowym ostrzem w rejonie długiego sztychu (w zasadzie to pióro, ale bardzo długie i trochę dziwnego kształtu). Pod koszem była szeroka na 39 mm, sygnowana nazwiskiem wytwórcy: E. S. Jung. Znajdował się tam też znaczek w kształcie krzyża jerozolimskiego. Po drugiej stronie grawerowano rok produkcji. Drewniany trzon rękojeści pokrywała skóra „z rekina”, a w żłobkach otaczał ją miedziany, spleciony drut. Głęboki kosz był stalowy, dwukrotnie przecięty (co tworzyło jakby kabłąk główny i dwa boczne), a w dole ponadto zaopatrzony w krzyż jelca, z tyłu leciutko wygięty w dół. Kosz regulaminowo oznaczano skrótem K. M. (Kriegsmarine), niekiedy także sygnowano jak głownię. Drewnianą pochwę obciągano czarną skórą, okucia robiono ze stali.
We francuskiej marynarce wojennej pozostano przy szabli abordażowej wzór 1833 aż do końca II cesarstwa. Jeszcze ilustracje z początku lat 1870-tych ukazują je u pasów marynarzy. W 1872 r. wprowadzono nowy model, całkiem odmienny, z ciekawie perforowaną i zdobioną gardą, ale ten już nie należał do epoki okrętów parowo-żaglowych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:32, 07 Sty 2014    Temat postu:

BR) Oficerowie nosili przede wszystkim szable, które czasem – z uwagi na całkiem proste głownie – powinny być raczej zaliczane do pałaszy.
W Royal Navy opisany w poprzedniej części wzór 1846 ulegał zmianom tylko kosmetycznym – głównie pod względem pochew, formy ozdobnych sznurów i sposobu noszenia. Dla pasjonatów historii munduru rzeczy z pewnością interesujące, jednak dla historii broni bez znaczenia. Oczywiście, jak zawsze, niektórzy oficerowie zaopatrywali się w broń niestandardową – np. egzemplarze o rękojeści z modelu 1846, ale o szerokiej, całkowicie prostej głowni dwusiecznego pałasza z dwiema bruzdami po każdej stronie; albo takie, w których fakturę uchwytu zmieniano ze wzoru „rybiej łuski” na całkiem gładką, białą. Ciekawe było natomiast wykształcenie się zwyczaju, w którym standardowa szabla bojowa zyskała paradny odpowiednik nie przez skracanie, jak we wcześniejszych epokach, ale zwężanie głowni i rękojeści, co czyniło całość o blisko jedną trzecią lżejszą. Rok 1856 przyniósł „rewolucję” w zakresie broni białej midszypmenów. Do tej pory regulamin nakazywał im nosić standardowe szable oficerskie, tyle że skromniej wykończone. Teraz uznano, że ich wyróżnikiem powinny być kordy. Został ustalony ich jednolity wzór: miały prostą, kłującą głownię o długości około 34 cm i szerokości 29 mm; skromny jelec krzyżowy (bez wąsów) z lekko esowato zgiętymi końcówkami ramion o łezkach obrobionych na kształt żołędzi; trzon jak w szabli wz. 1846, z uchwytem pokrytym białym wzorem łuskowym i kapturkiem w kształcie głowy lwa. Pochwa miała dwa złocone, ozdobne okucia na czarnej skórze. Rzadko spotykany wariant charakteryzował się krótszą (ok. 31 cm) i szerszą (35 mm), obficie grawerowaną głownią. W przeciwieństwie do szabli oficerskiej kord brytyjski ulegał dalszym zmianom, ale już nie w czasach budowania okrętów parowo-żaglowych.
W Stanach Zjednoczonych oficerowie marynarki Unii nosili bardzo nieznacznie zakrzywione szable (może raczej pałasze) – prawie identyczne (ale nie całkiem) dla oficerów floty (opisany już wz. 1852) i podoficerów piechoty morskiej (jak wz. 1850 oficerów piechoty z armii). Rozporządzenie mundurowe z 1864 r. powtarzało względem szabli oficerskiej te same uwagi, które zawarto już w rozporządzeniu z 1852. Do około 1872 r. (czyli do końca omawianego tu okresu) broń ta miała długie, ciężkie głownie, najwyraźniej na serio przewidziane jeszcze do walki. Klinga o długości około 81 cm (przekraczająca przewidzianą przez regulamin długość 737 mm) i szerokości 27 mm przy jelcu miała grubość około 6,5 mm. Dopiero później szable nie zmieniając ogólnego charakteru i wzornictwa uległy wysmukleniu, stając się bronią paradną. Np. klinga o długości około 76 cm mogła mieć szerokość przy jelcu zaledwie 19 mm i grubość ok. 5 mm. W minimalnych ilościach występowały też specjalne kordelasy oficerskie produkowane od 1860 r. Różniły się od marynarskich głównie bardziej eleganckim wykonaniem i ozdobnie żłobkowaną gardą.
Austriaccy oficerowie posługiwali się opisaną wcześniej szablą wzór 1850. Wprawdzie w lutym 1870 r. wprowadzono nowy jej model (wzór 1850/71), ale cała gigantyczna zmiana polegała na tym, że teraz inaczej zawieszano pochwę. Od 1861 r. (i po 1873 r.) podoficerowie marynarki nosili szable wzoru 1828 wyposażone w dłuższe głownie.
We Francji ogólny charakter szabli oficerskiej nie odbiegał od typowego w tych czasach w innych państwach, co jest o tyle oczywiste, że większość raczej na Francuzach się wzorowała. Chodziło o broń z głownią całkiem prostą (pałasz) lub tylko minimalnie zakrzywioną i z mosiężną (pozłacaną) rękojeścią krzyżowo-tarczowo-kabłąkową. Tylne ramię jelca odchylało się w dół i kończyło rozmaicie zdobioną łezką; część zasadnicza, obejmująca nasadę głowni, była tarczą, łagodnym łukiem przechodzącą z przodu w kabłąk główny zmierzający do kapturka z długim warkoczem, spiętym na dole skuwką. Z lewej strony tarczy i dolnej partii kabłąka doczepiano mniej lub bardziej ażurowy, zawsze pięknie zdobiony motywami morskimi kosz gardy, zdecydowanie nie tak mocno wyoblony i rozciągnięty jak w kordelasach marynarskich typu „łyżka wazowa”. Stworzona w ten sposób asymetria rękojeści zdarzała się już dużo wcześniej (w modelach z rozbudowanymi kabłąkami bocznymi), ale w oficerskiej broni okrętowej nie stanowiła dawniej takiej cechy obowiązkowej jak poczynając od wzoru 1837 (z czasów monarchii orleańskiej), powtarzanego prawie bez zmian jeszcze we wzorze III Republiki (czyli od 1870 r.). Charakterystyczną cechą francuskich szabli oficerów marynarki oraz piechoty morskiej były obrączkowe zgrubienia ozdobne na kabłąku głównym. Poprzecznie żłobkowany uchwyt ozdabiano mosiężnymi drucikami spiralnie skręconymi i owiniętymi trzecią „nitką” (przynajmniej we wzorze 1855 dla piechoty morskiej). Za Napoleona III (1852-1870) i w okresie III Republiki dla niektórych służb wchodzących w skład marynarki (szkoły morskie, administracja, służba zdrowia, komisariaty portów) nadal typowe pozostawały szpady. Miały klasyczną rękojeść z wyraźnym krzyżem jelca przechodzącym w pojedynczy kabłąk, zwężający się z obu końców trzon zakończony wydatną głowicą; gardę uzupełniały jeszcze jedna lub dwie tarczki, pozioma (często przytrzymywana szczątkowym kabłąkiem bocznym) i pionowa (lub dająca się składać na zawiasach). Różnice koncentrowały się na ozdobach, w okresie II Cesarstwa obfitszych i pełnych symboliki napoleońskiej, jak orły. Typowa szpada paradna miała srebrne elementy w rękojeści o długości około 10 cm oraz niebieskie i srebrne zdobienia bardzo smukłej głowni długiej na 80 cm.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 8:09, 09 Sty 2014    Temat postu:

BS) Do końca epoki okrętów parowo-żaglowych z uzbrojenia marynarzy nie zniknęły całkiem piki i toporki abordażowe, chociaż w konstrukcji tej mocno już przestarzałej broni nie dokonywano żadnych istotniejszych udoskonaleń.
Toporek bojowy marynarza marynarki Unii podczas wojny secesyjnej miał po stronie obuchowej krótki młotek, a na brodzie charakterystyczne wycięcia, bardzo podobne do tych z amerykańskich toporów abordażowych początku XIX w. W Royal Navy posługiwano się toporkami abordażowymi nawet pod koniec XIX w. – dokument z 1891 r. stwierdza, że wydawano 5 toporów na każde 100 osób (lub mniej) pełnej załogi [Verity, op. cit. str.319]. Pierwszy pancernik Warrior dostał jednak w 1860 r. tylko 10 tomahawków, mimo że jego regulaminowa załoga liczyła (bez oficerów i żołnierzy piechoty morskiej) 579 osób. Nic nie słychać o żadnym nowym wzorze topora pokładowego w marynarce francuskiej po modelu 1833. Ten miał na jesionowym toporzysku żeleźce typu oskardowego, z wygiętym hakiem, wąsami, stalowy zaczep do pasa. O austriackich siekierach pokładowych (w miarę podobnych do francuskich) też brak wzmianek na temat rozwijania ich po 1845 r., chociaż około 1864 r. na stanie floty wciąż znajdowało się 1140 sztuk tej broni. Wydaje się, że decydowały o tej liczbie zalety toporków jako dość uniwersalnego narzędzia, a nie ich potencjalne walory bojowe.
Piki trafiały się w niektórych flotach częściej od toporów, w innych rzadziej. Austriacka marynarka wojenna miała około 1864 r. na stanie tylko 1116 pik, ale na jednym brytyjskim okręcie Warrior zabrano w 1863 r. 50 pik siedmiostopowych (= 2,13 m), przechowywanych na górnym pokładzie, czyli 5 razy więcej niż tomahawków. Ówczesne piki Royal Navy różniły się bardzo wyraźnie od austriackich wąskimi, szpiczastymi grotami. Również szpiczaste groty były przy pikach francuskich. Ostatni scharakteryzowany typ, wzór 1833, miał tu jednak długość całkowitą aż 2,84 m. Grot o długości 13,5 cm, wyposażony w tuleję i wąsy, osadzano na jesionowym trzonie. Od lancy kawalerii pika ta różniła się brakiem metalowego sabota i pierścieni do mocowania pasa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 7:01, 10 Sty 2014    Temat postu:

BT) W okresie po wojnie krymskiej zdecydowanie najciekawsza i najbardziej różnorodna była broń palna, z uwagi na jej intensywny rozwój w tamtych czasach.

Na przykład w Stanach Zjednoczonych wśród długiej broni palnej na jednostkach pływających Unii znajdujemy:
- okrętową odmianę odtylcowego karabinka Sharps & Hankins, o lufie i łożu pokrytymi cienkim skórzanym płaszczem dla ochrony przed korozją w wodzie morskiej – muszka trzymała ten płaszcz na właściwym miejscu. Karabinek strzelał pociskami kalibru 0,52”(=13,2 mm) z zapłonem obrzeżnym i był lubiany w marynarce amerykańskiej, która w latach 1862-1865 kupiła ponad 6000 sztuk tej broni;
- okrętową odmianę powtarzalnego karabinu gwintowanego Spencera (repetowanego dźwignią tworzącą osłonę spustu) kalibru 0,52”, z siedmionabojowym magazynkiem (pociski z zapłonem obrzeżnym); metalowe części były czasem cynowane (pobielane), ale najczęściej zadowalano się pokrywaniem lakierem z wosku pszczelego, oleju lnianego i gotowanej terpentyny. Długość lufy w tej odmianie wynosiła 76 cm. Departament marynarki kupił 1009 sztuk tego karabinu;
- okrętowy, odprzodowy karabin gwintowany Whitney Plymouth (produkowany przez Whitney Armory z New Haven, Connecticut na podstawie specyfikacji adm. Johna Dahlgrena dla okrętu USS Plymouth) o kalibrze 0,69” (17,5 mm) i ciężkiej lufie długości 864 mm, z dużym zaczepem do długiego na 69 cm bagnetu szablowego (czy raczej jataganowego). Zamek kapiszonowy.
W 1870 pojawił się karabin marynarki Remingtona (morska odmiana karabinu z obracanym zamkiem z 1864 r.) o długości całkowitej 1236 mm – odtylcowy, jednostrzałowy, na naboje z zapłonem obrzeżnym, kalibru 14,2 mm.

W 1857 r. brytyjska piechota morska powszechnie już dysponowała znanymi gwintowanymi karabinami Enfield wzór 1853. Nadal był to karabin odprzodowy, jednostrzałowy, z zamkiem kapiszonowym, ale gwintowany (gwint 3-bruzdowy, o skoku 1981 mm), używający nowych odmian cylindryczno-stożkowych pocisków Minié (o długości całkowitej około cala i masie około 34 g), wyrzucanych z prędkością początkową 305 m/s. Przy kalibrze 14,65 mm, długości całkowitej (bez bagnetu) 1397 mm i długości lufy 991 mm, miał masę 3,9 kg bez bagnetu i 4,4 kg z bagnetem. Wyposażono go w celownik ramkowo-krzywkowy. Kominki kapiszonów były wykręcane za pomocą specjalnego klucza, co ułatwiało ich szybką wymianę. Zewnętrznie karabin Enfield różnił się od wcześniejszych karabinów (muszkietów) brytyjskich głównie wprowadzeniem po raz pierwszych bączków trzymających lufę (typowych np. w broni francuskiej już w XVIII w.), kiedy do tej pory Brytyjczycy preferowali przetyczki. Pod względem celności, donośności i niezawodności oznaczał natomiast wyraźny skok jakościowy.
W latach 1857-58 Royal Navy przyjęła do uzbrojenia karabin z wyglądu podobny do standardowego Enfielda. Zasadnicza różnica leżała we wprowadzeniu nie trzech, a pięciu bruzd gwintu o znacznie większym skręcie. W nowym karabinie skok gwintu wynosił tylko 1219 mm. Nowa broń była tak celna, że w 1860 r. także armia brytyjska wprowadziła ją do uzbrojenia [Myatt, op. cit. str.56/57]. W okrętowej wersji krótkiej (Short Naval Service), tzn. krótszej od wariantu dla armii lądowej, łączono ją z bardzo długim bagnetem-tasakiem wzór 1859, o stalowej rękojeści z szeroką gardą i czernionych okładzinach trzonu, bardzo podobnym do marynarskiego kordelasa w odmianie z prostą głownią. Załoga żaglowo-parowego pancernika Warrior miała na 706 osób (w tym pół setki oficerów i podoficerów) aż 370 krótkich karabinów Enfield. Z bagnetem kordelasowym miały długość całkowitą 1450 mm, ważyły 3,86 kg, strzelały pociskami o drewnianych trzpieniach w podstawie. W liczbie 370 mieściło się też 68 karabinów dla piechoty morskiej, z jataganowymi bagnetami o ząbkowanych ostrzach, kopiowanymi z francuskich.
W latach 1866-1869 armia i marynarka brytyjska przezbrajały się w odtylcowe, jednostrzałowe karabiny Snider, początkowo będące przeróbkami Enfieldów (ze wstawioną całkowicie nową komorą zamkową, jak w Snider MK I i Mk II), a od 1870 dostarczane w postaci produkowanego już od podstaw karabinu Snider Mk III. Zamek amerykańskiego inżyniera Jacoba Snidera był obrotowy, centralny, o bocznym zawiasie na osi równoległej do lufy, otwierany w prawo, co umożliwiało wprowadzenie pocisku do komory nabojowej. Po zatrzaśnięciu zamka w centralną spłonkę uderzała skośnie biegnąca iglica, uruchamiana przez kurek pozostawiony z kapiszonowego Enfielda. Poza zamkiem broń zachowywała pierwotne cechy przerabianych egzemplarzy różnych wersji, w tym liczbę bączków (trzy w odmianach długich, dwa w krótkich) oraz typy bagnetów (tulejowy w wariantach długich, jataganowy w krótkich). Myatt twierdzi, że marynarka na krótko wprowadziła z tym karabinem specjalny rodzaj bagnetu „Elcho” [op. cit. str.82], o osobliwej głowni nożowej nawiązującej do średniowiecznego tasaka czy indyjskiej kukri, chociaż inni uważają, że bagnet Elcho należy łączyć tylko z późniejszymi karabinami Martini-Henry. Snider Mk III zachował kaliber 14,65 mm, miał długość całkowitą 1372 mm, długość lufy 991 m, masę 3,9 kg, stalową lufę z pięciobruzdowym gwintem, wyrzucał naboje z prędkością początkową 335 m/s. Od 1866 r. trwały prace rozwojowe przy następnym modelu karabinu brytyjskiego, typie Martini-Henry z zamkiem obrotowym o osi obrotu prostopadłej do lufy, ale wprowadzono go dopiero w 1871 r., więc wypada już poza ramy tego pobieżnego zestawienia.

Francuska marynarka wojenna dopiero w 1860 r. doczekała się karabinu gwintowanego, chociaż na pewno wcześniej trafiały się pojedyncze sztuki poprzednich modeli, przerabiane przez gwintowanie. W każdym razie wzór 1857 był taki sam w armii lądowej i we flocie. Zachował kaliber (17,8 mm), długość całkowitą bez bagnetu (1421 mm), długość lufy (1029 mm), długość całkowitą z bagnetem (1881 mm) typowe dla poprzednich modeli. Ważył 4,25 kg bez bagnetu i 4,59 kg z bagnetem. Wykorzystywano do niego trójgraniasty bagnet kłujny, tulejowy, wz. 1847. Nadal był to karabin jednostrzałowy, ładowany od wylotu lufy, ale dzięki stosowaniu pocisków Minié osiągał szybkostrzelność do 3 strzałów na minutę. Zewnętrznie nie różnił się od modelu 1853, miał jednak czterobruzdowy gwint o skoku 2 m. Używał 4,5-gramowych ładunków, wyrzucał kule wzoru 1857, o masie 32 gramy, potem kule wzoru 1863 o masie 36 gramów. Istniał specjalny wariant dla marynarki. Używano tej broni w latach 1860-1871. Stosunkowo szybko nastąpiło przejście na słynny karabin odtylcowy model 1866, zwany powszechnie karabinem Chassepot. Niestety, nie udało mi się znaleźć żadnej wiarygodnej daty wprowadzenia go na uzbrojenie francuskiej floty (pierwsze egzemplarze chyba już w 1867), chociaż wiadomo na pewno, że francuska piechota morska używała karabinów Chassepot w 1870 r. Wobec ogromu informacji i łatwo dostępnych opisów oraz ilustracji wystarczy tutaj wymienić dane podstawowe: kaliber 11 mm, długość całkowita bez bagnetu 1310-1314 mm, z bagnetem 1885 mm, długość lufy 795 mm, masa bez bagnetu 4,1 kg, z bagnetem 4,724 kg, zamek ślizgowo-obrotowy, igłowy, karabin odtylcowy, jednostrzałowy, naboje z samospalającą się łuską i 5,5 gramami prochu, gwint 4-bruzdowy o skoku 550 mm, prędkość początkowa pocisku 375-396 m/s, szybkostrzelność praktyczna 7-15 strzałów na minutę, celownik ramkowo-schodkowy, bagnet jataganowy. Zastąpienie go w 1878 r. przez powtarzalny karabin Kropatschka nie mieści się w przyjętych tu ramach czasowych.
Francuska marynarka wojenna miała też na stanie dwulufowy karabin model 1861. Zdania na temat rzeczywistego stosowania tej broni we flocie są podzielone. Wg jednych jak najbardziej wchodziła w małych ilościach w skład uzbrojenia załóg okrętów, zdaniem innych używali jej wyłącznie strzelcy senegalscy na terytoriach podległych ministerstwu marynarki i kolonii. Dwie gwintowane lufy wykonywano równocześnie z jednego monobloku stalowego. Miały kaliber 18 mm i strzelały pociskami Minié. Bagnet typu szpadowego z czworogranną klingą.

O austriackim karabinie gwintowanym wzór 1854, ulepszonym w 1862 r. przez zamontowanie stalowej lufy i nowocześniejszego zamka kapiszonowego, pisałem już w poprzedniej części.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 7:45, 11 Sty 2014    Temat postu:

BU) Pistolety weszły niewątpliwie w krótki okres stagnacji. Rewolwery dawały siłę ognia, której jednostrzałowe i jednolufowe pistolety nie były w stanie zapewnić, zaś pistolety wielolufowe (a przynajmniej o większej liczbie luf niż dwie) nigdy nie zdobyły popularności na okrętach - z uwagi na swoją nieporęczność. Tym niemniej nawet przed pojawieniem się pistoletów powtarzalnych (jak pamiętamy ich pierwowzór, Volcanic, poległ na błędach okresu ząbkowania) broń tego typu przetrwała w marynarkach częściowo siłą rozpędu i tradycji, a częściowo dzięki przekonaniu, że podczas abordażu ciągle będzie decydować broń biała, więc możliwość oddawania wielu strzałów nie jest niezbędna.
Około 1864 r. na stanie floty austriackiej wciąż znajdowało się aż 3405 pistoletów wobec zaledwie 740 rewolwerów. Z pewnością przeważał starszy wzór M 1851 Augustin, ale pojawił się też nowy model, „pistolet pokładowy M 1860” oraz (może wariant rozwojowy albo tylko efekt zmiany nazewnictwa) M 1860/62, systemu Lorenza. Była to gładkolufowa, odprzodowa broń kapiszonowa, produkowana przez F. Früwirtha. Stempel chował się w łożu. Przy głowicy kolby zaopatrzono pistolet w antabkę do zawieszania go na pasku.
Firma Remington produkowała dla amerykańskiej marynarki pistolet Model 1867, odtylcowy, jednostrzałowy. Jego konstrukcja bazowała na karabinie tego producenta, z obracanym zamkiem blokowym, ryglowanym występem kurka. O ile jednak karabin z 1864 r. strzelał nabojami z zapłonem obrzeżnym, to pistolet kalibru 12,7 mm wykorzystywał naboje centralnego zapłonu.
Brytyjczycy wytwarzali i posługiwali się w marynarce wojennej jednostrzałowymi, odprzodowymi pistoletami jeszcze w latach 1860-tych. Oczywiście wszystkie miały zamek kapiszonowy. Projektował je głównie George Lovell, a na płycie zamkowej wybijano napis Tower i datę produkcji. Zachowały się do dziś egzemplarze np. z 1855 r. (z długością lufy 152 mm, kalibru 14,2 mm), z 1861 r. (z lufą o tej samej długości, mosiężnymi okuciami i pierścieniem do mocowania rzemienia, długi na 31 cm). Charakteryzowały się łożem sięgającym prawie do przodu lufy oraz zawieszeniem stempla w takim „ogniwku łańcucha drabinkowego”, jak we francuskim pistolecie wz. 1837. Powstawały jako realizacja wzoru Lovella Sea Service M 1842. Hartink opisuje bliżej pistolet kawaleryjski Tower 1859 z tej serii, aczkolwiek o dużo większych wymiarach i kalibrze niż wariant okrętowy: kaliber 19,05 mm, długość całkowita 395 mm, długość lufy 230 mm, masa 1,14 kg, łoże i kolba z drewna orzechowego, spód kolby, osłona języka spustowego i tulejka stempla z mosiądzu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Artykuły tematyczne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 5 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin