Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna www.timberships.fora.pl
Forum autorskie plus dyskusyjne na temat konstrukcji, wyposażenia oraz historii statków i okrętów drewnianych
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Centralne kierowanie ogniem na żaglowcach

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Pytania, odpowiedzi, polemiki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maciej




Dołączył: 23 Paź 2010
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Osieck

PostWysłany: Wto 20:59, 02 Lis 2010    Temat postu: Centralne kierowanie ogniem na żaglowcach

Wbrew pozorom to nie żart.
Wyczytałem sobie u Normana Friedmana, że w Royal Navy pierwszy pomysł na "director" pojawił się w roku 1829. Do Warriora jeszcze parę lat miało upłynąć, więc niejako z konieczności musiało toto wylądować na drewnianych okrętach ( w domyśle żaglowcach ).
Oczywiście ( poza nazwą ) miał niewiele wspólnego ze swoim odpowiednikiem z I a tym bardziej II wojny, ale jednak był krokiem w kierunku centralnego odpalania dział w odpowiednim momencie przez jednego człowieka. Zyski z takiego odpalania są dość oczywiste.

Ale zastanawia mnie jak to wyglądało w praktyce wcześniej i później.
Zbyt wiele u Friedmana nie ma, bo książka dotyczy okresu od Dreadnought dalej, a temat mnie zainteresował, bo burzy moje wyobrażenia o epoce żaglowców.
Czy stosowano zasadę „każdy sobie” i po wydaniu rozkazu o otwarciu ognia każde działo strzelało niezależnie jak miało ochotę ( czytaj jak się udało je przeładować ), czy jakoś starano się uzyskiwać coś w rodzaju salw ( trochę trudne przy braku elektrycznego odpalania dział, ale choćby coś w stylu strzelania wielu dział prawie jednocześnie na rozkaz ).
I jak się te directory przyjęły w praktyce?


Ostatnio zmieniony przez Maciej dnia Wto 21:00, 02 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5355
Przeczytał: 9 tematów


PostWysłany: Wto 23:41, 02 Lis 2010    Temat postu:

Niemal od początku posługiwania się działami na morzu istniało też zapotrzebowanie na możliwość jednoosobowego kierowania – w pewnych okolicznościach – ogniem całej artylerii z jednego punktu na okręcie. Tym niemniej równoczesne strzelanie całą burtą mogło być niebezpieczne dla belek okrętu odpalającego, więc raczej preferowano takie salwy burtowe, w których wszystkie armaty strzelały sukcesywnie, po wystrzale sąsiada. Ogólnie odpalaniem dział – jak wszystkim innym – kierował dowódca okrętu. Na każdym pokładzie okrętu wielopokładowego stali oficerowie dowodzący bateriami na tych pokładach, każdy zespół kilku dział miał jeszcze własnego dowódcę, a każde działo – swojego indywidualnego. Kapitan okrętu decydował, do którego momentu bitwy chce zachować centralne dowodzenie armatami, a od którego delegować je na niższe stopnie. U Brytyjczyków z epoki Nelsona, preferujących walki z bliska, wyglądało to na ogół w ten sposób, że dopóki okręt manewrował, starając się zająć jak najdogodniejsze położenie względem przeciwnika (czasem trwało to całą walkę), odpalano działa tylko na rozkaz dowódcy okrętu lub dowódcy pokładu bateryjnego. Kiedy okręty ustawiły się burta w burtę lub sczepiły w innej pozycji, a o wygranej decydowała szybkość strzelania, pozostawiano każdą obsługę działa samej sobie, chociaż oczywiście nadal ich działanie było bacznie obserwowane i kontrolowane przez kolejne szczeble dowodzenia artylerią.
Ale to wszystko nie miało jeszcze z „directorem” oczywiście nic wspólnego, ponieważ nie obejmowało centralnego celowania. No, chyba że uznamy za takie praktykę z początków epoki nowożytnej, kiedy specjalista-artylerzysta obchodził wszystkie armaty na okręcie i osobiście je nastawiał na cel, ponieważ inni nie znali tej trudnej sztuki. Początki jakieś myśli w tym względzie pojawiły się na początku XIX w., wcześniej niż pisze Friedman – polegało to na namalowania na pokładzie, z tyłu każdego działa, wielu linii kierunkowych. Teoretycznie można było ustawić każdą armatę w baterii wzdłuż troszkę innej linii, by po wystrzale wszystkie kule dosięgały przeciwnika - znajdującego się w ściśle określonej odległości - dokładnie w jednym punkcie. W ten sposób dowódca osiągał nie tylko odpalanie w żądanej kolejności, ale i centralne celowanie, ponieważ także kąt podniesienia lufy można było nakazać. W praktyce te pomysły się nie sprawdzały głównie dlatego, że przed wynalezieniem sprawnych dalmierzy optycznych, wszystkie metody określania odległości były mocno zawodne, a bez tej danej każdy system dalocelowania to fikcja.
Około 1850 r. kapitan Moorsom z Royal Navy wprowadził pierwsze urządzenie nazwane w marynarce brytyjskiej director. W wydaniu z 1860 r. swojej słynnej książki „Naval Gunnery” Howard Douglas opisywał w następujący sposób zasadę używania przyrządu Moorsoma „nowego wzoru”:
1. Przyrząd powinien być umieszczony na przejściu przyburtowym, prawie nad działem śródokręcia, lub w najbardziej dogodnym miejscu, na listwach równoległych do stępki i poziomych, kiedy okręt jest wyprostowany. Łuk jest zaznaczany w stopniach i ich częściach; a dla wielu położeń koncentracji [ognia] pod odpowiednimi miejscami umieszcza się wypukłe guzy dla ułatwienia orientacji w nocy. Duży celownik wewnętrzny wyskalowany jest w stopniach od środka, jak celownik tangensowy, z odległością pomiędzy zewnętrznym i wewnętrznym celownikiem jako promieniem, tak że może on być nastawiony na dowolny stopień wzniesienia czy opuszczenia, w zależności od trymu okrętu, albo – jeśli kołysze się on poprzecznie, na taki stopień przechyłu bocznego, który może być pożądany przy oddawaniu salwy burtowej.
2. Mały celownik depresyjny zaznaczony jest w stopniach w ten sam sposób; zatem może być nastawiony na kąt depresji wynikający z wysokości położenia przyrządu powyżej dział najniższego pokładu, dla różnych odległości, jak pokazano w tabeli; a kąty te powinny być namalowane na desce, aby w razie potrzeby zawsze były pod ręką.
3. Łoże także powinno być zaznaczone dla kątów depresji przy 500 jardach, wynikających z wysokości dział na każdym pokładzie powyżej tych z najniższego pokładu. Ale na wszystkich odległościach przekraczających 500 jardów należy używać właściwego punktu strzelania ogniem rdzeniowym.
4. W przyrządzie, po nastawieniu do odpowiedniego położenia, ustawia się mały celownik depresyjny na kąt depresji wynikający z odległości, potem podnosi lub opuszcza pręt suwaka, aż celowniki znajdą się w linii z najniższym pokładem działowym przeciwnika, podczas gdy trym będzie oznaczony przez górną krawędź pręta suwaka; potem wydaje się te same rozkazy, które opisano w trzeciej instrukcji, a sygnał do otwarcia ognia powinien być wydany wtedy, kiedy działa są ustawione, a cel znajduje się w celownikach.
Tych metod strzelania „zbieżnego” lub „skoncentrowanych salw burtowych” używano jeszcze na pokładach fregat tzw. „wydzielonej eskadry” Royal Navy pod koniec lat 1870.

Krzysztof Gerlach
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Pytania, odpowiedzi, polemiki Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin