Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna www.timberships.fora.pl
Forum autorskie plus dyskusyjne na temat konstrukcji, wyposażenia oraz historii statków i okrętów drewnianych
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Broń ręczna i uzbrojenie ochronne na pokładach żaglowców
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Artykuły tematyczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 7:40, 03 Paź 2013    Temat postu:

6) CZASY OD REWOLUCJI FRANCUSKIEJ DO WOJNY KRYMSKIEJ
AP) W początkach wojen rewolucyjnej Francji z resztą Europy nie zaszły jakieś gwałtowne i ważne zmiany w ręcznej broni okrętowej, nawet w marynarce francuskiej. Tym niemniej ewoluowała moda, rewolucjoniści chcieli odrzucać to, co kojarzyło się im ze znienawidzonym ustrojem feudalnym, opartym na przywilejach szlachty (ze szpadą jako symbolem stanu szlacheckiego), a po przejściowym okresie standaryzacji samorzutnej (preferencje grupowe, moda, wielkie zamówienia u jednego wytwórcy) przyszła kolej na broń wytwarzaną masowo na zamówienie wg ściśle określonych wzorów, co doprowadziło w końcu do sytuacji wydającej się nam dzisiaj oczywistą – broni przepisowej, kojarzonej regulaminem z określonymi formacjami, wersjami mundurów itd.
Broń drzewcową stanowiły nadal piki, przede wszystkim w postaci pół-pik, aczkolwiek już bez używania tego rozróżnienia. Chętnie natomiast pisano o „pikach abordażowych”. W 1797 brytyjskie trójpokładowce zabierały regulaminowo 50 pik, jednostki uzbrojone w od 20 do 74 dział miały po 100 pik, a 18-działowa korweta – 80 sztuk. Te dziwne na pozór proporcje odzwierciedlają praktykę częstotliwości uczestniczenia okrętów poszczególnych kategorii w akcjach porywania jednostek nieprzyjaciela z red i portów przy pomocy ataków łodziami okrętowymi, a także prawdopodobieństwo konieczności odpierania abordaży, zdecydowanie większe w przypadku fregaty niż trójpokładowca. Właśnie głównie z uwagi na te ataki (i obronę przed nimi) piki ciągle ceniono. Jak pisał William Burney w swoim „Universal Dictionary of the Marine” (1815 r.), zwykła, używana przez marynarzy pika okrętowa „dobrze obsługiwania w rękach chłodnego i rezolutnego człowieka jest straszną bronią. Uzbrojony w nią, czy to do ataku czy obrony, trzyma ją po swojej prawej stronie, wymierzoną w serce przeciwnika”. Wg Lizy Verity [op. cit. str.318/319] „zadawała bardzo groźne rany, pchnięcia nią przebijały wielkie jamy ciała”. Piki abordażowe wykorzystywano do trzeciej ćwiartki XIX w. lub nawet do początków XX w. [Hildred, op. cit. str.717], czyli z pewnością do końca omawianego tu okresu. Na lądzie była to w tej epoce broń absolutnie drugiego sortu. Dla rewolucyjnych armii francuskich masowo wytwarzano w latach 1792-1793 piki o długości 2,44-3,05 m, ponieważ nie nadążano za produkcją fuzji, a często brakowało nawet tych paru dni, by przeszkolić zupełnie świeżych rekrutów w używaniu broni palnej. Podobno to samo zdarzyło się w epoce napoleońskiej z pruską Landwerą w 1813 r., rosyjską milicją czy portugalskimi „ordenança” [Philip J. Haythornthwaite, Weapons & Equipment of the Napoleonic Wars, London 1996, str.32], z pewnością piki dostarczano tysiącami dla hiszpańskich ochotników walczących z Francuzami od 1808 r. [Iain Gordon, Admiral of the Blue, Barnsley 2005, str.154]. Na morzu chodziło jednak o coś zupełnie innego – tutaj pik nie używano już tak masowo, a ich pozostawienie na stanie uzbrojenia nie miało nic wspólnego z brakiem lepszej broni, tylko było efektem świadomego przystosowania do bardzo specyficznych sytuacji. Przy walce wręcz na pokładach okrętów wojennych podczas zwykłej bitwy zalecano podział oddziałów abordażowych w taki sposób, aby grupa atakująca była uzbrojona przede wszystkim w kordelasy/tasaki i pistolety, a grupa przeznaczona do obrony przed abordażem – w piki i topory.
Kłopoty w analizie sprawia niekonsekwencja nazewnictwa. Na okrętach angielskich i brytyjskich używano broni zwanej „pole-axe”: w średniowieczu krótkiej broni drzewcowej o charakterze długiego młota bojowego czy małej halabardy; w epoce Renesansu - halabardy; w czasach wojen z rewolucyjną i napoleońską Francją – topora (axe). Ale równocześnie w armii tego ostatniego okresu tak nazywano szpontony podoficerów piechoty, skąd przedostały się też do piechoty morskiej. Aby było jeszcze trudniej, szpontony określano również terminem „pół-pika”. Pewne pomyłki w ocenie inwentarzy są więc nieuniknione.
Uwagi na temat pik (a właściwie pół-pik) abordażowych mają – rzecz jasna poza terminologią – ogólny charakter i dotyczą różnych marynarek omawianego okresu, zwłaszcza francuskiej. Wspomniałem już wcześniej, że w 1797 amerykański sekretarz wojny wymieniając uzbrojenie trzech dużych fregat grupy Constitution pisał o średnio 100 „pikach abordażowych z drzewcami” na każdym z tych okrętów. W 1831 r. amerykańskie szkunery wojenne zabierały po 50 pik abordażowych wg oficjalnego zestawienia finansowego [Tucker, op. cit. str.102,141].
AP-uzup1. Na stanie uzbrojenia załóg floty austriackiej na początku lat 1860-tych ciągle znajdowało się ponad 1000 pik, chociaż ich liczba sięgała niewiele ponad jedną piątą liczby karabinów oraz około jednej czwartej liczby szabli (w tym kordelasów marynarskich) i jednej trzeciej liczby pistoletów. Ciekawostką jest, że wg rysunku wzorcowego z 1802 r. austriacka pika abordażowa, o długości 210 cm, z trójgraniastym grotem stalowym o długości 30 cm, mogła mieć przynitowany do grotu hak, zwrócony w dół, co czyniło z niej de facto także bosak.
Piki abordażowe występowały dość licznie w latach 1830-tych także w marynarce rosyjskiej: od 10 sztuk na najmniejszych szkunerach, poprzez 50 na dużych fregatach, do 100 sztuk na 120-działowych trójpokładowcach. Zważywszy na ogromne załogi tych okrętów były to jednak wartości skromne. Rosyjska pika okrętowa z tego okresu miała długość 2,4 m, o czworograniastym grocie długim (razem z tuleją osadczą) na 28 cm, drzewcem o średnicy 35 mm [Aleksandr Ilin, Praktičeskaja morskaja artillerija, Sankt Petersburg, 1841, str.45/46].
Piki, aczkolwiek dziwnym sposobem nie określane tym słowem (pica) lecz chuzos (włócznie, dzidy), występowały w sporych ilościach na hiszpańskich liniowcach doby Trafalgaru. W wykazach 15 liniowców biorących udział w tej bitwie było od 70 do 360 sztuk owych pik, chociaż po odrzuceniu dwóch skrajnych wartości, reszta mieściła się w zakresie od 74 do 136 sztuk na okręt [Juan Carlos Mejias Tavero „Los navios espanoles de la batalla de Trafalgar” Anexo II].

Kolejną bronią drzewcową pojawiającą się na okrętach – chociaż w znacznie mniejszej liczbie – był szponton. Wywodził się z partyzany i w XVIII oraz XIX w. stał się w wielu armiach europejskich oznaką statusu oficera [Gradowski, Żygulski, op. cit., str.60][Jean Boudriot, Les Gardes de la Marine, w Neptunia nr 105, str.31-36], gdy w brytyjskiej od około 1792-1797 r. [Harding, op. cit. str.61; Lavery, op. cit. str.154]] – sierżanta [Haythornthwaite, op. cit., str.32]. Miewał bardzo różną długość, dla piechoty Wielkiej Brytanii przytacza się wartość 2,74 m. Poprzez piechotę morską zawędrował na pokłady przynajmniej brytyjskich okrętów. Brian Lavery przypuszcza na podstawie opisów bitew, że szponton nie znajdował dużego zastosowania w walkach, a jedynie pokazywał rangę sierżanta i być może pomagał mu sprawdzać wyrównanie szeregów. Ja nie natrafiłem na szpontony w innych flotach, lecz z uwagi na częstą odrębność inwentarzy okrętowych od spisów wyposażenia żołnierzy piechoty morskiej nie jest to rzecz przesądzająca kwestię.

Broń sieczna nadal – ale może jeszcze wyraźniej – dzieliła się na trzy zasadnicze grupy: broń używaną przez żołnierzy piechoty morskiej, wykorzystywaną w razie potrzeby przez marynarzy oraz noszoną przez oficerów.
Od początku XVIII w., a ściśle biorąc od powszechnego wprowadzenia bagnetów, zwłaszcza tulejowych, żołnierze piechoty morskiej mogliby się teoretycznie obejść bez broni siecznej, gdyż strzelali i walczyli wręcz używając karabinów z bagnetami. Ale przyzwyczajenie, wielka zawodność wczesnych karabinów, słabe szkolenie w posługiwaniu się taką bronią (często brak jakiegokolwiek szkolenia) powodowały, że przez długi czas nosili jeszcze broń boczną. Trudno mi to określić czasowo, gdyż sprawy te działy się częściowo poza regulaminami, na zasadzie indywidualnych decyzji. Część piechoty brytyjskiej jeszcze w latach 1740-tych nosiła krótkie kordy/tasaki, zarzucone ostatecznie dopiero podczas wojny siedmioletniej. Tym niemniej istniejąca także w ramach piechoty morskiej grupa grenadierów miała podobne tasaki (ale z bardzo rozbudowaną gardą) nawet w latach 1770-tych, gdy inni żołnierze tej formacji nosili na bandolierach już tylko bagnety. Nie mam całkowitej pewności, lecz wydaje się bardzo prawdopodobne, że w chwili wybuchu rewolucji francuskiej w 1789 r. żaden szeregowy żołnierz brytyjskiej piechoty morskiej nie korzystał już z dodatkowej broni bocznej, która stała się znakiem wyróżniającym sierżantów i oficerów.
Francuzi mieli mocno inne podejście do organizacji swoich załóg okrętowych nawet przed reformami Napoleona. W rezultacie żołnierze i marynarze na pokładach ich żaglowców bardzo często nosili obok siebie bagnet i krótką szablę. Bandolier z pochwą dla szabli i umieszczoną tuż przy niej żabką dla bagnetu należał do oporządzenia co najmniej artylerzysty pierwszej klasy i podoficera z korpusu artylerii morskiej z lat 1795-1803 oraz 1813-1814, podoficera ze stałych batalionów załogowych z lat 1811-1814. Francuscy podoficerowie używali takich krótkich, szerokich szabli jeszcze długo po wojnach napoleońskich, chociaż w 1819 r. pisano o nich, że są „bardzo nieskuteczne... w każdym możliwym zastosowaniu”.
AP-uzup2. Od lat 1790-tych amerykańscy sierżanci i kaprale piechoty morskiej posługiwali się szablami wziętymi z arsenałów armii – o silnie zakrzywionej głowni, prostej rękojeści mosiężnej typu krzyżowo-kabłąkowego z łezką na tylnym ramieniu jelca, trzonem z rogu. Taką broń wykorzystywali podczas kolejnych konfliktów z udziałem Amerykanów, łącznie z wojną brytyjsko-amerykańską 1812-1814. Także i później broń podoficerów piechoty morskiej naśladowała wzory używane w armii lądowej, co zresztą upodabniało ją do modeli noszonych przez oficerów marynarki, wobec ogólnej tendencji do unifikacji. Np. szabla używana w latach 1850-tych i 1860-tych była prawie identyczna do oficerskiej szabli piechoty wz 1850, ale też odróżnić ją można było od szabli oficerów US Navy wz 1852 (opisanej niżej w AV-uzup1.) tylko po braku zdobienia łezki, oszczędniejszym reliefom na pół-koszowej rękojeści (zwłaszcza na kabłąku i szczątkowym warkoczu kapturka) oraz ciemnej barwie uchwytu.
Żołnierze austriackiego korpusu piechoty morskiej musieli nosić szable (mimo uzbrojenia w karabiny z bagnetami) do kwietnia 1848 r., kiedy odpowiedni rozkaz najwyższych władz usunął tę broń z ich wyposażenia. Wcześniej, na podstawie rozporządzenia mundurowego z czerwca 1828 r., mieli szable wzoru 1824/28, identyczne jak szable podoficerów piechoty liniowej i grenadierów (M 1824/28) oraz żołnierzy artylerii (M 1825). Była to krótka i bardzo prosta broń o lekko wygiętej głowni długości 60 cm i szerokości 36 mm, bez zbrocza, z decentrycznym sztychem. Rękojeść o długości 14,5 cm odlewano w całości z mosiądzu. Jelec krzyżowo-kabłąkowy kończył się z tyłu łezką wygiętą ku dołowi. Kabłąk od dołu wychodził płynnie z ramienia krzyża, u góry płynnie przechodził w kapturek i jego warkocz. Poprzecznie karbowany, nie kształtowany pod rękę uchwyt i płaskie zwieńczenie kapturka dopełniały spartańską całość. Czarna pochwa skórzana miała proste mosiężne okucia, a na szyjce przynitowane ogniwko dla paska rapci. Do broni należał rzemień pięściowy z żółtej owczej wełny, noszony tylko przez podoficerów. Takie szable nazywano tasakami wojskowymi i były szalenie podobne do używanych w wielu innych armiach oraz flotach. Kolejny model wprowadzony rozporządzeniem mundurowym z sierpnia 1836 r. różnił się głównie zupełnie nieistotnymi detalami – trochę inaczej go noszono, z użyciem innych rapci, a na szyjce pochwy zamiast dotychczasowego klamerkowego ogniwka umieszczony był występ w kształcie serduszka. Klinga miała długość 65 cm i szerokość 3,2 cm, broń przy długości całkowitej 78 cm ważyła 0,55 kg. Rozporządzenie mundurowe ze stycznia 1851 potwierdzało zniesienie (z 1848) szabel dla żołnierzy piechoty morskiej, określało tylko modele dla podoficerów i artylerzystów morskich tej formacji. Zmieniła ona zresztą w 1852 r. nazwę z „korpusu” na „regiment” piechoty morskiej.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Sob 19:42, 08 Mar 2014, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 7:05, 05 Paź 2013    Temat postu:

AR) Marynarze nosili kordelasy, zupełnie inne od określanej ta samą nazwą broni oficerskiej. Wspólna nazwa bierze się ze wspólnego pochodzenia od noży myśliwskich, jednak rozwój poszedł zupełnie w inną stronę.
Wg angielskiej wikipedii (nie bardzo mnie ta etymologia obchodzi, więc nie tracę czasu na weryfikację) słowo cutlass rozwinęło się z XVII-wiecznej wariacji angielskiej francuskiego określenia coutelas, które w XVI wieku oznaczało ostrze w typie maczety (dzisiaj „couteau” jest dla Francuzów ogólnie nożem, a w XVII i XVIII w. Anglicy często zapisywali je w postaci „cuttoe”). Z kolei ów szesnastowieczny francuski termin coutelas był zniekształceniem włoskiego coltellaccio, czyli „wielkiego noża”, wywodzącego się ostatecznie z łacińskiego cultellus, oznaczającego „mały nóż”. Wg „Słownika wyrazów obcych i obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego polski kordelas (nóż myśliwski) wziął się z wł. gwar. cortelas (nóż) z coltello (nóż) od łac. cultellus (nóż, nożyk).
Kordelas marynarski, inaczej prosty, względnie zakrzywiony kord czy też tasak marynarski (coutelas, cutlass), dość krótki, z szeroką klingą przeznaczoną do cięcia i pchnięć, stanowił od XVII w. tradycyjną broń sieczną żeglarzy i był w epoce napoleońskiej ciągle w powszechnym użytku. „Zadawał straszne rany, rozbijając czaszki i przecinając główne arterie krwionośne” [Verity, op. cit. str.318,319].
Pierwszy wzór regulaminowy brytyjskiego tasaka powstał w 1804 r., kiedy Royal Navy zamówiła 30 maja 10 tysięcy sztuk tego modelu. Niewiele się różnił od dotychczasowych. Był masywny, miał długą, prostą (lub tylko minimalnie zakrzywioną) głownię z niezbyt ostrym sztychem, płaską i pozbawioną występującej często dotąd bruzdeczki. Długość jednosiecznej klingi wahała się od 708 do 742 mm, szerokość od 32 do 38 mm. Podstawowa zmiana zaszła w rękojeści. Dotychczasowy, ślizgający się w ręku trzon z żelaznej blachy zastąpiono czernionym trzonem żeliwnym, uformowanym pod kształt dłoni, intensywnie rowkowanym wzdłuż i wszerz dla zwiększenia pewności chwytu. W swoim zasadniczym kształcie garda się nie zmieniła, powtarzając wzór „ósemkowy” w stalowym, blaszanym jelcu i kabłąku głównym, nadal też głowicę zastępował płaski kapturek, gdzie nitowano trzpień głowni. Wyraźny nacisk położono na taniość oraz przewagę cięcia nad pchnięciem, płacąc za to dużym ciężarem.
Produkowane wkrótce potem kordelasy amerykańskiej marynarki wojennej, norweskie kordelasy wz. 1814 i broń używana na cywilnych żaglowcach powtarzały te szczegóły do tego stopnia, że dzisiaj często tylko królewskie monogramy lub korona pozwalają na ich identyfikację [McGrath & Barton, op. cit., str.27].
W 1797 r. trzy duże fregaty amerykańskie grupy Constitution wyposażono w średnio 183 kordelasy na każdej z nich. W 1831 amerykańskie szkunery wojenne zabierały po 50 „mieczy” (tyle samo co pik abordażowych i muszkietów). Biorąc pod uwagę ich liczbę i cenę (2,70 dolara za sztukę) jest jasne, że musiało chodzić właśnie o marynarskie kordelasy [61 str.141], używane w zmienionej formie w US Navy jeszcze w latach 1850-tych [Stephen R. Bockmiller & Lawrence J. Bopp, USS Constellation. An illustrated history, Charleston 2002, str.128] i 1860-tych [Echoes of Glory. Arms and Equipment of the Union, Morristown 1991, str.86/87].
Francuzi woleli nazywać broń sieczną swoich marynarzy szablami pokładowymi (szablami abordażowymi) niż kordelasami, ale nie miało to praktycznego znaczenia. Oczywiście głownie były zakrzywione. Jest dość symptomatyczne, że marynarze francuscy posługiwali się znacząco krótszymi szablami niż Brytyjczycy – kordelasami. Głownia wspomnianego wzoru z 1780 r. miała tylko 622 mm, a z ilustracji nie bardzo wynika, by się potem wydłużyła. Rękojeść tego modelu przedstawiała się za to lepiej niż w oszczędnościowych odmianach brytyjskich. Poprzecznie żłobkowanemu trzonowi towarzyszyła tarczka gardy łącząca się z kabłąkiem głównym i dwoma kabłąkami bocznymi. W okresie cesarstwa utrzymywał się zarówno ten typ rękojeści, jak znacznie prostsze odmiany, z jelcem krzyżowym przechodzącym w pojedynczy kabłąk główny, aż do 1814 r. Z drugiej strony wprowadzano też blaszane gardy bardzo rozbudowane, zasłaniające prawie całą dłoń – takie modele zwano popularnie „łyżkami wazowymi” (cuillère albo cuiller a pot). Ta odmiana pojawiła się ze wzorem Roku IX, czyli 1800/1801. W miejscu styku trzonu i klingi gardę tworzyła szeroka, płaska i prawie okrągła tarcza, z której w kierunku grzbietowym wystawał i odchylał się lekko w dół bardzo charakterystyczny twór (zapewne można go nazwać tylnym ramieniem jelca) w kształcie pięciolistkowego czubka liścia dębu. Od strony ostrza tarcza silnie się zwężała i wznosiła do góry, tworząc kabłąk główny, dochodzący do kapturka. Do tej konstrukcji zasadniczej z lewej strony doczepiano głęboko uwypuklony żelazny kosz bez żadnej perforacji. Na skutek bąblowego kształtu silnie się on wyodrębniał od reszty gardy. Szablowa głownia znacznie się wydłużyła (aż do 758 mm), miała płaski grzbiet, po obu stronach szerokie i bardzo długie zbrocza oraz ścięty sztych. Jej szerokość wynosiła 38 mm. Grawerowano na niej skośnie kotwicę. Ośmioboczny uchwyt wykonywano z drewna otoczonego żelazną blachą. Już w roku X (1801/1802) albo XI (09.1802-09.1803) wprowadzono kolejny wzór, w którym kosz gardy przestał być aż tak wypukły, przez co płynniej przechodził w tarczę i kabłąk. Klinga stała się u dołu smuklejsza, mocno zwężająca ku sztychowi, którego już nie ścinano o strony grzbietowej. Po wrześniu 1803 r. grawerowana kotwica się „wyprostowała”. Ze względów praktycznych coraz bardziej skracano głownię, która do 1804 r. doszła do wartości około 67 cm. Szabla abordażowa wz.1811 (produkowana w latach 1811-1816) różniła się minimalnie – oficjalnie zatwierdzono długość stalowej głowni 676 mm (bywały o wartości 665 mm) i szerokość 37 mm (miewały 32 mm), kosz rozpościerał się do góry chyba troszkę mniej, zostawiając dłuższy wolny fragment kabłąka. Długość całkowita szabli wynosiła teraz 80 cm. Od 1817 do 1832 r. Francuzi nie produkowali szabli abordażowych, ponieważ w latach pokoju stare zapasy zupełnie wystarczały. W 1833 r. pojawił się nowy wzór: troszeczkę zmieniono szerokość i długość głowni (w jednym z zachowanych egzemplarzy 36,5 mm x 680 mm, grubość maksymalna 10 mm, długość całkowita broni wzrosła do 83 cm), ale najbardziej rzucającą się w oczy zmianą było zastąpienie pięciolistkowego wydłużenia tarczy gardy przez zwykły płatek o prostych brzegach, mniej odchylony w dół. Zdjęcia tej odmiany, która miała wielki wpływ na stylizację późniejszych kordelasów w innych państwach, obficie występują w sieci.
Rękojeści typu „łyżka wazowa”, z stalowymi blachami zasłaniającymi cały wierzch dłoni, bardzo się rozpowszechniły po obu stronach Atlantyku. Występowały przy kordelasach/szablach abordażowych marynarek królestw Holandii, Belgii, Sardynii od 1847 r., US Navy w latach 1860-tych; we wzorze marynarki austriackiej z 1849 r. (gdzie długość lekko zakrzywionej głowni o zbroczach po obu stronach wynosiła 68 cm, a szerokość – 35 do 38 mm, długość całkowita 82 cm; całość wzorowana na francuskim modelu z 1833, jednak z zachowaniem wcześniejszego, pięciolistkowego przedłużenia tarczy jelca); w szablach marynarki pruskiej z lat 1850-1860 (o dziwnej, prostej głowni rozszerzającej się od zastawy do sztychu, długiej na 58 cm i szerokiej na maksymalnie 42 mm, przy długości całkowitej 74 cm; trzon był obciągnięty skórą) i we wzorze z 1861.
Brytyjczycy wprowadzili nowe wzory w 1845, 1859, 1871, 1875, 1887, 1889 i 1900 r. Oczywiście tylko dwa pierwsze związane są z epoką drewnianych okrętów żaglowych i żaglowo-parowych, więc tylko te omówię (drugi w części 7). Wzór z 1845 r. był pierwszym z tak chętnie dzisiaj pokazywanych jako rzekomo istniejące „od zawsze”, czyli z szeroką, pucharową tarczą gardy przechodząca bardzo płynnie w stopniowo zwężający się ku głowicy kabłąk główny (zniknęły dotychczasowe dwie osobne tarcze – jelca i kabłąka, tworzące ósemkę). Ta część tarczy, która pełniła rolę kabłąka, nie była już płaska, tylko ukształtowana w przekroju na „V” (odwrócone ramionami od trzonu), co bardzo wzmacniało całość. Chociaż dłoń była teraz znacznie lepiej chroniona, to broń gorzej się trzymało, ponieważ dla obniżenia kosztów zrezygnowano ze żłobkowania wzdłużnego trzonu (zostały tylko żłobki poprzeczne) i z nadawania ergonomicznego kształtu. Dodano natomiast małą głowicę. Istotne zmiany zaszły też w głowni. Wyjątkowo długa, płaska klinga długości 750 mm nie była już prosta, tylko lekko, szablasto zakrzywiona. Modyfikacja poglądów na temat optymalnego użycia tych tasaków/kordów/kordelasów marynarskich doprowadziła do wyraźnego zaostrzenia sztychu – teraz uważano, że jest czas (dziesięciolecia pokoju!) na uczenie fechtunku nawet zwykłych marynarzy, więc kładziono większy nacisk na naukę pchnięć.
Kordelasy (hanger), wywodzące się z broni myśliwskiej (hunting hanger), tak dobrze nadawały się do walki w zwarciu, że były popularne także wśród oficerów doby Trafalgaru [Verity, op. cit. str.312], aczkolwiek w mocno odmiennej postaci – znamy egzemplarz o prawie otwartej rękojeści szablowej z krzyżowym jelcem, filigranowym kabłąkiem głównym oraz kształtowanym pod dłoń, bardzo ozdobnym trzonem; zakrzywiona głownia, w górnej części bogato dekorowana, ma długie zbrocze; zrozumienie, dlaczego to nie jest po prostu szabla, przekracza możliwości takiego laika jak ja. Zresztą oficerowie francuskiej artylerii morskiej (korpusu utworzonego 25.10.1795), którzy – podobnie jak instruktorzy - nosili bardziej ozdobne wersje broni marynarskiej na pasie naramiennym, nie mieli wątpliwości, że uzbrojeni są w szable.
Rosyjskie kordelasy marynarskie z lat 1830-tych, zwane tu tasakami, powtarzały najważniejsze cechy wykształcone w innych marynarkach – miały krótką, szeroką i grubą klingę stalową oraz drewnianą rękojeść. Niestety, opisujący je podpułkownik korpusu rosyjskiej artylerii morskiej, potrafiący nawet przy pikach podać sześć różnych wymiarów szczegółowych, przy rozmiarach tasaków popisał się zwięzłością godną księdza Benedykta Chmielowskiego – „wymiary są wszystkim znane” [Aleksandr Ilin, op. cit., str.44].
W oficjalnych wykazach wyposażenia okrętowego Hiszpanie trzymali się tradycyjnego nazewnictwa, bez względu na rzeczywiste preferencje konstrukcyjne: w dobie Trafalgaru cała osobista broń sieczna (poza toporkami) określana była jako szpady/miecze (espadas). Na 15 liniowcach biorących udział w tej bitwie odnotowano ich od 78 do 236 sztuk, średnio 165 [Juan Carlos Mejias Tavero „Los navios espanoles de la batalla de Trafalgar” Anexo II].

Do 1813 r. żeglarzy brytyjskich w robieniu bronią sieczną trenowali profosi, zaś żołnierzy piechoty morskiej - ich właśni podoficerowie. Nie istniał jednak żaden standard nauki fechtunku, chociaż niektórzy oficerowie (w tym Nelson!) wprowadzali rozmaite warianty na własną rękę. Sami ćwiczeni w szermierce szpadą, już wtedy zachęcali swoich ludzi do używania raczej kłucia niż cięcia. W 1813 r. admiralicja zdecydowała się zatrudnić uznanego fechmistrza, Henry’ego Angelo juniora, na stanowisko instruktora marynarki do nauki fechtowania za pomocą kordelasów marynarskich. W 1814 wydano nawet stosowny podręcznik. Podczas gdy armia brytyjska przetrwała przy systemie Angelo (odnoszącym się do szabli w ogóle) aż do 1895 r. (kiedy wprowadzono system włoskiego szermierza Masiello), Royal Navy szybko przeszła na bardziej uproszczone warianty, ale nauka jednolitego fechtunku stała się obowiązkowa i powszechna [Blake & Lawrence, op. cit.; Lavery, op. cit., McGrath & Barton, op. cit.; The Naval Chronicle, vol.XXI].
AR-uzup1. Amerykańskie kordelasy marynarskie przechodziły wielkie zmiany. Początkowo, jak w innych flotach, pewna ich unifikacja wynikała wyłącznie ze składania większych zamówień u jednego dostawcy, a nie z określonych wymagań czy przepisów. Pierwsze kontrakty z końca XVIII w. dotyczyły jednak często tylko jednego okrętu. W 1799 r. marynarka USA podpisała kontrakt z Nathanem Starrem. Wyprodukowane przez niego wtedy kordelasy wzorowano silnie na brytyjskich. Miały prostą, jednosieczną głownię o długości 75 cm i szerokości przy rękojeści 38 mm, z wąską bruzdą przy grzbiecie i szerokim, bardzo kiepsko nadającym się do pchnięcia sztychem. Razem z rękojeścią, zazwyczaj w brytyjskim stylu „ósemkowym”, broń miała długość całkowitą 89 cm. Mniej więcej w tym samym czasie zawierano też kontrakty z innymi dostawcami, jak Lewis Prahl z Fildelfii czy Robert Dingie (Dingee) z Nowego Jorku, a wśród używanych na okrętach kordelasów trafiały się też egzemplarze silnie z silnie zakrzywioną klingą, o wyraźnym sztychu. Bywały rękojeści inne niż „ósemkowe”, przede wszystkim ze słabą rozbudowaną gardą. Szable pokładowe z pierwszej dekady XIX w., o płaskich, lekko zakrzywionych głowniach i szerokich gardach, mające długość całkowitą 82,5 cm, były znacznie lepsze niż wcześniejsze. W 1808 r. u Nathana Starra złożono zamówienie na 2000 sztuk kordelasów długości całkowitej 89,5 cm, z prostą, jednosieczną głownią długości 76 cm. Gardę wykonano z jednego kawałka blachy stalowej wyklepanej na wklęsło (tarczowy jelec i szeroki kabłąk tworzyły jedną całość) i pomalowanej czarnym lakierem. Trzon rękojeści był z klonu, zabezpieczonego przed pękaniem dwiema żelaznymi opaskami, owiniętymi wokół dolnego i górnego końca [Richard Meckel, The Cutlass Carved Its Niche in Our Navy’s Annals, z sieci]. Ze względu na dużą liczbę sztuk oraz udział komodora Johna Rodgersa w wyborze modelu, niektórzy uważają te kordelasy za pierwszą amerykańską broń regulaminową w tej grupie, chociaż nie jest to do końca ścisłe. W 1816 r. zawarto z tym samym producentem kontrakt na 1000 kordelasów marynarskich. Były podobne do poprzednich, ale znacznie krótsze (długość całkowita 77-80 cm, długość głowni 63-66 cm). Prosta głownia o szerokości 32 mm przy rękojeści, z bruzdą długą na około 48 cm, nadawała się do cięcia i kłucia. Trzon rękojeści był troszkę grubszy, a brzegi gardy wywinięto na zewnątrz. W 1826 r. Nathan Starr dostał zamówienie na 2000 nowych kordelasów, długich na 78 cm, tym razem występujących w odmianach z prostą i zakrzywioną głownią z wąską bruzdą.
Prawdziwą ewolucję przyniósł rok 1841. Po raz pierwszy marynarka amerykańska sama ustaliła wzór regulaminowy i znalazła (w 1842 r.) firmę do realizacji zamówienia (Ames Manufacturing Company). Nowy kordelas był wyjątkowo fatalnie zaprojektowaną bronią, paskudną, ciężką i nieporęczną. Pomysłodawca postanowił popisać się znajomością świata starożytnego. Prosta, obusieczna głownia o długości zaledwie 53,5 cm, z środkową ością, nawiązywała do greckich i macedońskich mieczy hoplitów, mając oba ostrza idące po lekko wypukłych na zewnątrz łukach, przez co maksymalna szerokość (44,5 mm) wypadała z grubsza w środku klingi, przyjmując na drodze do rękojeści przewężenie („talię osy”), by przy samym jelcu wrócić do szerokości 40 mm. Rękojeść wykonano z mosiądzu. Garda z jednego, szerokiego kawałka blachy biegła od głowicy do jelca, stopniowo się rozszerzając aż do tarczy w miejscu styku z głownią. Zewnętrzne ramię jelca zakończono skierowaną w dół łezką. Trzon zakończony wydatną głowicą ozdobioną reliefem orła miał powierzchnię o fakturze rybiej łuski (albo rzymskiej zbroi łuskowej – lorica squamata – jak kto woli) z wyraźnie się przebijającymi trzema żelaznymi nitami do mocowania trzpienia głowni. Długość całkowita wynosiła 66,5 cm. Amerykański autor John D. Hammer określił ten kordelas jako „jedną z najbardziej bezużytecznych broni kiedykolwiek zaprojektowanych”. Model firmy Starr z 1816 r. i wzór regulaminowy z 1841 r. można między innymi oglądać na stronie [link widoczny dla zalogowanych] .
Malowanie gardy kordelasów czarnym lakierem (dla fasonu i ochrony przed korozją) było w ogóle dość popularne w pierwszej połowie XIX w. Także dla wspomnianych już francuskich szabli abordażowych wz.1811 i austriackich szabli abordażowych (pokładowych) z 1849 r. typowy był kosz pokryty czarnym lakierem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Sob 19:38, 08 Mar 2014, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 6:01, 07 Paź 2013    Temat postu:

AS) Osobom specjalizującym się w dawnej broni uzupełnienie rysunkowe z pewnością jest niepotrzebne, masę pięknych ilustracji można zresztą znaleźć w podanych przeze mnie źródłach i w sieci. Jednak z uwagi na brak precyzji w prezentowanym tu nazewnictwie (wypływającym zarówno z niekonsekwencji i niezgodności w opracowaniach współczesnych, jak z odrębnych przyzwyczajeń narodowych), innym czytającym przyda się MOŻE tych kilka pobieżnych szkiców:

1. Odmiana kordelasa myśliwskiego/korda z prostą klingą, ulubiona broń wielu oficerów Royal Navy w XVIII w.
2. Brytyjski kordelas/tasak/kord marynarski z rękojeścią „ósemkową” wz.1804. W powiększeniu kształt gardy z dwiema tarczami.
3. Brytyjski kordelas/tasak marynarski wz.1845 z powiększeniem gardy.
4. Kordelas marynarski w specjalnym wykonaniu dla oficera.
5. Kordzik – oznaka rangi wielu oficerów, w tym admirałów.


6. Francuska szabla pokładowa (abordażowa) wz.1780 z powiększeniem rękojeści.
7a. Kordelas (szabla/tasak) abordażowy z rękojeścią typu „łyżka wazowa”. 7b, c, d - rozmaite warianty gardy typu „łyżka wazowa”.
8a. Szpada francuska. 8b, c, d – rozmaite rękojeści szpad noszonych przez oficerów marynarki wojennej Francji w XVIII w. 8e – rękojeść szpady oficera marynarki hiszpańskiej z XVIII w.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 7:54, 10 Paź 2013    Temat postu:

AT) Szpady, szable, pałasze, kordy, kordziki czyli w wielu językach (ale nie w naszym) ogólnie „miecze”, były zawsze uważane za część stroju szlachcica, oficera lub dżentelmena, chociaż np. w Royal Navy do 1805 r. nie istniały żadne specjalne regulacje odnoszące się do tej grupy broni. Przed tą datą w użytku były zarówno „miecze” bojowe jak cywilne (do stroju cywilnego albo dworskiego). „Miecze” bojowe miały czasem zakrzywione głownie, podczas gdy te paradne były zazwyczaj proste. Formę „miecza” oficerów marynarki często kopiowano w Wielkiej Brytanii ze standardowych wzorów armii. Na przełomie XVIII i XIX w. chodziło przede wszystkim o dwa typy – szpadę tzw. modelu piechoty z 1786 oraz szablę lekkiej kawalerii wz.1796.
Szpadę piechoty wz.1786 i jej bezpośrednie poprzedniczki zwano często „spadroon”. Typowa klinga była prosta, smukła, jednosieczna, z szerokim centralnym zbroczem, nadająca się do cięcia i kłucia. Stąd współcześni autorzy anglosascy używają w stosunku do niej także określenia „backsword”, przez polskich specjalistów od dawnej broni tłumaczonego na „pałasz”. Szczerze mówiąc, spośród takich precyzyjnych określeń bronioznawczych jak „krótsza, lżejsza, węższa, smuklejsza”, nigdy nie udało mi się dojść, kiedy (w mm, gramach lub proporcjach) pałasz jest wystarczająco krótki, lekki, wąski i „kłujący”, by zmienić się w szpadę. Nie pomaga mi fakt, że w wielu przypadkach jeden autor o poważnym autorytecie nazywa TEN SAM muzealny egzemplarz szpadą, inny pałaszem, kolejny rapierem, i wcale nie dotyczy to wyłącznie „osławionej” pod tym względem szpady walońskiej. Umówmy się jednak, że kontrast z późniejszymi szerokimi pałaszami o często szablowej rękojeści, upoważnia do trzymania się w tym wypadku terminu „szpada”. Zresztą, aby nie było zbyt konsekwentnie, spadroony miewały też klingi o przekroju rombowym, heksagonalnym, trójkątnym i w kształcie płaskiej litery V, nierzadko dwusieczne. Jakoś je jednak wyróżniano wśród innych szpad, skoro trafiły nadto do USA i Francji, w tym ostatnim państwie zyskując specyficzną nazwę „mieczy angielskich” (épée anglaise). Już w latach 1770-tych owe „spadroony” zdobyły wielką popularność zarówno wśród oficerów brytyjskiej armii, jak marynarki. Charakteryzowały się pojedynczym kabłąkiem w formie strzemienia (przechodzącego w jelec pod kątem prostym), niekiedy obłękiem bocznym u samego jelca i fasetowanym trzonem rękojeści, zwykle z kości słoniowej albo hebanu. Wzór z 1786 r. miał najczęściej specyficzne, kuliste ozdoby na kabłąku głównym i obłęku bocznym (jeśli ten ostatni występował) – po 5 kulek, z największą centralną i kolejno zmniejszającymi się w lewo i prawo od niej. Ta prosta ozdoba bardzo się podobała, a obecnie nadała nazwę całej broni, zwanej przez kolekcjonerów „mieczem pięciokulowym” lub „perlistym”. Głowice były w kształcie poduszeczek lub urn z „pomponem”. W egzemplarzach używanych w Royal Navy wstawiano często „morskie motywy”, jak owinięta liną kotwiczka podpierająca obłęk boczny lub wyryta na kartuszu ze złoconego mosiądzu, przyczepianym opaską do środka fasetowanego trzonu z kości słoniowej. Zresztą wszystkie elementy metalowe rękojeści szpad okrętowych tej odmiany robiono ze złoconego mosiądzu, aby oprócz walorów ozdobnych uzyskać odporność na korozję. [Piękne zdjęcia takiej broni, chociaż najczęściej w wydaniu amerykańskim czy dla Amerykanów, można obejrzeć po wpisaniu w google hasła „spadroon”].
Natomiast szabla lekkiej kawalerii brytyjskiej wzór 1796, zaprojektowana oczywiście głównie do cięcia, ale nadająca się również do kłucia, stanowiła zdaniem Stephena Bulla [op. cit. str.130] jedną z najbardziej udanych szabli tamtego okresu. Jak większość innych broni tego typu miała płaski kabłąk główny, często z charakterystycznym wygięciem w kierunku trzonu, zawsze łączący się z jelcem prawie prostopadle; poza tym zakręcony do dołu koniec ramienia jelca („łezkę”) po stronie grzbietowej głowni oraz krzywą, szeroką głownię z szerokim, płytkim zbroczem. Występowała w wielu wersjach różniących się detalami, te dla oficerów marynarki miały często okrętowe motywy zdobnicze, głównie kotwice oplecione liną, grawerowane przede wszystkim na tarczowych półwąsach. Egzemplarze oficerskie, kupowane indywidualnie, bywały obficie dekorowane, czasem w błękicie i złoceniach. W Royal Navy używano tej broni, przede wszystkim w boju, w całym okresie 1800-1815 [Verity, op. cit. str.310], mimo wprowadzenia w 1805 r. pierwszego modelu regulaminowego.

„Miecz oficerski” wz. 1805, pierwsza regulaminowa broń oficerska w marynarce brytyjskiej, stanowił składankę elementów z rozmaitych modeli wykorzystywanych wcześniej w armii. Bowiem na lądzie zaczęto w Wielkiej Brytanii wprowadzać przepisową broń sieczną już w latach 1780-tych. Teraz wzięto znaną, prostą głownię z „miecza pięciokulowego” (chociaż w 1805 r. bezpośrednio wzorowaną na głowni wzoru 1796 przeznaczonego dla oficerów piechoty) i połączono ją z rękojeścią szabli lekkiej kawalerii wz. 1796. W wariancie dla oficerów starszych całość zwieńczono głowicą w kształcie lwiego łba, zerżniętą z modelu 1803 dla grenadierów i lekkiej piechoty. Od samego początku przewidziano dwie odmiany:
- mało ozdobną, dla poruczników, nawigatorów, kandydatów na oficerów (midszypmenów i pomocników nawigatora), tzw. oficerów z upoważnieniem z Urzędu Marynarki, czyli naprawdę starszych podoficerów (bosmanów itp.). Głownia nie była tu z reguły barwiona czy złocona, dekor ograniczano do monogramów i herbów królewskich, na półwąsach grawerowano kotwiczki, czasem z koroną. Trzon rękojeści owijano drutem i pokrywano czarną skórą ze wzorem w rybią łuskę. Dość prosta głowica przechodziła w nie zdobiony warkocz kapturka, przy jelcu ściągnięty do trzonu skuwką;
- bogato zdobioną odmianę dla oficerów w stopniu co najmniej „dowódcy” (commander); głownie miały tu nie tylko te same ornamenty co w wersji poprzedniej, ale często je złocono w skomplikowane motywy różnego rodzaju, czasem barwiono na błękitno. Trzon rękojeści formowano z kości słoniowej, w poprzecznych rowkach osadzano złocony drut, całość dopasowywano do kształtu dłoni. Głowica z kapturkiem w kształcie głowy lwa przechodziła w warkocz, w górnej części (zazwyczaj) imitujący lwią grzywę. Przy krzyżu jelca warkocz mocowała do trzonu pozłacana skuwka. Oczywiście na złoconych półwąsach też umieszczano wzór kotwiczki oplecionej liną, czasem z koroną.
Głownie mogły mieć najczęstszy kształt w spadroonach, czyli jednosieczny, z szeroką bruzdą, ale bywały też klingi dwusieczne z ością. Typowa długość to 813 mm (przy długości całkowitej 927 mm).
Tym niemniej niektórzy oficerowie, kierując się doświadczeniem bojowym albo chęcią zademonstrowania swojej indywidualności, może także warunkami fizycznymi (wzrost), wyszkoleniem szermierczym czy innymi powodami, traktowali regulamin bardzo luźno. Znamy głownie dużo krótsze (około 83-88 procent długości standardowej, np. 718 mm przy długości całkowitej 820 mm), co do których fachowcy spierają się, czy powstały jako broń dla bardzo młodych midszypmenów, czy może jako odmiana do munduru paradnego. Admirał lord Exmouth używał egzemplarza o szerokiej (38 mm) klindze dwusiecznej bez zbrocza. Trafiali się oficerowie, którzy z broni przepisowej wzoru 1805 zachowali jedynie rękojeść, zaś na klingi brali zakrzywione głownie szabli, na ogół płaskie, z lekkim, szerokim zbroczem; były też jednak szable z wyraźną ością wzdłuż całej głowni. Co ambitniejsi (lub bardziej próżni) porucznicy pozostawali wprawdzie przy czarnym trzonie rękojeści (wykonywanym np. z rogu), aby nie drażnić zwierzchników, ale korzystali z głowicy w kształcie głowy lwa i warkocza stylizowanego na lwią grzywę, czyli z wykończania przynależnego wariantowi dla wyższych oficerów.
Pojawienie się krótszych, lżejszych i nadzwyczaj bogato zdobionych odmian regulaminowego modelu 1805 (otaczano rzeźbami cały jelec, kabłąk i półwąsy, bardzo delikatnie cyzelowano wzorki na kości słoniowej trzonu, stosowano szerokie i grawerowane skuwki, dodawano pochwy z czarnej skóry kapiące złoceniami) spowodowało stopniowy zanik mody na noszenie przez oficerów dawnych szpad do munduru paradnego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 9:18, 12 Paź 2013    Temat postu:

AU) Na przełomie XVIII i XIX w. wśród oficerów francuskiej marynarki wojennej zaznaczyła się wyraźna tendencja odchodzenia od tradycyjnych szpad o wąskich głowniach na rzecz broni o szerszych klingach, przeznaczonych przede wszystkim do cięcia, jak pałasze i szable. Zaważyły tu rozmaite okoliczności subiektywne i obiektywne. Wraz z radykalizowaniem się Rewolucji Francuskiej i uderzaniem w szlachtę, ofiarą padały też związane z tym stanem symbole, w tym szpada. Kojarzyła się nie tylko z masowo mordowaną arystokracją, ale i ze znienawidzonymi urzędnikami królewskimi i całym dworem. Gdy nie było dworu, przestał być potrzebny strój dworski oraz jego elementy składowe. Wśród pragnących imponować swoją rangą oficerów modne stało się noszenie nieco bardziej ozdobnych wariantów zwykłej broni bojowej. Tymczasem w armii (zwłaszcza w kawalerii oraz niektórych formacjach piechoty) dość powszechnie uznano wyższość użytkową pałaszy i szabli nad szpadami bojowymi. Podczas gdy wg rozporządzenia z 1786 r. dodatkiem do munduru oficera królewskiego korpusu kanonierów-marynarzy była krótka szpada, noszona jeszcze na początku rewolucji, już w 1792 r. oficjalnie zastąpiono ją szablą. Wreszcie, wyprawa egipska generała Bonaparte oraz brytyjsko-tureckie współdziałanie, które ostatecznie doprowadziło do klęski tej ekspedycji - najpierw na morzu, potem na lądzie - rozbudziło w większej części Europy żywe zainteresowanie Orientem, w tym używaną tam bronią, co pomogło w renesansie szabli także w zachodniej części naszego kontynentu (szczególnie we Francji i Wielkiej Brytanii).
Około 1800 r. francuska marynarka wojenna adoptowała wzór szabli oficerskiej noszonej do ca 1815, ale obok innych, a nie wyłącznie. Miała rękojeść z kabłąkiem typu strzemienia (dochodzącym do jelca pod kątem prostym) z pozłacanego brązu, żłobkowaną głowicę, szeroki warkocz kapturka i hebanowy trzon. Zwrócony w dół koniec ramienia jelca (łezkę) po stronie grzbietowej głowni ozdabiała głowa lwa, a oba wąsy udekorowano wspólną kotwicą owiniętą liną. Lekko zakrzywione ostrze z płaskim grzbietem miało szerokie, płytkie zbrocze. David Lyon uważał, że typ ten reprezentuje broń w stylu mameluków. Zarządzenie Napoleona z 27.05.1804 nakazywało nosić oficerom marynarki na pokładach okrętów szablę ze złoconą rękojeścią, a na lądzie szpadę, ze złotym węzłem, w czarnej pochwie ze złoconymi ozdobami, zawieszaną u czarnego pasa taliowego.
Podobnie jak w Royal Navy, wielu oficerów uważało szable za nieporęczne i nosiło zamiast nich kordy – praktykę tę potępił w ostrych słowach sam cesarz 5.10.1807, jednak w tych czasach w Europie Zachodniej kadra okrętowa niezbyt się przejmowała ścisłym brzmieniem dekretów mundurowych, uważając ich swobodną interpretację za swoje naturalne prawo. Zresztą w 1805 r. oficerowie marynarki francuskiej używali też wielu innych odmian szabli. Np. komandor Infernet, dowódca liniowca Intrépide pod Trafalgarem, miał szablę kawaleryjską z okresu rewolucji lub cesarstwa. Rękojeść z zaginanym po prostokącie, mosiężnym kabłąkiem oraz mosiężną głowicą z kapturkiem. Trzon rękojeści był drewniany, koniec krzyża jelca zwrócony do dołu, długie spiczaste wąsy. Klinga krzywa, z wygrawerowanym znakiem płatnerza – lekkim jeźdźcem na stającym dęba koniu, wymachującym szablą, do tego trofea wojenne i zwoje liści. Obecność szabli armijnych na pokładach okrętów była równie częsta we flocie francuskiej, jak w brytyjskiej. Inna szabla zdobyta pod Trafalgarem, pochodząca od oficera francuskiego lub hiszpańskiego, ma kabłąkową rękojeść (kabłąk w jednym miejscu wygina się, zbliżając do trzonu), a na półwąsach – kotwicę owiniętą liną. Zaokrągloną głowicę cechują żłobienia i prosty, wąski warkocz kapturka, zaś trzon rękojeści jest czarny, zrobiony z polerowanego rogu, z nawiniętym drutem miedzianym. Stalowa klinga ma silne zakrzywienie, płaski grzbiet oraz pojedyncze, szerokie i płytkie zbrocze. Pochwa z czarnej skóry wyposażona jest w dwie pozłacane ryfki z koluszkami oraz pozłacany trzewik [Verity, op. cit. str.314,315]. Komandor Magendie, dowódca liniowca Bucentaure pod Trafalgarem, nosił szablę o otwartej rękojeści (bez kabłąka), z bogato zdobionym jelcem krzyżowym o wydatnych wąsach, barwionej i grawerowanej głowni, białym trzonie i białej głowicy. Klinga miała wyraźny młotek i chyba ość, ale tej ostatniej cechy nie potrafię zidentyfikować na zdjęciu z wystarczającą pewnością. Zachowała się też szabla oficera marynarki Francji z początku XIX w., z płaskim jelcem krzyżowym przechodzącym pod kątem prostym w płaski kabłąk dążący do paszczy potwora morskiego zdobiącego głowicę. Na dodatek warto zauważyć, że obok wielkiego indywidualizmu w doborze osobistej broni siecznej przez francuskich oficerów okrętowych doby napoleońskiej (mimo istnienia już wzorów przepisowych), panowała też wielka dowolność w terminologii. Nazwanie czegoś przez Francuzów épée wcale nie gwarantowało, że chodzi o szpadę; latte mogło, ale nie musiało oznaczać pałasza; bancal albo sabre z reguły były rzeczywiście szablami, jednak nazwy te mogły opisywać również pałasz. Podobnie zresztą działo się i w Polsce, gdzie pałaszami nazywano rozmaite szable, a z kolei polska szabla admiralska jest w istocie chyba do dzisiaj (a przynajmniej była w latach 1970-tych) pałaszem. Zamiast więc tracić czas na jałowe dyskusje, która nazwa z dawnych epok jest bardziej „prawidłowa”, lepiej opisywać konkretne konstrukcje.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Czw 6:43, 24 Paź 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 7:36, 16 Paź 2013    Temat postu:

AV) Obrazy potwierdzają tę różnorodność, a zarazem wzrastającą predylekcję do szabli i pałasza, nawet przy mundurach paradnych. Oczywiście trzeba brać poprawkę na fakt, że pozujący mógł sobie wziąć do ręki (czy przypasać), co mu się żywnie podobało, zaś artysta mógł malować jeszcze inną broń. Nie brak jednak ilustracji z epoki, które w założeniu miały pokazywać oficerów w najbardziej typowych strojach i z typowym uzbrojeniem, zatem przynajmniej część z tych wizerunków jest wiarygodna. Mały, 10-letni midszypmen brytyjski nosi na portrecie z 1815 r. szablę (o tylko lekkim zakrzywieniu głowni) dopasowaną do jego wzrostu, z bardzo ozdobną rękojeścią kabłąkową. Admirał Saumarez ma u boku przepisową broń wz. 1805, o ile można się zorientować przy zasłaniających ją częściowo fałdach wstęgi orderowej i linkach ozdobnego sznura. Za to admirał Carnegie trzyma w ręku (w okolicach zastawy) coś przedziwnego – klinga krótka, szpiczasta i lekko zakrzywiona wskazuje na broń pochodzącą od kordelasa myśliwskiego, ale rękojeść oprócz jelca i delikatnego trzonu zakończonego wydatną głowicą ma dwa kabłąki po przeciwnych stronach! Komandor Harvey pozował do portretu z ok. 1803 r. chyba ze szpadą, o ile można tak wnioskować na podstawie tarczowej gardy przy jelcu. Wiceadmirał Collingwood ma (c.1810) u pasa długą broń z prostą głownią. Szerokość i długość klingi sugerują spadroon, a rękojeść mogłaby być nieco nieudolnie (z dość dziwnym wygięciem grzbietowej części trzonu) przedstawioną rękojeścią wzoru 1805 – czyli mogłoby chodzić w całości o szpadę regulaminową, gdyby nie tarcza u jelca. Wiceadm. Cockburn ma przy mundurze paradnym w 1820 r. zdecydowanie szpadę dworską w dawnym stylu – o głowni długiej, wąskiej i szpiczastej, równo zbiegającej się do sztychu; o rękojeści (pięknie, chociaż z przepychem zdobionej) z kabłąkiem, ale też tarczą (dekorowaną promieniście rozchodzącymi się od środka żłobkami) łączącą się z krzyżem jelca za pomocą szczątkowej oślej podkowy. Nosił ją stale – wbrew regulaminowi - dlatego, że stanowiła prezent (z 1797 r.) od samego Nelsona. Na słynnych portretach Nelsona, rozmaitych wariantach pędzla Lemuela Abbotta, widzimy admirała z pięknym „mieczem pięciokulowym”, o kilku subtelnych odmianach rękojeści. Na innym obrazie, autorstwa Williama Beechey, Nelson trzyma szpadę o kabłąkowej rękojeści i kulistej głowicy, egzemplarz najwyraźniej paradny. Na kolejnym, namalowanym przez Henry’ego Bone, na rapciach admirała zwisa szpada o kabłąkowej rękojeści, poziomą tarczką w miejscu jelca, wydatną i żłobkowaną głowicą w kształcie urny.
Na rycinie wykonanej krótko przed 1809 r., a przedstawiającej Nelsona przyjmującego szpady od poddających się dowódców hiszpańskich w bitwie u Przylądka Św. Wincentego w 1797 r., wszyscy Hiszpanie wręczają mu niemal identyczne egzemplarze broni o szpadowej, bardzo krótkiej klindze i długiej, otwartej rękojeści, której jedynym elementem gardy jest mała, kolista tarczka. Na pewno nie jest to dokładne odbicie rzeczywistości, chociaż ilustracja odzwierciedla brytyjskie przekonanie o trzymaniu się w marynarce hiszpańskiej szpad, starego symbolu szlachectwa. Tymczasem jednak zachowała się przynajmniej jedna sztuka rzeczywiście wręczona Nelsonowi podczas tej bitwy, ofiarowana przez niego miastu Londyn: jest to przedziwna, mocno stylizowana na „wschodnią” szabla z rękojeścią bez kabłąka i krótkim jelcem o ramionach zawijających się ku górze, pozbawiona wąsów. Takie zawijanie się ramion jelca pokazywane jest w leksykonach na zdjęciach wielu szabli (w tym paradnych karabel), ale – w tych, które ja widziałem – zawsze ku dołowi (w kierunku głowni), a nie ku górze. W każdym razie broń świadczy o uleganiu fascynacją Orientem nawet wśród oficerów marynarki hiszpańskiej, i to jeszcze przed kampanią egipską Bonapartego.
Na ilustracjach przedstawiających oficerów francuskich z bronią regulaminową, widać u ich boku szable przypominające opisany wcześniej wzór z około 1800 r. (chociaż z niuansami w budowie rękojeści oraz z różnym zakrzywieniem głowni, czasem bardzo silnym), bez względu na fakt, czy chodzi o dodatek do munduru wg rozporządzenia z 16.09.1792, czy wg dekretu z 25.08.1800, względnie już z 1802 r., a nawet w 1805 r. Po czasach rewolucyjnej „skromności”, gdy wśród kadry przeważały szable o rękojeści z pojedynczym kabłąkiem (chociaż marynarze nadal używali często wielokabłąkowej gardy przy swoich szablach pokładowych), w późniejszej fazie okresu cesarstwa wróciły szable z dodatkowymi kabłąkami bocznymi, pełniej chroniącymi dłoń.
Na obrazie z epoki generał francuskiej piechoty morskiej z lat 1792-1794 trzyma szeroką szablę z długą, wąską bruzdeczką przy grzbiecie, a rękojeścią całkiem w stylu kordelasów marynarskich (tarcza gardy przechodząca w kabłąk główny), tyle że wszystko mocno zdobione. Tymczasem porucznik morskiej Gwardii Cesarskiej miał silnie wygiętą, krótszą szablę o prostej rękojeści kabłąkowej.
Amerykański komodor Edward Preble miał szablę o silnie zakrzywionej głowni (z szerokim, płytkim zbroczem), zdobionej w górnej części, do której dodano rękojeść „żywcem” przejętą z brytyjskiego „miecza pięciokulowego” z obłękiem bocznym, chociaż akurat bez tych kulistych ozdóbek.
AV-uzup1. Oficerowie amerykańscy, tak jak ich przeciwnicy z innych flot, bardzo długo wykorzystywali wszelką broń boczną nie obejmowaną regulaminami. Kmdr James Sever, dowodzący fregatą Constitution w 1797, a potem fregatą Congress w 1799 r., posługiwał się szablą o bardzo dużej krzywiźnie i niezwykle rozbudowanej rękojeści, z krzyżowym jelcem, tarczką, kabłąkiem głównym i kabłąkami bocznymi. Miał także szpadę o prostym, surowym stylu, w typie brytyjskich „spadroonów”, podobną jak używane w amerykańskiej armii. Midszypmeni na początku XIX w. chętnie nosili silnie wygięte szable, o prostej rękojeści kabłąkowej z drewnianym trzonem oraz mosiężną głowicą w kształcie głowy orła – ulubionym motywem w tej marynarce. W 1812 r. popularniejsze były raczej pałasze i szpady. Ich głowice czy kapturki często wyobrażały orła albo potwora morskiego, krzyżowo-kabłąkowe rękojeści pałaszy bywały dość oszczędne w stylu, z częstym motywem kotwicy (zwłaszcza na wąsach). Szpady silniej dekorowano (na tarczkach, kabłąku, głowicy wykonywano głębokie i gęsto upakowane reliefy, trzon karbowano i owijano ozdobnymi drutami), wyposażano w tarczki poziome i pionowe.
Rozporządzenia mundurowe US Navy zajmowały się tylko bronią noszoną do mundurów paradnych, żądając w 1797 i 1802 by były to szpady, nie precyzując ich charakterystyki. Bronią używaną przez oficerów w boju do 1802 w ogóle się nie zajmowano, a w 1802 kładziono nacisk na noszenie kordelasów oficerskich. Po wojnie brytyjsko-amerykańskiej regulamin w 1814 r. usankcjonował panujące wówczas w praktyce preferencje i wskazał na pałasz, jako właściwy typ broni siecznej kapitanów i poruczników nawet przy mundurach paradnych. Jednak, chociaż wspominano pewne drobiazgi jako obowiązkowe (żółtą barwę rapci) i chociaż produkowano dość długie serie wybranych odmian, to w zasadzie każdy oficer mógł zaopatrzyć się w taki pałasz, jaki uznał za stosowny. Pierwszą regulaminową broń sieczną oficerów wprowadzono w marynarce USA dopiero w 1841 roku! Niewątpliwie istniał wzór 1830, ale nawet regulamin mundurowy z 1833 o nim nie wspominał, a dopiero rozporządzenie mundurowe z 1841 r. zawarło szczegółowy opis żądanego „miecza”. W zasadzie nie muszę się tu rozpisywać, ponieważ ciekawy przegląd „mieczy” marynarki amerykańskiej z lat 1790-1852 każdy sam może znaleźć pod adresem [link widoczny dla zalogowanych] (opracowanie Paula Doggetta, bardzo oszczędne w słowach, ale z dużą liczbą ciekawych zdjęć). Dla porządku wspomnę tylko o dominujących w okresie 1830-1856 tendencjach i głównych modyfikacjach. Modele używane w latach 1814-1851 to przede wszystkim pałasze. Wzór z 1830, wykorzystywany do 1841, to dwusieczny pałasz z środkową bruzdą. Głownię zdobiono rytami panoplii, kotwicy oplecionej liną, bander, roślin i liści. Rękojeść krzyżowo-kabłąkowa miała kapturek w kształcie głowy orła, kabłąk w formie łańcuszka, krzyż jelca zakończony z obu stron wyobrażeniami żołędzi, trzon z obficie grawerowanej kości. Uwagę zwracały pionowe tarczki zastawy (po jednej na stronę) w kształcie muszli, tak małe, że można je wziąć za wąsy.
Regulaminowy wzór 1841 miał stały kabłąk z środkowym punktem przegięcia, bardziej bogato dekorowany kościany trzon, a tarczki zastawy (montowane najwyraźniej na zawiasach) mocno urosły i otrzymały charakterystyczny wzór z liści. Jednosieczna głownia powinna była mieć wg rozporządzenia minimum 66 cm długości i przynajmniej 25,4 mm szerokości przy rękojeści; uchwyt obciągnięty białą skórą, pochwa pokryta skórą czarną. Wzór z 1852 r. przyniósł poważne zmiany. Rozporządzenie precyzowało obie granice długości głowni (od 66 do 74 cm), która teraz była szablasta (minimalnie zakrzywiona), z szerokim i głębokim zbroczem na około 2/3 długości, grawerowana w liczne wzory. Rękojeść zmieniła się w krzyżowo-tarczowo-kabłąkową, pół-koszową, z wygiętym ku dołowi tylnym ramieniem jelca (łezką w kształcie głowy delfina), bogato dekorowaną tarczką poziomą przechodzącą w kabłąk główny, ale przytrzymywaną też przez nieznaczny kabłąk boczny (dający ażurowość gardy), z prostym kapturkiem prawie bez warkocza, głęboko karbowanym trzonem zrobionym w „skórę rekina”. Obciągnięta czarną skórą pochwa miała trzy pozłacane okucia, najniższe z ostrogą w kształcie morskiego potwora (?), dwa górne z ryfkami wyobrażającymi splecione liny. Tę szablę oficerowie amerykańscy nosili do końca wojny secesyjnej (obok licznych odmian nieregulaminowych).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Pon 18:02, 02 Gru 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:36, 20 Paź 2013    Temat postu:

AW) W miarę mijania XIX w. występował coraz większy nacisk, we wszystkich marynarkach, na tłumienie indywidualizmu oficerów (przynajmniej w zakresie mundurów i uzbrojenia) oraz zmuszanie ich do noszenia broni przepisowej wg kolejnych wzorów.
We Francji powrót Burbonów po ostatecznym obaleniu rządów Napoleona zaznaczył się także w zakresie broni siecznej we flocie. Na życzenie Ludwika XVIII powrócono do szpad, tradycyjnego oręża szlachty francuskiej. Co prawda szpady faktycznie nigdy nie zniknęły całkowicie w siłach zbrojnych Francji. Zachowali je – jako broń regulaminową – oficerowie niektórych kompanii piechoty, a po utworzeniu własnego dworu cesarz Napoleon zalecił je do munduru noszonego na lądzie przez oficerów marynarki, zdając sobie sprawę z nieporęczności ciężkiej szabli w charakterze ozdoby stroju dworskiego. Teraz, w 1816 r., szpada miała wrócić na miejsce główne, regulowana szczegółowymi przepisami odnośnie rodzaju ozdób dla rozmaitych służb. Szpiczasta, lekka klinga osiągała około 80 cm długości. Typowa rękojeść z długim trzonem i wydatną głowicą obejmowała krzyż jelca rozszerzający się na jednym końcu w rodzaj kapelusza grzyba, a na drugim przechodzący płynnie w kabłąk główny. Gardę tworzyły dwie tarczki: jedna z nich, prawie pozioma, odchodziła na zewnątrz od krzyża jelca; tarczka pionowa szła od krzyża jelca w dół. Od kabłąka głównego oddzielał się w dole kabłąk boczny, przytrzymujący tę quasi-poziomą tarczkę. Najważniejszym wyróżnikiem były ozdoby, które obok motywów morskich (np. kotwice oplecione liną) zawierały też tarczę herbową Burbonów z ich charakterystycznymi liliami.
Francuzi wprowadzali potem drobne korekty w swoich modelach oficerskiej broni siecznej, długo jednak zachowujących ten podstawowy kształt szpady wz. 1816. Modyfikowali zwłaszcza zdobnictwo, w miarę jak kolejne rewolucje zmiatały kolejne rządy. W sieci można obejrzeć świetne zdjęcia zachowanych egzemplarzy, ale wiarygodność opisów jest wysoce problematyczna, nawet na stronach specjalnie niby poświęconych broni marynarki francuskiej. Model z 1837 r. opisywany jest jako używany do 1853 r. ale zarazem z rodziny rozpowszechnionej w III Republice, czyli po 1870, i to pomimo faktu wyróżniania wzoru 1848, czyli przynależnego II Republice, który rzekomo też miał należeć do III Republiki. Po prostu opisana wyżej konstrukcja zasadnicza (garda dwutarczowa z poziomą tarczką zewnętrzną i pionową tarczką wewnętrzną, jelec krzyżowo-kabłąkowy, dodatkowy krótki kabłąk przytrzymujący tarczkę poziomą itd.) prawie się nie zmieniała, a to, na czym skupiali się twórcy regulaminów, a dzisiaj kolekcjonerzy, dotyczyło tarcz herbowych, kotwic oplecionych, sztandarów, gałęzi dębowych, wieńców, orłów Drugiego Cesarstwa itp. Zdaje się też, że dzisiejsi pasjonaci broni mają poważne problemy z numeracją republik francuskich. Trzon rękojeści bywał z rogu, drewna, macicy perłowej, resztę robiono z pozłacanego mosiądzu albo brązu.
Ważniejszą zmianą był częściowy powrót do łask szabli. Pokazywane w kolekcjach egzemplarze, najczęściej opisywane jako wz.1837, miały być jakoby wykorzystywane od 1837 do 1853 r. albo do 1870 r. i równocześnie przynależeć do okresu III Republiki (1870-1940), co jest całkowicie sprzeczne. Taki opis ignoruje ponadto istnienie wzoru 1847 oraz szable II Cesarstwa (1852-1870). Przy braku precyzyjniejszej literatury (w ogóle jest taka, tylko na razie do niej nie dotarłem!) warto więc skupić się raczej na cechach wspólnych. Głownie tych szabli były całkiem lub prawie całkiem proste, więc – mimo oficjalnej nazwy – chodziło w istocie o pałasze. Przy szczątkowym jelcu krzyżowo-kabłąkowym, a właściwie tarczowo-kabłąkowym (chociaż z silnie zawiniętym w dół tylnym ramieniem o wydatnej, czasem rzeźbionej „łezce”) znajdowała się dość rozbudowana garda w kształcie ażurowego, bogato zdobionego kosza. Różne w kształcie i formie zdobienia kapturki zaopatrywano w warkocz ciągnący się aż do kosza. Klingi miewały podwójne zbrocze z brudami rozdzielonymi żeberkiem. W stylu ta broń nawiązywała do pałaszy francuskiej ciężkiej kawalerii, zarówno z 1813, jak 1853 r., chociaż półkoszowe rękojeści w ogóle bardzo się w XIX w. rozpowszechniły w Europie, w piechocie, kawalerii i marynarce. Wg pięknego i bardzo precyzyjnego rysunku z dekretu wydanego 29.01.1853, przedstawiciele administracji marynarki mieli odtąd nosić szpadę niezwykle podobną do francuskiej szpady z około 1800 r. - jelec krzyżowo-kabłąkowy charakteryzował się zamocowaną od strony zewnętrznej krzyża pionową tarczką zastawy (brak tarczki poziomej). Tylne ramię krzyża jelca mocno się rozszerzając (jak w poprzednich modelach) schodziło teraz jednocześnie trochę w dół. Kabłąk boczny stał się prawie szczątkowy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 7:42, 21 Paź 2013    Temat postu:

AX) W Royal Navy ważne zmiany pod względem broni siecznej oficerów przyniósł rok 1825. Postanowiono wówczas, że wszyscy oficerowie mianowani przez admiralicję (czyli do najmłodszego porucznika włącznie) mają nosić szpady wzoru 1805 w odmianie dekoracyjnej, te mniej ozdobne zostawiając tylko midszypmenom i oficerom kierowanym przez Urząd Marynarki. Zdecydowano ponadto o stworzeniu zupełnie nowego wzoru dla tzw. służb cywilnych floty, czyli sekretarzy admirałów, intendentów i oficerów medycznych. Chirurdzy i lekarze już od 1805 r. nosili mundury oficerskie oraz „miecze” wzoru 1805, chociaż nikt nie określił, w jakiej te ostatnie mają być odmianie. Teraz jednak, w 1825, nakazano oficerom służb cywilnych nosić zupełnie inną broń, wzorowaną silnie na dawnych szpadach dworskich. Krzyż jelca z ramionami skręconymi w dół i zakończonymi „łezkami”, pojedynczy kabłąk główny, oliwkowa głowica z długim zwieńczeniem i połowiczna ośla podkowa uzupełnione były tarczką gardy, po wewnętrznej stronie (bliższej ciału noszącego broń u pasa) często łamanej w dół na zawiasach. Stosownie do rodzaju służby cywilnej szpady te miały własne, przepisowe ozdoby wyróżniające, chociaż ogólnie zachowały skromny wygląd. Jednak bodaj najważniejsza z regulacji 1825 roku polegała na tym, że po raz pierwszy do ustnych zarządzeń dodano szczegółowe rysunki, wykluczające dotychczasową wielką swobodę interpretacji.
W 1827 r. przepisowy „miecz” oficerów Royal Navy uległ całkowitej zmianie. Pod wpływem broni piechoty z 1822 dano znacznie bardziej osłoniętą rękojeść, zdaniem angielskich autorów „pół-koszową”, tarczowo-kabłąkową, choć jak dla mnie zbliżoną po prostu do gardy kordelasów marynarskich, tyle że bardzo zdobioną, przede wszystkim za pomocą kotwicy i korony. Oczywiście charakteryzowała się swoimi odrębnościami – zachował się szczątek krzyża jelca w postaci bardzo krótkiego ramienia z wolutą, odchylonego w dół; wewnętrzna części gardy składała się w dół na zawiasach; wychodzący z osłony dłoni kabłąk główny nie miał „blaszanego” stylu jak kordelasach marynarzy i wchodził w paszczę lwu tworzącemu głowicę (znacznie wydatniejszemu niż na kapturku wzoru 1805). W głębokie żłobienia trzonu o wzorze rybiej łuski (koloru białego czy kości słoniowej) wciskano ozdobny drut. Kompletnie zmieniono także głownię: była teraz zawsze jednosieczna, szablowa (o lekkim zakrzywieniu) i ciężka. Nie tylko miała większą szerokość, ale zamiast zbrocza wyposażono ją w wydatną ość czy listwę na całej długości i rozszerzono pióro. Ze względu na dużą sztywność reklamowano tę klingę jako świetnie nadającą się tak do cięcia, jak kłucia, ale praktyka wojenna pokazała, że listwa bardzo przeszkadza w efektywnym cięciu.
W latach 1822-1837 oficerowie brytyjskiej piechoty morskiej nosili standardowe szable piechoty armii (czasem ozdabiane na życzenie motywami okrętowymi). W ich przypadku chodziło rzeczywiście o broń z rękojeścią półkoszową, w której gardę tworzyły przede wszystkim liczne kabłąki.
Pewne niedomówienia rozwiązała w Royal Navy dodatkowa regulacja z 1832 r. Zdecydowano, że midszypmeni mają nosić przepisową broń oficerską, natomiast niżsi oficerowie z upoważnieniem Urzędu Marynarki (czyli bosmani, artylerzyści, cieśle) winni byli zadowalać się czarną rękojeścią, gładką głowicą, z klingami nie barwionymi na niebiesko ani nie złoconymi. Oficerowie służb cywilnych zarzucili teraz swoje lekkie szpady i przeszli na ciężkie szable wzoru 1827.
W 1842 r. w marynarce brytyjskiej wprowadzono alternatywny wzór szabli, którą odtąd mogli nosić oficerowie flagowi. Pod wpływem wschodnim była to broń o silniej zakrzywionej głowni oraz otwartej rękojeści z jelcem krzyżowym. Centralną część skrzyżowania ramion jelca i wąsów bogato zdobiono, z motywem kotwicy oplecionej liną umieszczanym w samym środku. Końce ramion jelca formowano w korony. Szablę tę noszono do munduru paradnego, na wypadek bitwy zachowując raczej egzemplarz wzoru 1827, dobrze chroniący dłoń. Chociaż niektórzy admirałowie przypasywali ową „brytyjską karabelę” jeszcze w samym końcu XIX w., to zapewne większość jej nie lubiła, skoro została oficjalnie wycofana w 1856 r.
W 1846 r. Royal Navy, znowu pod wpływem armii, wprowadziła kolejny wzór podstawowej broni siecznej oficerów. Zamknięta rękojeść tarczowo-kabłąkowa modelu 1827 okazała się bardzo dobra, więc jej prawie nie zmieniono. Jednak ciężką głownię z rozszerzonym piórem i listwą przeszkadzającą w cięciu zastąpiono prawie prostą, płaską klingą z szerokim, płytkim zbroczem na górnych dwóch trzecich długości oraz kończystym sztychem.
AX-uzup1. Pierwszą regulaminową bronią boczną austriackich oficerów marynarki była szabla wzoru 1827. Do końca 1844 r. musiała silnie rywalizować z kordami, nie tylko – jak w innych flotach – chętnie wybieranymi indywidualnie z uwagi na poręczność, ale w tym przypadku także popieranymi przez naczelne dowództwo. Zmieniło się to w listopadzie/grudniu 1846, kiedy nowy (od 1844) głównodowodzący, arcyksiążę Fryderyk, wywalczył decyzję cesarza, zezwalającą na uzbrojenie oficerów marynarki w szable zamiast kordów.
Austriacka szabla M 1846 miała całkowitą długość 920 mm (dopuszczano odchyłki rzędu 50 mm). Tylko minimalnie wygięta głownia o szerokości 30 mm charakteryzowała się długością 78 cm, grzbietem o owalnym przekroju oraz grzbietową krawędzią tnącą w dolnej części. Po stronie zewnętrznej była ozdobiona głęboko wytrawionym wzorem w kształcie orła cesarskiego, po stronie wewnętrznej – kotwicą zwieńczoną koroną. Drewniana rękojeść owinięta była „skórą rekina”. Drewniana pochwa także była obciągnięta skórą, a jej okucia wykonano ze złoconego mosiądzu; miała dwa ruchome koluszka. Na szyjce, koluszkach i trzewiku znajdowały się reliefy o motywach kotwicy i roślin. Pozłacany kosz mosiężny rękojeści był bogato zdobiony głębokim reliefem, m.in. z motywami kotwicy i roślin. Szabla M 1846 dla oficerów piechoty morskiej różniła się od szabli oficerów floty tylko głownią, która miała płaski grzbiet (podobnie jak szabla M 1837 dla oficerów piechoty), oraz rozmieszczeniem koluszek.
Rewolucja z 1848 r. spowodowała gruntowne zmiany w korpusie oficerskim marynarki austriackiej. Wielu Wenecjan opuściło służbę i połamało swoje szable. Odczuwano więc potrzebę wprowadzenia nowego wzoru nie ze względów konstrukcyjnych, tylko ideowych. Opisało go rozporządzenie mundurowe z 30 października 1850. „W zdobieniach kosza pojawiły się dwie panny wodne, orzeł austriacki i kotwica z liną. Na grzbiecie rękojeści głębokim reliefem wyobrażono Neptuna z trójzębem” [Ctirad Beneš, Rakouské válečné námořnictvo, Praha 2004, str.92]. Reszta szabli praktycznie nie uległa zmianie.
Rosyjski pałasz wz.1831 miał długą, jednosieczną głownię, prostą lub lekko zakrzywioną, oraz prostą rękojeść. Długość całkowita wynosiła 86 cm, z tego klinga sięgała 75 cm. Szerokość klingi przy rękojeści 40 mm, przy sztychu 39,5 mm, grubość przy rękojeści 7,6 mm, przy sztychu 0,75 mm [Aleksandr Ilin, op. cit., str.44].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Pią 8:36, 31 Sty 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 6:27, 24 Paź 2013    Temat postu:

AY) W epoce powstawania wzorów przepisowych, specyfikowanych z drobnymi detalami włącznie, krótkie kordy czy kordziki oficerskie, całkowicie nieregulaminowe, stopniowo coraz silniej utożsamiały się w brytyjskiej marynarce wojennej z „młodymi dżentelmenami”, a malało ich wykorzystywanie przez oficerów starszych, do 1805 r. całkiem spore (czasem np. komandorzy używali ich zamiast „mieczy”, a czasem razem z nimi, ponieważ były przydatne podczas abordażów, do parowania cięć i pchnięć). Trzeba jednak pamiętać, że – wbrew powieściom oraz popularnemu mniemaniu – także midszypmeni byli formalnie zobowiązani do noszenia długich „mieczy” i to modelu aktualnie w danym okresie obowiązującego. Tymczasem już wcześniej, 16.04.1794, zmieniono proces rekrutacji do Royal Navy, wprowadzając pojęcie „ochotnika 1 klasy”. Nie było jeszcze broni regulaminowej, lecz od takiego ochotnika – dopiero szkolącego się na midszypmena – oczekiwano noszenia właśnie kordzika. Zachowany egzemplarz z okresu 1803-1805 ma białą rękojeść z kości słoniowej, pozłacaną, grawerowaną głowicę i płaską, grawerowaną tarczkę. Głownia jest prosta, dwusieczna z głębokim zbroczem do sztychu. Pochodzący z 1805 kordzik należący do późniejszego komandora Marryata ma ozdobioną płaskorzeźbami ośmioboczną, pozłacaną głowicę oraz żłobkowany trzon z kości słoniowej, z wygrawerowaną złotą opaską pośrodku. Prosta, stalowa klinga o diamentowym przekroju charakteryzuje się głębokim centralnym zbroczem, ramiona jelca zawijają się na końcu w woluty, na jednym ramieniu skierowaną ku górze, na drugim ku dołowi, na kształt litery „S”. Oficerowie brytyjscy walczący w bitwie pod Abukirem w 1798, zwanej przez Anglików bitwą na Nilu, zamówili sobie szczególne egzemplarze szabli z rękojeścią w kształcie krokodyla (wrócę do nich w odcinkach poświęconych „mieczom honorowym”), a w nawiązaniu do tamtej broni pojawiły się podobne kordziki, z silnie zakrzywionymi szablasto głowniami i szablową rękojeścią, której głowica wyobrażała głowę krokodyla z obfitym uzębieniem, zaś kapturek i warkocz kapturka imitowały krokodyli pancerz. Jeden z egzemplarzy takiego krzywego kordzika ma głownię o długości mierzonej na brzuścu 362 mm i szerokość przy zastawie 29 mm. Głownie proste kordzików miewały przekrój trójkątny, z jednym ostrzem i bruzdeczką przy grzbiecie; owalny, z centralnym zbroczem; diamentowy z ością i centralnym zbroczem; inne. Długość tych kling mogła wahać się co najmniej między 31 a 46 cm.
W latach 1827-1846 regulamin Royal Navy już oficjalnie żądał od „ochotników 1 i 2 klasy” noszenia kordzików przy mundurach. Jednak pierwszy przepisowy kordzik dla midszypmenów opisano dopiero w przepisach z 1856 r., a więc pojawi się tu w części siódmej.
Francuzi także nie stronili od nieregulaminowych kordów, jak tego dowodzi chociażby wspomniane wcześniej zarządzenie poirytowanego Napoleona z 5.10.1807. Francuski kordzik oficerski z około 1805 r. ma czworoboczną rękojeść z twardego, polerowanego drewna ozdobionego wzorem w ukośną kratkę. Mosiężny krzyż jelca z ramionami tworzącymi literę „S” i łezkami na końcach, uzupełniony o dodatkowy obłęk po jednej stronie, z trzema małymi kulami pośrodku. Klinga pochodząca ze szpady i ponownie zaostrzona, jest grawerowana w trofea militarne, herb Republiki Genui oraz motto „Viva La Republica DI”.
AY-uzup1. W marynarce austriackiej kord/kordzik miał szczególne znaczenie z kilku względów. Oczywiście oficerowie i tak chętnie zastępowali nim ciężkie szable czy długie szpady po prostu dla wygody (podobnie jak było w Royal Navy, czy - ku irytacji Napoleona – flocie francuskiej), ale tutaj sprzyjała mu tradycja i (do pewnego momentu) naczelne dowództwo. Broń tę Austriacy nazywali oficjalnie sztyletem (Marine-Offiziersdolch), a noszenie sztyletów było narodową tradycją wielu ludów podległych cesarstwu austriackiemu. Początkowo zaopatrywano się w nią indywidualnie, wg własnych gustów i przyzwyczajeń. Pierwszy sztylet regulaminowy pojawił się w rozporządzeniu mundurowym z 1827 r., dlatego zwykle określany jest jako wzór 1827. Kordzik ten miał klingę z obustronnym zbroczem, długą na 30 cm. Rękojeść wykonano z drewna hebanowego. Trzonowi nadano prostokątny przekrój. Powierzchnię uchwytu grawerowano w kratkę. Prosty krzyż jelca miał na końcach odwrotnie skierowane łezki. Wykonano go z mosiądzu, tak jak głowicę. Pochwa z czarnej skóry miała okucia bez ozdób. Przy jej środkowej i górnej partii umieszczono ruchome kółka do zawieszania. Wiceadmirał Paulucci, głównodowodzący marynarki austriackiej w latach 1824-1844, był wielkim entuzjastą kordów/sztyletów jako oficerskiej broni bocznej. Zgodnie z rozporządzeniem mundurowym z 20.08.1837 taką broń mieli nosić także kadeci. Kordy nie zniknęły tutaj nawet po objęciu przez szablę (grudzień 1846) roli podstawowej. Sztylet M 1849 wprowadzono rozporządzeniem mundurowym z 30 kwietnia 1849. Miał być „noszony po lewej stronie, zwieszony za pomocą sznura zwiniętego ze złotych i czarnych włókien”. Dokładny opis broni znajduje się w rozporządzeniu mundurowym z roku 1854. Głownia o długości 21 cm była dwusieczna, po obu stronach ozdobiona trawionymi wzorami. Rękojeść z kości słoniowej miała wzdłużne żłobkowanie. Zdobiony ornamentami krzyż jelca, o wymiarze 6,6 cm, wykonany był z mosiądzu, podobnie jak głowica o kształcie cesarskiej korony. Mosiężną pochwę zdobił relief, w jego górnej części wyobrażono kotwicę skrzyżowaną z lufami działowymi (w innym wariancie głowę Neptuna) i zwieńczoną cesarską koroną. W części dolnej użyto ornamentu roślinnego, tak jak na ryfce dolnego koluszka. Na powierzchni wszystkich części mosiężnych broni nanoszoną pozłotę [Beneš, op. cit., str.93].
Do 6.02.1852 te „sztylety marynarki” noszono także poza służbą, potem tylko na służbie i stopniowo coraz rzadziej. Rozporządzenie mundurowe z sierpnia 1865 r. już ich nie wymienia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Pon 18:08, 02 Gru 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 6:42, 25 Paź 2013    Temat postu:

AZ) „MIECZE HONOROWE”
W gruncie rzeczy oficerska sieczna broń „honorowa” nie była używana w bitwach na żaglowcach i drewnianych okrętach żaglowo-parowych. Jednak stanowiła ważny składnik etosu walki morskiej (lądowej zresztą też, lecz tu się nią nie zajmuję), a mnie fascynuje z uwagi na niezwykłe piękno wielu egzemplarzy (nie wszystkich!). To prawdziwe dzieła sztuki, zaś ich rozdawnictwo wiązało się z ważnymi aspektami społecznymi i propagandowymi. Zatem, mimo braku walorów bojowych, zamierzam poświęcić broni honorowej bardzo wiele miejsca.
Pomysł obdarowywania kogoś, w dowód uznania i wdzięczności, bronią wykonaną szczególnie pięknie – albo przynajmniej bogato ozdobioną – sięga zapewne pierwocin dziejów. Mnie jednak interesują tylko realizacje tej idei w odniesieniu do oficerów na drewnianych okrętach żaglowych. Nie mam też zamiaru wyszukiwać żadnego „pierwszego przypadku”, ani prowadzić badań kompleksowych, które miałyby temat wyczerpać. Napiszę o tym, czego jestem pewny. To i tak będzie bardzo dużo, a osobom chętnie sięgającym po powieści i opracowania historyczne, w których często pojawia się motyw nagradzania bohatera „szpadą honorową” (sam się do takich czytelników zaliczam), zebrany materiał pozwoli zapewne rozszerzyć spojrzenie na tę ciekawą kwestię.
Niestety, wielkim problemem przy omawianiu przedmiotów o takiej wartości artystycznej i symbolicznej jest brak możliwości pokazania ich wizerunków. Tzn. ja odpowiednie ilustracje mam, ale bez praw do reprodukcji. Nawet gdybym dysponował czasem na mozolne przerysowywanie zdjęć muzealnych egzemplarzy, to brak mi talentu artystycznego, by to miało sens. W tej broni liczą się zaś przede wszystkim subtelne ozdoby, a nie forma techniczna wyrobu. Dlatego możliwie często będę dawał tu linki do stron w sieci, gdzie osoby – chcę wierzyć, że uprawnione – odpowiednie zdjęcia już zamieściły.
Najstarszy przypadek, na jaki się dotąd natknąłem, dotyczy roku 1746. Francuski korsarz Pierre Anguier (1715-1789) otrzymał wówczas od króla Ludwika XV szpadę honorową (wręczoną obdarowanemu 30.04.1746 przez sekretarza stanu d/s marynarki, Jeana-Frédérica Phelypeaux) w uznaniu czynów bojowych i za służbę koronie w sekretnej misji o szczególnym charakterze. Chodziło o dowiezienie do Szkocji, na kilku jednostkach, pieniędzy, prochu, zapasów i żołnierzy [wszystko w nadzwyczaj skąpych ilościach, co francuscy autorzy pomijają już milczeniem] pretendentowi do tronu angielskiego, księciu Karolowi Edwardowi Stuartowi. Zasługi Anguiera polegały przede wszystkim na tym, że dzięki korsarskiej przebiegłości przedarł się w dwie strony przez brytyjską blokadę szkockich wybrzeży. W każdym razie szpada honorowa, którą dostał (można ją oglądać na stronach historic-marine-france.com/armes/anguier_epee.jpg; /armes/anguier.jpg oraz [link widoczny dla zalogowanych]) odznacza się osobliwym kształtem. Piękną i klasyczną w formie rękojeść krzyżowo-kabłąkową z tarczkami gardy i oślą podkową wycyzelowano w srebrze w paryskim zakładzie złotniczym. Natomiast wykonana w Dunkierce klinga, obficie grawerowana, zbiega się szpiczasto ku sztychowi w dwóch etapach – najpierw bardzo nieznacznie, zachowując dużą szerokość, potem robi się skokowo o wiele węższa.
Najstarszy znany przypadek brytyjski, to wręczenie pod koniec 1760 r. przez władze wyspy Barbados honorowej szpady ze złoconą rękojeścią komandorowi Charlesowi Middleton. Dowodząc od 1758 r. w rejonie Wysp Podwietrznych kolejno dwiema fregatami, trzebił tamtejsze wody z francuskich korsarzy i paraliżował handlową żeglugę Francuzów, wykazując nadzwyczajną aktywność i skuteczność. Być może broń ta znajduje się obecnie w Victoria and Albert Museum.
Amerykański dowódca John Paul Jones, traktowany przez Francuzów jako ktoś w rodzaju ich korsarza czy kondotiera, otrzymał w 1780 „złotą” szpadę od Ludwika XVI (obok Orderu Zasługi). Prezent ten wyrażał uznanie dla nadzwyczajnych wyczynów Jonesa na morzu w 1779 i skuteczności wykazanej 1780 r.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 6:47, 27 Paź 2013    Temat postu:

BA) Kongres amerykański kupił w 1786 r. we Francji dziesięć eleganckich szpad ze srebrnymi rękojeściami, pragnąc wyróżnić nimi szczególne zasługi w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Jedna z tych szpad trafiła do oficera marynarki, komodora Johna Hazelwooda z Pensylwanii. Zgodnie z uchwałą Kongresu z 4.11.1777 Hazelwood otrzymał ją za wspaniałą obronę, zorganizowaną na rzece Delaware przy pomocy kanonierek, galer, tratew podpalających, które wspólnie z bateriami brzegowymi przeszkodziły brytyjskim okrętom posuwać się w kierunku Filadelfii i zadały im 23.10.1777 ciężkie straty. [Między tymi datami nie ma sprzeczności – Kongres przydzielił kilkanaście takich szpad, ale przez lata wyłącznie na papierze]. Szpada Hazelwooda ma rękojeść krzyżowo-tarczowo-kabłąkową, wyposażoną w podwójną tarczkę gardy i oślą podkowę. Można ja dziś zobaczyć w Naval Museum w Waszyngtonie, a nie wychodząc z domu – na [link widoczny dla zalogowanych] .
Porucznik Royal Navy, Home Popham, dostał w 1786 r. honorową szpadę od Kompanii Wschodnioindyjskiej za wyróżniający się wkład w badania hydrograficzne na Oceanie Indyjskim.
Senat i Obywatele Jamajki ofiarowali w 1791 r. piękną szpadę honorową „wartości 100 gwinei” komandorowi Samuelowi Hoodowi, ówczesnemu dowódcy 32-działowej fregaty Juno, za bohaterskie ratowanie ludzi z wraku w porcie St Anne podczas sztormu 3.02.1791. Tę lśniącą złotem broń o emaliowanej rękojeści krzyżowo-tarczowo-kabłąkowej (srebrnej i złoconej lub złotej), z delikatną, spiczastą głownią o trójkątnym przekroju, złoconą i barwioną (na niebiesko) na całej długości, przechowuje się obecnie w National Maritime Museum w Greenwich. Da się ją zobaczyć na stronie Presentation Small-Sword - National Maritime Museum po równoczesnym wpisaniu w Google haseł „sword” i „Samuel Hood”. Hood jeszcze dostał w 1799 r. honorową szpadę od władz Londynu, zaś komitety plantatorów w Indiach Zachodnich przyznały w latach 1793-1797 cztery szpady honorowe za zwalczanie korsarzy.
W 1793 r. kontradmirał John Macbride był oficerem flagowym na Downs. Za zasługi w zwalczaniu francuskich okrętów korsarskich otrzymał od wdzięcznych „subskrybentów” (pewnikiem kupców, armatorów lub agentów ubezpieczeniowych) szpadę honorową z obficie emaliowaną rękojeścią, typu krzyżowo-tarczowo-kabłąkowego, z pojedynczą tarczką i szczątkową oślą podkową. Urnowa głowica jest też intensywnie zdobiona, a uwagę zwraca wielkie „oczko” w środku kabłąka. I tę szpadę przechowuje się od 2000 r. w National Maritime Museum w Greenwich [a jej zdjęcie jest do „wytropienia” w sieci].
Wśród licznych nagród, honorów i odznaczeń, jakie lord Howe odebrał za wielkie zwycięstwo w bitwie Sławnego Pierwszego Czerwca (1794 r.) był wręczony osobiście przez samego króla „miecz” ze złotą rękojeścią wysadzaną diamentami, o niesamowitej jak na owe czasy wartości 3000 gwinei. Konstrukcyjnie chodziło o szpadę. Rękojeść krzyżowo-tarczowo-kabłąkowa bez oślej podkowy zdobiona była również błękitną emalią. Tę piękną szpadę można zobaczyć na starych zdjęciach (potomka lorda Howe’a) pod adresem lafayette.org.uk/cur1412.html. Jej historyczna wartość polega na tym, że była pierwszą znaną nam honorową bronią sieczną ofiarowaną w Wielkiej Brytanii przez kogoś innego niż korporacje kupców czy plantatorów.
Król jest co prawda bardzo specyficzną osobą prywatną, ale od tego czasu narodziła się moda na indywidualne czynienie takich podarunków, a owe „miecze honorowe” zaczęły być tak pożądane przez oficerów Royal Navy, że czasami deklarowali nawet chęć pokrycia części lub całości kosztu wykonania, byle móc się szczycić podobnym wyróżnieniem. Wspominałem wcześniej o szpadzie ze złoconą rękojeścią, którą młodemu wówczas komandorowi, George’owi Cockburnowi podarował w 1797 komodor Horatio Nelson, uprzednio zleciwszy jej wykonanie w Londynie. Porucznik Frederick Lewis Maitland, dowódca brygu-slupa Kingfisher w 1797 r. osiągnął na nim takie sukcesy w zwalczaniu francuskich żaglowców, że załoga zebrała 50 gwinei, aby sprezentować mu honorowy „miecz”. Kiedy kmdr John Talbot odchodził w listopadzie 1805 z 50-działowca Leander, by objąć dowództwo innego okrętu, wdzięczni i dumni z osiągniętych wspólnie sukcesów oficerowie dwupokładowca ofiarowali mu szpadę honorową wartości 100 gwinei.
Adm. William Cornwallis miał srebrną, pozłacaną szpadę honorową z napisem „21 czerwca 1805 Okręt Jego Królewskiej Mości Wasp”. Slup Wasp wchodził istotnie w 1805 r. w skład Floty Kanału adm. Cornwallisa, ale trudno zgadnąć, jaki miałby być między nimi ściślejszy związek. Być może chodziło o to, że kilkadziesiąt lat wcześniej slup o tej nazwie (oczywiście inny) stał się pierwszym okrętem oddanym pod dowództwo młodego Williama Cornwallisa. Szpada ta miała całkowicie złoconą rękojeść krzyżowo-kabłąkowo-tarczową, z pojedynczą tarczką, szczątkową oślą podkową, gałką na końcu wolnego ramienia krzyża, reliefami na krzyżu, kabłąku, trzonie i urnowej głowicy. Mimo kapania złotem była bardzo subtelna i elegancka.
Midszypmen Henry Cox tak wyróżnił się w zwycięskiej walce stoczonej 14.08.1813 przez bryg HMS Pelican, na którym służył, z brygiem USS Argus, że koledzy oficerowie ofiarowali mu honorowy „miecz”, który był wariantem regulaminowego „spadroonu” wyższych oficerów wz.1805, z klingą o szerokiej listwie, bardzo obicie barwioną na niebiesko i złoconą. Cox służył potem (od 13.06.1831) w Straży Wybrzeża i odznaczył się wielokrotnie w ratowaniu życia i mienia ludzi. Dostał za to deszcz nagród, a wśród nich kolejny „miecz”, tym razem sprezentowany przez londyńskie towarzystwo ubezpieczeniowe.
Porucznik George Pretyman, służący w latach 1818-1821 w Indiach na 58-działowcu Salisbury, musiał wyjątkowo ciepło zapisać się w pamięci swoich podwładnych, skoro obdarzyli go szablą honorową. Ma ona głownię z wzorami trawionymi (?) na całej długości; zamknięta rękojeść jest wyjątkowo ozdobna – szerokie półwąsy charakteryzują się rzeźbionymi krawędziami i reliefem na powierzchni; rzeźbiona głowica przechodzi w falisty kabłąk, którego większą część zajmuje postać uskrzydlonej bogini zwycięstwa; biały trzon (uchwyt) z kości słoniowej jest subtelnie kratkowany na wybranych powierzchniach.
Admirał Houston Stewart mógł poszczycić się nawet dwoma „mieczami” honorowymi ofiarowanymi prywatnie. Od stycznia 1815 do marca 1817 w stopniu „dowódcy” operował w rejonie Jamajki jako kapitan slupów Shark, Royalist, Rifleman. Mieszkaniec wyspy, John Lynch, z rodziny kupieckiej osiadłej tu już w XVII w., członek lokalnej milicji Św. Katarzyny, prawnik, wspólnik w firmie Munro, Bullock & Lynch z Kingston, miał jakieś specjalnie serdeczne stosunki ze Stewartem, skoro nie tylko wręczył mu bogato zdobioną szablę honorową, ale w 1818 r. obdarzył jednego ze swoich (nieprawdopodobnie licznych!) potomków imionami Houston Stewart. Zostawiając oseska na boku, zajmijmy się bronią; szeroka, jednosieczna głownia ma wizerunki, złocenia i napisy na całej długości; rękojeść jest bardzo podobna do opisanej wyżej przy szabli Pretymana, chociaż w poprzeczne żłobki trzonu wciśnięto ozdobny drut, a motywy rzeźb i reliefów na falistym kabłąku są inne. Już jako komandor, Stewart dowodził w latach 1823-1826 slupem 20-działowym Menai z bazą w Halifaxie. W styczniu 1825 midszypmeni tego okrętu ofiarowali mu pałasz zbliżony do standardowej broni wyższych oficerów wz.1805, tylko z jeszcze bogatszymi dekoracjami klingi oraz rękojeścią najwyraźniej inspirowaną rękojeściami szabel Funduszu Patriotycznego z okresu wojen napoleońskich. W ten sposób Stewart miał dwa „miecze”, popularnie nazywane w Polsce szpadami honorowymi, z których żaden nie był de facto szpadą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 8:48, 28 Paź 2013    Temat postu:

BB) Mocno różniły się od innych „miecze nilowe”. Kapitanowie Royal Navy, którzy w sierpniu 1798 walczyli w bitwie pod Abukirem - będącej dla Brytyjczyków bitwą na Nilu – w trzy dni po zwycięstwie założyli specyficzny „Klub Egipski”. Postanowili ofiarować kontradmirałowi Nelsonowi szczególny „miecz honorowy” i stosowny portret. Niestety nie można być pewnym szczegółów tej broni. Wiadomo, że miała bardzo specyficzną, obficie (czasem w 100 procentach) złoconą rękojeść – trzon uformowano w tułów krokodyla (z zarysem łap), głowicę tworzyła głowa tego gada, skierowana w osi trzonu. Jelec tarczowo-kabłąkowy cechował się prawie całkiem płaską, owalną tarczką z ozdobnym rantem. Oryginał skradziono jednak w 1900 r. i nigdy się nie odnalazł. Oficerowie-ofiarodawcy sporządzili sobie kopie tej broni na własny użytek i niektóre sztuki się zachowały, można je obejrzeć w muzeach i w sieci (najłatwiej po zagooglaniu: Nile, captains, sword). Rzecz w tym że chociaż „wierne kopie”, to jedne mają głownie typu szerokiej, silnie zakrzywionej szabli (np. egzemplarze komandorów Hooda i Saumareza, cechujące się rozległym, płytkim zbroczem), a inne – prostej, dwusiecznej szpady o diamentowym przekroju, sześciokątnym przy sztychu. Jedne i drugie były w górnej części barwione cieplnie na niebiesko i złocone, ponadto grawerowane w wiele różnych wzorów i napisów. Nie wiadomo przez to, czy egzemplarz ofiarowany Nelsonowi był szpadą czy szablą. Tym niemniej przewaga liczebna dobrze udokumentowanych i powiązanych z konkretnymi osobami sztuk o głowni szablowej, a także wykonywanie potem na ich wzór silnie zagiętych kordzików, przemawiają za tą wersją. Siak czy owak, chociaż szablom/szpadom „nilowym” trudno odmówić wyjątkowej oryginalności, to do mojego zmysłu estetycznego zbytnio nie przemawia ani ociekanie złotem, ani kształty. Ówcześni oficerowie Royal Navy mieli na ten temat inny pogląd. Kiedy w bitwie pod Abukirem zginął kapitan liniowca Majestic, dowództwo przejął po nim pierwszy oficer, porucznik Robert Cuthbert. Był odpowiedzialny za okręt przez prawie całe starcie, więc niby miał prawo oczekiwać nagród przynależnych innym kapitanom. Jednak zgodnie z praktyką Royal Navy, chociaż awansowany na „dowódcę”, a potem szybko na komandora, nie dostał ani złotego medalu, ani nie przyjęto go do „Klubu Egipskiego”. W tej sytuacji za przyznaną nagrodę pieniężną sam sobie obstalował honorowy „miecz” z rękojeścią w kształcie krokodyla. Być może podobną zamówił porucznik Thomas Capel, który na brygu Mutine zawiózł do Anglii wieści o zwycięstwie. Jedną z szabli/szpad „nilowych” ofiarowano księciu Clarence - miał te wybitne zasługi, że był księciem krwi (w końcu królem) i służył w marynarce. Inną pozyskał dla siebie Alexander Davison, przyjaciel Nelsona, który zapewniwszy sobie funkcję agenta pryzowego do spraw bitwy pod Abukirem i obarczony zadaniem kupienia owych „mieczy”, zamówił jeden więcej na własny użytek!
Kolejną bronią honorową ufundowaną poza zrzeszeniami kupców i plantatorów była szpada wręczona Nelsonowi, również za zwycięstwo pod Abukirem, przez króla Obojga Sycylii. Miała złotą rękojeść wysadzaną diamentami – niestety i ona została na przestrzeni dziejów rozparcelowana i doszczętnie rozkradziona (pierwszy diament ukradziono już samemu admirałowi na fecie w Hamburgu!). Sułtan turecki ofiarował Nelsonowi wschodnią szablę ze złoconą rękojeścią (wg McGratha i Bartona, op. cit, szabla ta osiągnęła w 2002 r. cenę prawie 370 tysięcy funtów).

Jednak głównym „źródłem” broni honorowej wręczanej oficerom marynarki brytyjskiej były duże i bogate organizacje: zgromadzenia narodowe poszczególnych wysp w Indiach Zachodnich (reprezentujące najzamożniejszych plantatorów i kupców), kompanie ubezpieczeniowe, Kompania Wschodnioindyjska, Korporacja Miasta Londyn oraz Fundusz Patriotyczny u Lloyda. Te dwie ostatnie są najciekawsze, bowiem działały wg określonego, dość ściśle skodyfikowanego programu długofalowego, zatem zaczniemy od pierwszych.
Pisałem już wcześniej o szpadach honorowych ofiarowanych komandorowi Middletonowi w 1760 r. (Barbados) i komandorowi Hoodowi w 1791 r. (Jamajka) oraz czterech innych sztukach przyznanych w Indiach Zachodnich w latach 1793-1797. Kiedy kmdr Edward Hamilton w krwawej akcji łodziami odbił w Puerto Cabello 25.10.1799 ex-brytyjską fregatę Hermione, władze Jamajki nagrodziły go „mieczem” o wartości 300 gwinei.
Około 1804 r. Zgromadzenie Jamajki za skuteczną ochronę wybrzeży i handlu wyspy ofiarowało wiceadmirałowi Johnowi Duckworthowi „honorowy miecz” w formie szabli wykonanej przez Richarda Teeda z Lancaster Court w Londynie, ze złoconą pochwą, ażurową, dekorowaną w trofea i postacie klasyczne, podobną do pochwy „mieczy” trafalgarskich za 100 gwinei. Sama szabla ma silnie zakrzywioną głownię drobiazgowo zdobioną rysunkami i napisami na całej długości, barwioną na niebiesko, lśniący złotem i pokryty reliefami trzon oraz głowicę w kształcie głowy lwa, z którego pyska wychodzi kabłąk. To właśnie kabłąk i stanowiący z nim jedną całość krzyż jelca są tu najoryginalniejsze – przedstawiają ciało węża z kilkoma zwojami wzdłuż kabłąka, oplatające dwoma splotami głownię i odchodzące na zewnątrz strony grzbietowej klingi, gdzie kolejny zwój tuż przed łbem węża tworzy oczko. Dla większego realizmu całkowicie pozbyto się wąsów. Warto tę broń obejrzeć na [link widoczny dla zalogowanych] .
Starania komandora Fairfaxa Moresby - dowodzącego w latach 1811-1813 slupem Fairfax - w ochronie handlu Malty, skłoniły brytyjskie towarzystwo ubezpieczeniowe na tej wyspie do podarowania mu w 1812 r. „miecza” honorowego. W tym wypadku chodziło o szablę z krzyżowo-kabłąkową rękojeścią. Płaska, jednosieczna głownia ze stali damasceńskiej, o silnym zakrzywieniu, była intensywnie barwiona na niebiesko i złocona, obficie grawerowana rozmaitymi rysunkami, symbolami i okolicznościowym napisem. Srebrna, pozłacana rękojeść kończyła się głowicą w kształcie głowy lwa „łykającego” bardzo mocno zdobiony (reliefem z liści dębowych i żołędzi) kabłąk. Tylne ramię krzyża zakręca łezką w stronę grzbietu klingi, półwąsy mają relief z kotwicy oplecionej liną. Intensywnie rzeźbiony jest też trzon i ramiona krzyża. Broń tę można podziwiać w National Maritime Museum w Greenwich, albo wpisawszy adres [link widoczny dla zalogowanych] .
O „mieczu” przyznanym przez londyńskie towarzystwo ubezpieczeniowe porucznikowi Henry’emu Coxowi za ratowanie życia ludzi i ich dobytku podczas służby w Straży Wybrzeża w latach 1830-tych i 1840-tych, już pisałem.
Podobnie wspominałem szpadę honorową ofiarowaną przez brytyjską Kompanię Wschodnioindyjską w 1786 r. porucznikowi Pophamowi. Ta sama Kompania zamówiła w 1805 r. i wręczyła 22.02.1806 „miecz” honorowy porucznikowi Samuelowi Snookowi z Marynarki Bombaju za wyjątkowo specyficzne zasługi z 1799 r. W latach 1793-1797 w Bombaju zgromadziła się grupa kobiet pochodzących z wysp Palau na Pacyfiku, porzuconych w Indiach bez przyjaciół i środków do życia. Snook wspierał je ze swojej mizernej pensji porucznika, a w 1797 próbował je przerzucić na macierzyste tereny, ale pogoda spowodowała, że żaglowiec – na którym z tymi kobietami podróżował – musiał zawinąć do Macao. Tam Snook kupił na rachunek Kompanii mały slup i ostatecznie dotarł do wysp Palau, pomagając wrócić swoim pasażerkom do ich rodzin. Jego bezinteresowna szlachetność niespodziewanie okazała się dla Kompanii bardzo opłacalna – mieszkańcy pozwolili, by statki wschodnioindyjskie żeglujące po Pacyfiku miały tu swoją bazę i oddali Snookowi pięciu Malajczyków i jednego Chińczyka zatrudnianych poprzednio przez Kompanię, których teraz zawiózł do Macao. Broń honorowa wręczona Snookowi była (i jest) w stylu szabli orientalnej o silnie zakrzywionej głowni, zdobionej złoceniami i barwionej na całej długości; rękojeść krzyżowo-kabłąkowa ma wyjątkowo rozbudowaną głowicę oraz fantazyjnie poskręcany kabłąk; ramię jelca od strony grzbietowej głowni wygięte w dół, z łezką; brak wąsów [całość akapitu o Snooku za McGrath, Barton, op. cit. str.79].


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:17, 30 Paź 2013    Temat postu:

BC) Korporacja londyńskiego centrum handlu i finansów była pierwszą instytucją, która rozdawanie nagród za szczególne zasługi (wśród nich także mieczy) oparła nie – jak dotąd – na doraźnych i indywidualnych zakupach, lecz ujęła w ramy całego systemu. Przede wszystkim ustalono ceny: głównodowodzący mieli otrzymywać broń o wartości 200 gwinei, zaś ich zastępcy lub oficerowie, którzy szczególnie się wyróżnili w akcjach indywidualnych – podobną, ale o wartości 100 gwinei. Po drugie, zdecydowano od razu, że ta forma nagradzania będzie stała, bez terminu końcowego. W rezultacie „miecze” od londyńskiego City dostali jeszcze admirałowie z I oraz II wojny światowej, a w 1982 r. - kontradm. Woodward za wygraną wojnę o Falklandy. Oczywiście przy inflacji szalejącej zwłaszcza po II wojnie utrzymanie stałych cen nie wchodziło już w grę.
Tutaj jednak skoncentruję się na pierwszych, a nie ostatnich egzemplarzach broni z tego źródła.
Pierwszą otrzymał adm. John Jervis za wielkie zwycięstwo nad Hiszpanami u Przylądka Św. Wincentego 14.02.1797. Jest to konstrukcyjnie rzeczywiście szpada, niezwykle podobna do wręczonej w 1791 r. Samuelowi Hoodowi przez władze Jamajki. Różni się tylko troszkę masywniejszą klingą (zdobioną błękitem, złotem i lekkim grawerowaniem jedynie w górnej trzeciej części) oraz odmienną tematyką miniatur na powierzchniach emaliowanych. Przekrojem głowni jest trójkąt bez podstawy. Można ją podziwiać pod [link widoczny dla zalogowanych] .
Londyńskie City w czasie wojen z Francją rewolucyjną i napoleońską zafundowało 35 „mieczy” honorowych, z tego 18 o wartości 200 gwinei oraz 17 o wartości 100 gwinei. Z tej 35-ki 18 trafiło do oficerów Royal Navy. Wszystkie znane mi egzemplarze z tamtej epoki to szpady, pałasze lub coś pośredniego między szpadą a pałaszem. Jeszcze dwie sztuki przyznano za zasługi z 1797 r. Zwycięstwo nad Holendrami w bitwie pod Kamperduin (Camperdown dla Anglików) 11.10.1797 upamiętniono szpadą wartości 200 gwinei dla adm. Duncana oraz szpadą o wartości 100 gwinei dla wiceadm. Onslowa. Zdjęcia pięknego, emaliowanego i złoconego egzemplarza Duncana do zobaczenia np. na [link widoczny dla zalogowanych] . W 1798 najgłośniejszym wydarzeniem w marynarce brytyjskiej było zwycięstwo kontradm. Nelsona nad Francuzami w bitwie pod Abukirem 1/2.08.1798. Szpadę otrzymaną z tej okazji przez słynnego admirała, oczywiście o wartości 200 gwinei, wspaniale emaliowaną i wysadzaną diamentami, można obejrzeć pod adresem
[link widoczny dla zalogowanych] .
W 1799 r. za godne takiej nagrody uznano początkową fazę desantu brytyjsko-rosyjskiego w Holandii, połączoną z zagarnięciem całej eskadry holenderskiej przez wiceadm. Mitchella, a także wspaniałą i skuteczną obronę syryjskiej twierdzy St. Jean d’Acre przed wojskami generała Bonaparte, zrealizowaną przy aktywnym współdziałaniu komodora Smitha. Mimo różnicy w rangach Andrew Mitchell i Sidney Smith dostali obaj „miecze” wartości 100 gwinei.
W 1801 r. Korporacja Londyńskiego City przyznała taką broń honorową admirałowi Keith za pokierowanie morską stroną ekspedycji, która wyparła Francuzów z Egiptu, oraz kontradmirałowi Saumarezowi za rozgromienie Francuzów i Hiszpanów w drugiej bitwie pod Algeciras. Nie bacząc na admiralskie rangi obu obdarowanych i pełnienie przez nich naczelnego dowództwa, wręczono im warianty za 100 gwinei.
Na następną okazję trzeba było czekać aż do 1805 r., kiedy City of London uchwaliło wręczenie trzech „mieczy” honorowych za bitwę pod Trafalgarem i jedną za bitwę koło Ferrol. Główny bohater tego pierwszego wydarzenia, wiceadm. Nelson, nie żył. W tej sytuacji szpada wartości 200 gwinei przypadła jego zastępcy, wiceadm. Collingwoodowi, zaś trzeci-w-dowodzeniu hrabia Northesk oraz kapitan okrętu flagowego, kmdr Hardy stali się posiadaczami egzemplarzy wartych po 100 gwinei. Szpada Collingwooda, ze złotą rękojeścią, była całkowicie klasyczna w konstrukcji i typowa w zdobieniach dla szpad Londynu (jelec krzyżowo-kabłąkowy, pozioma tarczka, owinięte liną kotwiczki w miejsce oślej podkowy, emaliowane wizerunki odnoszące się do herbów i zawodu), a jej wartość materialną podniesiono przez osadzenie ogromnej liczby małych diamentów. Szczegóły do zobaczenia pod [link widoczny dla zalogowanych] . Bitwa pod Ferrol nie powinna się kojarzyć ze starciem z 22 lipca, za które wiceadm. Calder trafił pod sąd wojenny. Chodzi tu o pochwycenie 4.11.1805 przez eskadrę komodora Richarda Strachana czterech liniowców kontradmirała Dumanoira Le Pelley, uciekających spod Trafalgaru. Oczywiście Strachan, jako komandor, dostał szpadę za 100 gwinei.
W następnym roku Brytyjczycy ciężko pobili Francuzów 6 lutego w bitwie pod San Domingo. Głównodowodzącemu, wiceadmirałowi Thomasowi Duckworthowi, londyńska korporacja wręczyła „miecz” wartości 200 gwinei, zaś dwaj kontradmirałowie z jego floty – Thomas Louis i Alexander Cochrane – otrzymali broń o nominalnej cenie 100 gwinei. Egzemplarz, który dostał się Duckworthowi, ma na zewnętrznej stronie trzonu rękojeści herb Duckwortha, a na wewnętrznej – herb Londynu. Zewnętrzna strona klingi ozdobiona jest bardzo długim napisem, wyjaśniającym zasługi obdarowanego (czyli bitwę pod San Domingo 6.02.1806), a na wewnętrznej stronie głowni znajduje się krótszy napis objaśniający od kogo pochodzi broń i fakt, że była warta 200 gwinei. Krzyżowo-kabłąkowa rękojeść ze złota jest dość niestandardowa. Ramiona jelca proste, przedstawiające pęki rózeg liktorskich; brak wąsów; głowica w kształcie ludzkiej głowy w koronie; bardzo ozdobny i wysoce wymyślny kabłąk (bloki okrętowe łączone linami i łańcuchami) dochodzi do szyi postaci. Głownia bliższa trochę dwusiecznemu pałaszowi niż szpadzie – [link widoczny dla zalogowanych] . W porównaniu z lekką szpadą adm. Jervisa z 1797 r. całość zdecydowanie dążąca w kierunku pałasza. Zresztą za to samo zwycięstwo Duckworth dostał też „miecz” w formie zdecydowanego pałasza z szablową rękojeścią – podarunek od Jego Wysokości księcia Clarence. Jelec krzyżowy przechodzący w odchodzący prostopadle kabłąk, bardzo wydatne wąsy ozdobione motywami morskimi, wyciągnięta w bok głowica i ciasno owinięty srebrnym drutem trzon są zdumiewająco oszczędne w formie, przypominając bardziej wyrób z końca XX niż początku XIX w. Szeroka głownia z szerokim zbroczem - [link widoczny dla zalogowanych] .
Tymczasem komodor Home Popham, a więc oficer w stopniu komandora, został w tym samym roku nagrodzony admiralskim egzemplarzem wartym 200 gwinei za samowolne i sprzeczne z prawem rozpętanie argentyńskiej awantury, która w 1806 oraz 1807 r. kosztowała Wielką Brytanię jedną z najbardziej upokarzających klęsk w czasie wojen napoleońskich. Można by więc przypuszczać, że najbogatsi kupcy i finansiści brytyjskiej stolicy żałowali i wstydzili się swojego pochopnego gestu. Jednak nic z tych rzeczy – Popham był ulepiony z tej samej gliny, co oni. Fatalne następstwa polityczne jego poczynań niewiele go obchodziły, gdyż miał zapewnioną protekcję rodziny królewskiej, a gros winy zrzucono na dowódców armii. Z natury i doświadczenia życiowego był spekulantem, przemytnikiem i kupcem. Podziałał na wyobraźnię finansistów posyłając do Londynu, po zdobyciu Buenos Aires 27.06.1806, ponad milion dolarów, które we wrześniu triumfalnie przewożono po mieście ośmiu wozami zaprzężonymi każdy w 6 koni. Ponadto wzbudził wielki entuzjazm i poruszenie wśród kupców londyńskich wysyłając okólnik o [rzekomym] otwarciu dla nich lukratywnego rynku południowoamerykańskiego. Chociaż więc ostatecznie wszystko diabli wzięli, to pieniądze zostały w Anglii, a rajcy Londynu widzieli w Pophamie bratnią duszę i wydane na niego 200 gwinei uważali za przyszłościową inwestycję.
Zresztą niefortunna ekspedycja argentyńska wykreowała w 1807 r. jeszcze jednego posiadacza „miecza” z tego źródła i to za 200 gwinei - kontradmirał Charles Stirling został wysłany na Rio de la Plata, aby „posprzątał” po Pophamie. Dotarł na miejsce 5.01.1807, a do początku lutego 1807 r. współpracował z armią w operacjach, które doprowadziły do zdobycia Montevideo. Ten przejściowy sukces przyniósł mu omawianą broń honorową.
W czasie wojny brytyjsko-amerykańskiej 1812-1814 wydarzeniem, które najsilniej ukoiło zranioną dumę Brytyjczyków, było zdobycie amerykańskiej fregaty Chesapeake podczas pojedynku w 1813 r. z brytyjską fregatą Shannon, dowodzoną przez komandora Philipa Broke. Władze Londynu przyznały mu za to „miecz” za 100 gwinei.
Zakończone sukcesem bombardowanie Algieru w 1816 r., dokonane przez flotę adm. wicehrabiego Exmouth, przyniosło głównodowodzącemu między innymi warty 200 gwinei „miecz” od Korporacji Londyńskiego City, a jego zastępcy, kontradm. Davidowi Milne, taką broń wartości 100 gwinei. Przynajmniej ta ostatnia zachowała się do dzisiaj – rzut oka na nią - [link widoczny dla zalogowanych] - pozwala stwierdzić, że została wykonana jako wierna kopia (choć poza trzonem może z pozłacanego brązu, nie złota) opisanego wcześniej „spadroona” wręczonego w 1806 r. wiceadm. Duckworthowi. Gdyby nie napisy na pałaszowo-szpadowej głowni o długości 79 cm i minimalne szczególiki na reliefach, trudno by je było od siebie odróżnić; aczkolwiek klingi pochodziły od różnych dostawców, więc przy zdjęciach mniej koncentrujących się na ozdobach, a bardziej na konstrukcji, dałoby się zapewne znaleźć więcej różnic.

Nie ulega wątpliwości, że wśród „mieczy” honorowych wręczanych oficerom Royal Navy, te fundowane przez Korporację Londyńskiego City odznaczały się największą wartością artystyczną i – zwłaszcza szpady – elegancją. Zmieniająca się moda powodowała przechodzenie od lekkich, wykwintnych szpad do bardziej utylitarnie wyglądających „pałaszo-szpad” (spadroonów), a w końcu (ale to już czasy pierwszej wojny światowej) do regularnych pałaszy, zwanych umownie szablami.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kgerlach dnia Śro 10:19, 30 Paź 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:52, 03 Lis 2013    Temat postu:

BD) Zdecydowanie przeładowane ozdobami, upstrzone złotem na potęgę (i – jak dla mnie – mniej eleganckie przez szerokie, krzywe głownie), ale za to absolutnie najsłynniejsze były „miecze” honorowe fundowane przez Fundusz Patriotyczny u Lloyda.
Zanim do nich przejdę, warto na chwilę zatrzymać się nad nazwą organizacji. Dla prostoty wypowiedzi i jej skrócenia powszechnie pisze się o Funduszu Patriotycznym Lloyda – także ja tak robiłem i będę robił. Jednak sugeruje to jakąś agendę tego towarzystwa klasyfikacyjno-ubezpieczeniowego, czy wręcz nazwę jednego z działów. Tymczasem chodziło o niezależny, narodowy fundusz, oparty na składkach od ponad 1500 ofiarodawców, głównie kupców, armatorów i agentów ubezpieczeniowych. Z Lloydem miał ten związek, że pieniędzmi administrowano z biur Lloyda. Fundusz Patriotyczny powstał formalnie 20.07.1803. Stawiał sobie jasno określony cel: „Kiedy cała nasza egzystencja jako wielkiego i niezależnego narodu jest zagrożona, staje się niezbędnym zwrócić uwagę na wszelkie środki, dzięki którym wytężenie naszego narodowego ducha i użycie naszych potężnych zasobów może otrzymać dodatkową stymulację.” Uważano, że najlepiej osiągnąć to dwiema drogami – po pierwsze, wsparciem finansowym dla wdów po poległych i dla tych, którzy odnieśli ciężkie rany; po drugie, nagrodami (niekoniecznie tylko w postaci broni honorowej, ale także w formie srebrnych elementów zastawy, gotówki i innych) za wybitne czyny. Fundusz Patriotyczny nadal istnieje i realizuje swoją działalność statutową, ale interesujące mnie tutaj „miecze” przydzielano tylko w latach 1803-1809.
Liczba przyznanych egzemplarzy budzi kontrowersje wśród specjalistów. Wynika to między innymi z faktu, że kiedy osobie obdarowywanej chciano wręczyć „miecz” lub srebrny element zastawy (zwykle wazę lub tacę), dawano możliwość wybrania zamiast tego gotówki. Na 205 przypadków, gdy w grę wchodziła broń, aż 54 osoby wybrały nagrodę alternatywną, kmdr Codrington chciał, by pieniądze przeznaczone na jego „miecz” użyć na rzecz rannych pod Trafalgarem, pięciu oficerów już wcześniej dostało broń, więc za drugim razem wolało wazę, jeden z oficerów piechoty morskiej zmarł przed wręczeniem, a osierocona rodzina wybrała pieniądze itp. Wielu z kolei dostawało gotówkę, ale przeznaczało ją na zrobienie honorowych „mieczy”, niektórzy już w okresie 1810-1812. Część badaczy bierze pod uwagę tylko te wręczone oficerom marynarki wojennej, inni doliczają oficerów piechoty morskiej, a w grę wchodziła jeszcze broń ofiarowana kapitanom statków handlowych i oficerom armii. Stąd padają takie liczby jak 105, 112, 151, 165 itd. W każdym razie stanowczo za duże, by zajmować się tutaj indywidualnie każdym przypadkiem.
Ze względu na datę powstania Funduszu Patriotycznego u Lloyda, pierwsze „miecze” honorowe przyznano w lipcu 1803 r., ale odnosiły się one do wydarzenia z 27.06.1803, gdy część załogi fregaty Loire, operująca za pomocą dwóch łodzi, porwała francuski bryg 10-działowy Venteux, zakotwiczony pod osłoną baterii na wyspie Batz. Dwóch dowodzących poruczników otrzymało teraz broń wartą po 50 gwinei, a jeden z midszypmenów – egzemplarz za 30 gwinei.
Bowiem od początku postanowiono, że Fundusz będzie wręczał „miecze” o trzech różnych wartościach, zależących nie od zasług, lecz od rangi obdarowywanego. Najtańsze, za 30 gwinei, ofiarowywano midszypmenom, porucznikom piechoty morskiej, starszym podoficerom. Broń za 50 gwinei trafiała w ręce poruczników marynarki wojennej, kapitanów Kompanii Wschodnioindyjskiej, kapitanów piechoty morskiej), a tę za 100 gwinei przyznawano przede wszystkim dowódcom okrętów i admirałom. Co prawda reguł nie przestrzegano bezwarunkowo – jeden egzemplarz za 50 gwinei dostał nawigator, wśród obdarowanych egzemplarzami za 100 gwinei znaleźli się oficerowie armii, porucznicy Royal Navy, komodor Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Konstrukcyjnie oparto się – we wszystkich trzech wariantach cenowych - na szabli lekkiej kawalerii wzór 1796. Wszystkie charakteryzowały się identyczną rękojeścią krzyżowo-kabłąkową. Ramiona jelca w znanej nam już formie rózeg liktorskich miały na złączeniu z głownią kanciastą plakietkę z motywami morskimi i zdobiony reliefem z liści akantu półwąs. Ramię przednie stykało się prostopadle z kabłąkiem w formie maczugi Herkulesa otoczonej wężem, w oryginalny sposób dochodzącym do głowicy niby-elastycznymi pętlami. Wygięty szablowo i ukształtowany pod dłoń biały trzon z kości słoniowej pokryty był obficie kapturkiem i szerokim warkoczem kapturka, dochodzącym do samego jelca, gdzie przytrzymywał go ozdobny pierścień. Kapturek i warkocz dekorowano reliefem sugerującym skórę lwa, ze skrzydełkami warkocza zrobionymi w postaci łap z pazurami. Podstawowym materiałem konstrukcyjnym rękojeści był pozłacany brąz. Głownie, wzięte wprost ze wspomnianej szabli kawaleryjskiej, miały bardzo szerokie, płytkie zbrocze.
Symbolika ozdób została głęboko przemyślana i chciano, by nie dawała pola do domysłów. Szable wręczano w mahoniowych pudełkach, pod wiekami których umieszczano notkę wyjaśniającą symbole użyte w dekoracji: „Zamysł ornamentyki rękojeści mieczy ofiarowanych przez ten Fundusz w nagrodę za brytyjskie męstwo oznacza, że JEDNOŚĆ NARODU (symbolizowana przez rzymskie rózgi liktorskie) przynosi HERKULESOWE WYSIŁKI (o nich przypomina maczuga Herkulesa), które – wspomagane przez MĄDROŚĆ (reprezentowaną przez węża) – wiodą do ZWYCIĘSTWA (wyobrażanego przez skórę lwa nemejskiego – najdumniejsze z trofeów tego bohatera). Pierścień laurowy mówi, że NAGRODA oczekuje dzielnych, którzy dzierżą swoje miecze w interesie Ojczyzny, w obronie brytyjskiego Bezpieczeństwa, Niezależności i Honoru”.
Różnice w cenach broni ofiarowywanej przez Fundusz Patriotyczny Lloyda zasadzały się na różnej jakości wykonania i zdobienia kling oraz pochew, nie rękojeści. W szablach za 100 i 50 gwinei głownie barwiono na niebiesko (przez wyżarzanie) oraz zdobiono wytrawianymi i złoconymi wzorami z liści, trofeów morskich, herbów królewskich, monogramów władcy, postaci Brytanii. W środkowej części zewnętrznego płazu grawerowano nazwisko obdarowanego oraz powód uhonorowania. Stosowano tu złocone, duże litery rzymskie na błękitnym tle. Głownia broni za 50 gwinei jest tylko trochę mniej ozdobna od tej za 100 gwinei. Natomiast napisy z takich samych, lecz ciemnych liter na klindze szabli za 30 gwinei były trawione i umieszczane na złoconym panelu, leżącym na matowym tle (przy czym, poza brakiem błękitu, ten wariant chyba nie trzymał się jednego wzorca).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 4021
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 7:36, 04 Lis 2013    Temat postu:

BE) Główne odmienności leżały w konstrukcji i zdobieniu pochew, przy czym tutaj wyróżniano aż cztery warianty, ponieważ za zwycięstwo pod Trafalgarem postanowiono wręczać egzemplarze specjalnego wzoru, szczególnie ozdobne. Drewniana pochwa szabli za 30 gwinei pokryta jest szagrynem (jaszczurem) z trzema złoconymi okuciami, na nich trzema ryfkami w postaci podwójnych pętli stylizowanych na linki, przy czym dwie z nich mają proste ogniwka i duże koluszki. Na okuciach wygrawerowane rozmaite obrazki, na ogół kojarzące się z marynarką – kotwice, maszty, żagle, łodzie, bandery, piki itp. - albo nawiązujące do wzorów antycznych.
W pochwie szabli za 50 gwinei okucia łączą się w jedną całość, z pozostawieniem na bokach tylko dwóch owalnych paneli, przez które przeziera szagryn. Te owale dekoracyjnie wykańczano wielołukowymi krawędziami. Żłobkowane ogniwka wyrastają wprost z okuć (bez ryfek) i trzymają takie same koluszki jak w wariancie poprzednim. Rysunki na okuciach są dużo bardziej złożone i wykonane w postaci wypukłych reliefów, skupionych w postaci trzech eliptycznych kartuszy. Motywy morskie (jak wyżej, ale bogatsze – jest tam np. rufa okrętu z flagsztokiem i banderą) tworzą obramowanie tych kartuszy, a w środku umieszczono ilustracje przedstawiające rozmaite prace Herkulesa.
Pochwa szabli za 100 gwinei jest bardzo podobna do tej od broni za 50 gwinei, ale tło owalnych wycięć (o prostych brzegach) tworzy ciemnoniebieski lub czarny aksamit, a nie szagryn, zaś na nim umieszczono masę złoconych wizerunków rozmaitych symboli okrętowych (działa na lawetach morskich, reje z żaglami, kotwice, boje, ster, maszty, wimple) i antycznych (hełmy, zbroje, włócznie, tarcze, rózgi liktorskie), uzupełnionych liśćmi. Środkowy i dolny kartusz są identyczne w stylu, jak w pochwie szabli za 50 gwinei, lecz górny, na szyjce, ustawiono poprzecznie (duża oś elipsy biegnie od części grzbietowej do części brzuścowej) i przedstawiono na nim siedzącą postać Brytanii z włócznią, nad którą grawerowano nazwę okrętu osoby nagradzanej. Zamiast typowych ogniwek i ruchomych koluszek mamy tutaj do przytraczania całe zespoły uformowane na sztywno na kształt zwijających się, bezskrzydłych smoków. Wokół czołowej krawędzi szyjki (niewidocznej z boku) wyryto rzymskimi kapitalikami dane płatnerza: „R. (od Richard) Tweed, Sword Cutler, Lancaster Court, Strand”.
Wariant „trafalgarski” (występujący tylko w odmianie za 100 gwinei) wyróżnia się dodatkową inskrypcją „Nelson, 21st October 1805, Trafalgar” w draperiach pod górnym kartuszem, a wyobrażona na tym kartuszu siedząca postać Brytanii trzyma wieniec laurowy i patrzy na atak floty Nelsona, zbliżającej się w dwóch kolumnach w miarę prostopadle do wygiętej w łuk floty francusko-hiszpańskiej.
Do kompletu dodawano też specjalnie zaprojektowany niebieski pas z rapciami (wyszywany w złote liście dębowe, wyposażony w złocone sprzączki i okucia) oraz ozdobny temblak z niebiesko-złotego sznura zakończonego pękiem złotych frędzli. W egzemplarzach wręczanych oficerom armii i piechoty morskiej cały temblak lub tylko jego sznur był czerwony.
Wszystko do obejrzenia na [link widoczny dla zalogowanych] .

Widzimy zatem, że znane z literatury „szpady honorowe” Royal Navy bywały czasem rzeczywiście szpadami, ale znacznie częściej chodziło o szable, pałasze i broń pośrednią między szpadą i pałaszem. Ta ostatnia może chyba być od biedy uznana konstrukcyjnie za szpadę bojową, sęk jednak w tym, że nią naprawdę nie była, ponieważ nie nadawała się do walki. Brytyjskie „miecze” honorowe nie miały ostrych krawędzi głowni, więc prawdopodobieństwo ich użycia w boju jest znikome. Oczywiście dało się wykorzystać je w roli kijów, ale kto chciałby okładać przeciwnika cienką pałką, z której przy uderzeniach odpadają diamenty i drogocenne złocenia?! Angielscy autorzy – korzystając z pomyłki Forestera, każącego podobno swojemu bohaterowi walczyć takim egzemplarzem (nie pamiętam przy jakiej okazji) – pokpiwają sobie, że Hornblower był jedynym w dziejach oficerem, który użył broni honorowej w walce.
My jednak możemy tutaj sprostować pomyłkę tłumaczenia. Kiedy Hornblower [„Z podniesioną banderą” w wyd. 1972 str.223] ogląda „szpadę ze złotą rękojeścią,... w oprawnej w złoto pochwie,... z napisem wyrytym złotymi literami na błękitnej klindze stalowej,... szpadę wartości stu gwinei, ofiarowaną mu przez Fundusz Patriotyczny za zwycięstwo odniesione nad Natividad w czasie, gdy dowodził Lydią”, to już wiemy na pewno, że tłumaczka pomyliła się przekładając angielskie słowo „sword”, czyli miecz, na szpadę. W rzeczywistości Fundusz Patriotyczny wręczał wyłącznie SZABLE, a zatem chodziło o „szablę wartości stu gwinei”! Szabla ta przewija się jeszcze dalej (str.233), wciąż oczywiście pod płaszczykiem szpady.
Przy okazji da się tu skorygować jeszcze jedną rzecz, która mnie dawniej zastanawiała – Hornblower twierdzi, że dostawca Duddingstone, który oddał właścicielowi ową broń, zastawioną tytułem gwarancji za dostarczone zapasy kapitańskie, „musiał być bardzo poruszony, jeśli pozwolił, aby zastaw WARTOŚCI CZTERDZIESTU GWINEI wymknął mu się z rąk” (str.224). Długi czas sądziłem, że widocznie Fundusz Patriotyczny oszukiwał, dając coś, co wg napisu miało cenę 100 gwinei, ale naprawdę kosztowało tylko 40. Dziś jednak wiem, że to absolutnie fałszywa interpretacja. Szable „wartości 100 gwinei” kosztowały tyle niemal co do pensa, czasem nawet ciut więcej. To nie był żaden symbol wartości, tylko wartość jak najbardziej realna. Zatem zdanie brzmiące w oryginale „must have been very moved to allow a pledge for forty guineas to slip out of his fingers” powinno być przetłumaczone na: „musiał być bardzo poruszony, jeśli pozwolił, aby zastaw za towary warte czterdzieści gwinei wymknął mu się z rąk”.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Artykuły tematyczne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin