Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna www.timberships.fora.pl
Forum autorskie plus dyskusyjne na temat konstrukcji, wyposażenia oraz historii statków i okrętów drewnianych
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Flotylla z Boulogne
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Artykuły tematyczne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Pią 15:56, 20 Lis 2020    Temat postu: Flotylla z Boulogne

FLOTYLLA Z BOULOGNE

Utworzona przez Napoleona tzw. flotylla z Boulogne (w rzeczywistości bazująca również w innych portach) nie miała okazji na sprawdzenie się w głównej przewidywanej dla niej roli, czyli desantowania francuskich żołnierzy na Wyspach Brytyjskich. Pod względem idei stanowiła tylko jeden z wielu odgrzewanych kotletów, typowych dla Pierwszego Konsula i Cesarza, który marynarki wojennej nie rozumiał i nie lubił, próbując w walce z Wielką Brytanią - przed ogłoszeniem blokady kontynentalnej - powtarzać wszystkie nieudane pomysły z wcześniejszej historii Francji, także zresztą wykoncypowane przez lądowych ignorantów. Inwazja wojsk lądowych na terytoria rządzone przez Brytyjczyków była w latach monarchii oraz rewolucji wielokrotnie planowana i przygotowywana, a czasem nawet próbowana (desanty w Irlandii, Szkocji, Walii), zawsze kończąc się żałośnie. Zgodnie ze swoim stylem i nowymi możliwościami przybranego kraju, wielki Korsykanin modyfikował te koncepcje nadając im zupełnie inny wymiar oraz starając się o realizację głównie cudzym kosztem.
Mimo ostatecznego fiaska pomysłu, flotylla bulońska jest bardzo interesująca. Składała się z wielu ciekawych, nietypowych jednostek, a ponadto była formowana (kilkakrotnie!) i organizowana z prawdziwie napoleońskim rozmachem i dbałością o personalne szczegóły, dziś może postrzegane trochę jako nadmiar biurokracji, ale ważne ze względów logistycznych. Ponadto, ponieważ po klęsce pod Trafalgarem Napoleon musiał porzucić marzenia o wylądowaniu na czele armii w znienawidzonej przez siebie Anglii, należało wymyśleć formy i sposoby pożytecznego zastosowania tego zbiorowiska tysięcy małych jednostek w innych dziedzinach morskiej aktywności państwa. Gigantyczny wysiłek i koszt nie mógł być całkiem zmarnowany. Pojawiły się więc ciekawe, nowe aspekty eksploatacyjne, aczkolwiek marnotrawstwo też wystąpiło na prawdziwie napoleońską skalę.

Jest jeszcze jeden aspekt flotylli z Boulogne (wzbudzający nieustanne zainteresowanie), którym jednak nie będę się tu dalej wcale zajmował. Natchnęła ona całe stada idiotów i wizjonerów, by przedstawiać Pierwszemu Konsulowi swoje kretyńskie pomysły na "lepsze" pokonanie z żołnierzami kanału La Manche. Ponieważ ich koncepcje przyprawiały normalnych ludzi o skręt kiszek ze śmiechu, od razu stały się ulubionym przedmiotem szyderstw Brytyjczyków. W rezultacie trudno CZASEM odróżnić, czy jakaś realizacja rysunkowa rzeczywiście pochodzi od "nawiedzonego" twórcy, czy jest już tylko brytyjską karykaturą. Ja skupię się wyłącznie na okrętach realnie budowanych.

Ze względów geograficznych (odległość od angielskiego brzegu) na miejsce koncentracji armii i jednostek pływających, mających dowieźć żołnierzy do celu i wesprzeć podczas desantu, wybrano Boulogne-sur-Mer. Z reguły, dla uproszczenia, nazwę miejscowości skraca się do samego Boulogne (i ja tak będę dalej robił), warto jednak pamiętać, że naprawdę istnieje we Francji zupełnie inne Boulogne bez żadnego określenia, a ponadto Francuzi mają jeszcze co najmniej Boulogne-Billancourt, Boulogne-la-Grasse, Boulogne-sur-Gesse, Boulogne-sur-Helpe - wszystkie w środku lądu.

Pierwszą i podstawową rolą jednostek flotylli z Boulogne (w rzeczywistości w szczytowym okresie masowo konstruowanych na szerokim obszarze od Niemiec, poprzez Holandię i Francję oraz gromadzonych w wielu miejscach) było przewiezienie przez kanał La Manche jak największej liczby żołnierzy piechoty (stanowiącej trzon nowoczesnych armii tamtej epoki), z pewną liczbą armat i kawalerii. Związki Napoleona Bonaparte z tym specyficznym zgrupowaniem morskim pojawiały się w ciągu piętnastu lat kilkakrotnie i miały różny charakter. W 1797 r., świeżo po włoskich tryumfach, przekonał rządzący wówczas we Francji Dyrektoriat, że konieczna jest inwazja na Wyspy Brytyjskie. Proponował, na dodatek do oddziałów już stacjonujących na północnym zachodzie (56000 ludzi), zabranie 36000 żołnierzy z Armii Włoch, wskazywał wiceadmirała Trugueta jako "najlepszego" dowódcę marynarki i chciał 30 milionów franków w gotówce. Bardzo pomysłowo zalecał też odlewanie dział polowych angielskiego kalibru, aby móc potem na ziemi przeciwnika posługiwać się jego kulami zgromadzonymi w arsenałach, zamiast obciążać się przewozem własnych pocisków. W odpowiedzi, 26 października 1797 r. ogłoszono zamiar utworzenia Armii Anglii i na jej czele postawiono generała Bonaparte. Rzecz jasna, nazwa - i nie tylko ona - oznajmiała wszystkim, że rzecz jest przesądzona, Francuzi wkrótce rzucą Anglików na kolana na ich własnej ziemi, a nieustannie zwycięski wódz wjedzie do Londynu "zgodnym płaczem błogosławiony przez lud, który wyzwolił", jak to "proroczo" oznajmił w Paryżu Barras. W swojej skromności Napoleon zostawił potem nazwę dla tej formacji, której głównodowodzący zobaczył z bliska brzegi Anglii dopiero kilkanaście lat później, jako jeniec.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Sob 17:53, 21 Lis 2020    Temat postu:

II.
Na razie, w lutym 1798 r., wybrał się na przegląd podległych mu struktur i nieznanych wybrzeży, aby realnie ocenić możliwości i potrzeby. Nie wszystko musiał zaczynać od zera, ponieważ władcy Francji pieścili marzenie od skutecznym podboju Wielkiej Brytanii od wieków i nieco się do jego realizacji przymierzali. Dyrektoriat nakazał budowę 34 nowych okrętów. Bonaparte zamierzał zabrać dodatkowe jednostki z Tulonu i Korfu. Polecił konstruowanie kanonierek do transportu żołnierzy. Początkowo proponowana armia miała liczyć 42000 piechurów i 4600 kawalerzystów, nie licząc artylerii polowej. Bardziej znane z późniejszych lat, a dość osobliwie nazewnictwo szkutnicze już wtedy istniało, niekoniecznie co prawda oznaczając dokładnie to samo. Chodzi o "szalupy kanonierskie" czy szalupy-kanonierki (chaloupes-canonnières) oraz "łodzie kanonierskie" albo "łodzie-kanonierki" (bateaux-canonnières).
Zwykłe kanonierki wiosłowe Francuzi wykorzystywali, jak inni, sporo wcześniej. Na pewnych akwenach jednostki minimalnie zanurzone, niezależne od wiatru (w pewnym sensie, ponieważ sztormy je rozbijały, zatapiały, uniemożliwiały działanie), z bardzo nielicznymi, za to ciężkimi działami dalekiego zasięgu, wykorzystywały wszystkie zalety galer, ale bez powtarzania ich wad. Nie potrzebowały tłumu wyszkolonych galerników u wioseł, ich utrzymanie było nieporównanie tańsze, dało się je budować masowo i swobodnie koncentrować w walce w wybranych miejscach. W cieśninach, szkierach, zatoczkach itp. wykazywały dużą skuteczność w atakach na żaglowce, zwłaszcza podczas flauty. Jednak miały mocno ograniczone możliwości transportowe, ponieważ nie do przewozów je budowano. Oczywiście jeśli do wioseł posadzono żołnierzy ("opatentował" to już znakomity szwedzki konstruktor Fredrik af Chapman, stosowali Rosjanie), zawsze po dobiciu do lądu mogli zejść i walczyć. Ponadto część kanonierek wiosłowych konstruowano na bazie specjalnych łodzi desantowych o szerokich, płaskodennych kadłubach - dla wykorzystania ich sporej pływalności przy minimalnym zanurzeniu - przez co (przy pewnym osłabieniu uzbrojenia, np. zastąpieniu ciężkich dział długich haubicami albo karonadami) świetnie się nadawały do przewożenia grupy żołnierzy i bezpośredniego wspierania desantu. Tyle że żegluga wśród szkierów, obrona redy, walka w zatoczce pod osłoną wysokich brzegów, eskortowanie konwojów małych kabotażowców zaraz przy wybrzeżu czy operowanie po spuszczeniu na wodę z prawdziwych żaglowców dopiero tuż przed celem, były jednak czym innym niż przekraczanie kanału La Manche.
Francuzi mieli wiosłowe kanonierki, zwane przez nich szalupami kanonierskimi, już krótko przed połową XVIII w. W większej liczbie pojawiły się w latach 1750. Różnych projektów i wielkości, najbardziej typowe niosły po jednym dziale 24-funtowym. Żadna ze zbudowanych do 1765 r. nie przetrwała do czasów pierwszej flotylli bulońskiej, więc w tym temacie nie są zbyt istotne. Nie doprowadziły też skonstruowania drugiej kategorii, czyli łodzi kanonierskich. Natomiast w latach 1750. i 1760. setkami budowano łodzie płaskodenne (bateau-plats), zwłaszcza typów Infanterie i Cavalerie, projektu Antoine'a Groignarda. Zgodnie z nazwami przeznaczono je przede wszystkim do transportu piechoty (na jednej "łodzi" nawet do 350 żołnierzy) lub kawalerii (60 konnych z wierzchowcami). Wbrew nazwie, były to całkiem spore jednostki (o nośności 120 ton, wyporności 230 ton, długości 32,5 m, szerokości 6,8-7,8 m), a ponieważ zanurzały się aż na 2,3 m, i tak nie spełniały późniejszych oczekiwań generała Bonaparte. W tym samym okresie zaczęto też we Francji budować pramy/promy, kolejny typ okrętu charakterystyczny potem dla flotylli bulońskiej, chociaż też nie tego projektu i nie tych konstruktorów. Z polską nazwą "prom" jest ten drobny kłopot, że chociaż pochodzi dokładnie z tego samego pnia, co bardziej powszechny pram, to zawsze oznaczała to co dziś - pojazd wodny przeznaczony do łączenia szlaków lądowych (dróg), przez przewóz pojazdów i ludzi, czy to w poprzek rzeki, czy morza. Tymczasem ówczesne pramy niczego nie transportowały i żadnych dróg nie łączyły - wzorowane tylko konstrukcyjne na krypach (promach) rzecznych, służyły naprawdę jako pływające baterie. Chodziło o to, by tanim kosztem mieć coś w rodzaju monstrualnych tratw o małym zanurzeniu mimo bardzo silnego uzbrojenia (w kilkadziesiąt dział 24-funtowych uzupełnionych dwoma moździerzami 12-calowymi). Od prawdziwych "pływających baterii" różnił je rozbudowany takielunek (czasem typowego żaglowca trójmasztowego) i jednak próba uzyskania minimalnie lepszych własności żeglarskich. Także i te pramy z lat 1759-1760 nie dotrwały do 1798 r.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Nie 19:55, 22 Lis 2020    Temat postu:

III.
Włączenie się Francji do wojny kolonii brytyjskich w Ameryce przeciwko Wielkiej Brytanii spowodowało odrodzenie się marzeń i planów o inwazji armii francuskiej na Wyspy Brytyjskie, tym razem we współdziałaniu z flotą hiszpańską. W latach 1778-1780 Francuzi zbudowali w portach nad Atlantykiem nową serię szalup-kanonierek (ich projektantami byli Geoffroy, Chevillard, Denys, Haran i Ginoux), lecz - poza jednym nic nie znaczącym wyjątkiem - i one zniknęły z list floty przed 1798 r. Dlaczego tak się działo? Przyczyny wyeksponowałem już kiedyś w dwuczęściowym artykule o kanonierkach. Typowe dla prawie wszystkich kanonierek wiosłowych uzbrojenie w postaci nielicznych (często pojedynczych), ciężkich dział umieszczanych na dziobie i/lub rufie, miało fatalny wpływ na trwałość tych jednostek oraz wydatnie obniżało ich dzielność morską. Kadłuby obciążane na krańcach (gdzie siła wyporu była najmniejsza) przeginały się, powodując luzowanie wiązań, wnikanie wody, gnicie drewna i w końcu rozpad. Głębokie nurzanie się niskich dziobów oznaczało branie wody na pokład i dalsze gnicie. Wysoko podniesiony środek ciężkości i niska wolna burta przyczyniały się do tego samego. Oprócz kanonierek, do bezpośredniego desantu Francuzi zamówili ponad 300 szalup płaskodennych (małych, długości 5-8,5 m), jednak z desantu znowu wyszły nici, a po tych łódkach wkrótce ślad zaginął.
Natomiast dla dziejów flotylli bulońskiej bezpośrednie znaczenie mają jednostki, które zaczęto budować we Francji już po rewolucji. Część stanowiła mieszaninę przeróżnych konstrukcji, wielkości, uzbrojenia i pochodzenia, które łączyło tylko zaliczenie do kategorii "szalup kanonierskich". Po prostu jeszcze się do 1798 r. nie rozpadły. Ale duch rewolucyjny wkrótce i w tej dziedzinie wykazał się inwencją, gwałtownie zwiększając liczbę rozmaitych wariantów, odmian konstrukcyjnych i klasyfikacyjnych, co jeszcze wzbogacono kopiowaniem zagranicznych wzorów. Od kanonierek francuskich po prostu się zaroiło. Im gorzej szło Francuzom w normalnej wojnie morskiej, w bitwach liniowców i fregat, kiedy po rozmontowaniu silnej i sprawnej (ale rujnującej państwo finansowo) marynarki Starego Reżimu dostawali teraz straszne cięgi, tym bardziej roiło im się zwycięstwo uzyskane dzięki rozmaitym cudownym środkom i użyciu szalup - słowem jakiejkolwiek "Wunderwaffe" dostępnej bez wiedzy i umiejętności żeglarskich. Od 1793 r. budowano różnorodne szalupy kanonierskie taklowane jak szkunery, brygi, lugry, tartany, galioty; część przemianowano na kanonierki (oczywiście bez żadnej trwałości i konsekwencji, wiele wróciło potem do grupy szalup kanonierskich). Dużo z nich służyło na Morzu Śródziemnym bez większych szans na przemieszczenie do portów atlantyckich. Wśród konstruktorów szalup kanonierskich i kanonierek powstających na wybrzeżu Atlantyku, a więc potencjalnych i rzeczywistych jednostek późniejszej flotylli bulońskiej, byli Le Tellier, Forfait, Lemarchand, Rolland, Gautier, La Fosse i inni. Wiele pochodziło z przeróbek statków handlowych i rybackich. Kilka sklasyfikowano jako korwety-kanonierki (odznaczały się zwiększoną szerokością, wypornością i załogą, dzięki czemu miały silniejszą artylerię niż zwykłe kanonierki wiosłowe - 4 lub 5 dział 24-funtowych obok haubic - ale też za to zanurzały się aż do 2,95 m). W 1795 r. pojawiły się również pierwsze jednostki nazywane oficjalnie "łodziami kanonierskimi" - przynajmniej w teorii były sporo mniejsze i gorzej uzbrojone niż "szalupy kanonierskie"; wśród wielu ich konstruktorów znajdował się też Pierre-Alexandre Forfait. Jednak właśnie do tej grupy zaliczono również większość kanonierek zbudowanych na podstawie wykradzionych planów Chapmana. Antwerpski oficer Joseph-Augustin-François Muskein (Muskeyn), służący od 1788 r. do października 1795 r. w marynarce szwedzkiej, pozyskał (prawie na pewno nielegalnie) kopie rysunków słynnego inżyniera odnoszących się do pramów, slupów kanonierskich, łodzi kanonierskich i bombard, po czym przekazał je władzom francuskim, które najpierw przyjęły go do swojej marynarki w stopniu "porucznika liniowca" (9.04.1796), błyskawicznie awansowały na "kapitana fregaty" (8.07.1796) i w nagrodę zrobiły komandorem już 22.09.1796. Projekty posłużyły za bazę do konstruowania od 1796 r. takich jednostek w stoczniach Francji. Do czerwca 1798 r. zbudowano od Dunkierki po Saint-Malo ponad 200 łodzi kanonierskich nazywanych "bateaux à la Muskein" i "bateaux canonnieres à la suédois". Także istotny był skromny ilościowo powrót do pramów - chociaż w latach 1794-1798 zwodowano tylko cztery, to wśród nich znalazły się dwa projektu Forfaita, w tym Foudroyante, który miał zaszczyt spodobać się przyszłemu cesarzowi.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Wto 9:57, 24 Lis 2020    Temat postu:

IV.
Generał Bonaparte po nieproszonym wyzwoleniu ludu Wenecji, złupieniu go i oddaniu w niewolę Austriakom, a także wystrychnięciu na dudka Polaków, syty chwały, wjechał do Paryża 5.12.1797. Na przegląd rejonu swojej nowej komendy udał się 8.02.1798. W ciągu ośmiu dni intensywnej podróży i jeszcze intensywniejszej pracy (w towarzystwie m.in. Sułkowskiego) przejechał blisko 300 mil, wizytując porty Normandii i Flandrii: Étaples, Boulogne, Ambleteuse, Calais, Dunkierkę, Furnes (Veurne), Nieuwpoort, Antwerpię. Obejrzał też holenderską bazę na Walcheren. Wykazał ogromną dbałość o szczegóły i nadzwyczajną energię, którą natchnął wielu innych. Szukał wszędzie źródeł pozyskania odpowiednich jednostek, tworzył struktury organizacyjne, planował i zarządzał działania związane z rozmaitymi aspektami takiego przedsięwzięcia. Wydano rozkazy, by do 22.03.1798 w satelickiej Republice Batawskiej zbudować 170 jednostek płaskodennych; wyszukiwano podobne w rozmaitych portach francuskich; wynajmowano, kupowano i rabowano właścicielom różne handlowe transportowce o odpowiednich parametrach. Wysyłano na wybrzeże inżynierów, w tym Forfaita. Ten ostatni znalazł wprawdzie w Hawrze tylko 9 gotowych dużych kanonierek i pozbawioną wyposażenia eskadrę łodzi kanonierskich Muskeyna, ale optymistycznie ogłosił, że wkrótce będzie w stanie zgromadzić dość jednostek, by przewieźć 25800 ludzi, czym ujął generała Bonaparte. Co prawda w Cherbourgu, Granville i Saint-Malo znajdowało się w sumie tylko około 70 kanonierek, częściowo starych. Inni oficerowie usiłowali odszukać jednostki szykowane do desantu na Wyspy Brytyjskie podczas wojny amerykańskiej w Boulogne i Dunkierce, teraz gnijące w różnych miejscach. Z kolei inżynierowie mieli wchodzić na pokłady żaglowców korsarskich i po zbliżeniu się do angielskiego wybrzeża lokalizować baterie nadbrzeżne w pasie przewidzianym do przyszłego lądowania. Bonaparte wybierał punkty najlepsze do wyprowadzenia flotylli przeciwko Anglii, dowiadywał się, jaki inne jednostki poza kanonierkami mogą dostarczyć Holendrzy (spodziewano się 200-250 rybackich szmak), dyskutował ze szmuglerami o warunkach na wodach przybrzeżnych, nakazał wybudować w Hawrze 50 dużych pinas, chciał środków transportowych dla czterech lub pięciu tysięcy koni oraz 50 tysięcy żołnierzy z artylerią i zapasami. Zdążył nawet powołać Komisję Wybrzeży [kanału] La Manche, wybierając dyrektora generalnego, dyrektora, inspektora generalnego i asystentów. Wszczął budowę łodzi w Bergues, Rouen, Honfleur, Calais. Do 17 lutego sprowadził 4000 żołnierzy z Holandii do Lisle, zapchał tysiącami innych Douay, Cambray, Péronne, Évreux, Hawr, Rouen (które wybrał na kwaterę główną Armii Anglii). Zaręczał, że jeśli Komisja Wybrzeży La Manche będzie dostawać 300000 franków co każde 10 dni, uda się zbudować ponad 200 większych jednostek, odpowiednich do transportu koni.
Jednak równocześnie ta intensywna podróż odarła go ze złudzeń, przynajmniej na pewien czas. Już 23 lutego napisał do rządu francuskiego, że w obecnym stanie rzeczy desant w Anglii byłby operacją nadzwyczaj ryzykowną i trudną. Radził ją odłożyć na parę lat, a na razie zaproponował wyprowadzenie jednego z dwóch innych możliwych ciosów dla pognębienia Brytyjczyków, w tym wielkiego uderzenia na Lewant. Ostatecznie to właśnie inwazją na Egipt zajął się w najbliższej przyszłości, formalnie mianowany głównodowodzącym Armii Wschodu 12 kwietnia.
Zmiana priorytetów generała Bonaparte nie oznaczała natychmiastowego zaniechania działań w kierunku zgromadzenia w przyszłości wielkiej flotylli zdolnej do przewiezienia jego armii przez kanał La Manche, zwłaszcza że projekty trzymano w tajemnicy. Jednak efekty ujawniły się bardzo szybko. O ile 9.05.1798 Armia Anglii liczyła 56424 ludzi, to już pod koniec miesiąca jej siła spadła do zaledwie 47330 żołnierzy rozproszonych wzdłuż całego wybrzeża kanału. Jednostki pływające zatrzymano, ale zrezygnowano z ich wyposażania. Cięto wydatki, zwalniano załogi, teoretycznie nie odrzucając planów inwazji, tylko ją odkładając na "dogodniejsze" czasy.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Śro 21:14, 25 Lis 2020    Temat postu:

V.
Francuzi otrzymali też przedsmak tego, co mogłoby się stać podczas faktycznego desantu na ziemi brytyjskiej. Naciskani już we wczesnej fazie 1798 r. przez generała Bonaparte, którego irytowała "bezczelność" Brytyjczyków panoszących się na kanale La Manche tuż pod jego okiem, spróbowali w maju 1798 r. odbić wysepki Saint Marcouf w Zatoce Sekwany, zajęte trzy lata wcześniej przez Royal Navy. Z nich Anglicy skutecznie szarpali francuską żeglugę przybrzeżną między Hawrem a Cherbourgiem, zaś Francuzi bezradnie obserwowali to z Saint-Vaast - La Hougue. Brytyjski garnizon liczył zaledwie około 500 marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, jednak prawie zawsze mógł liczyć na wsparcie lekkich sił marynarki. Dowodzący Francuzami kmdr Muskein (Muskeyn) użył do ataku flotylli kilkudziesięciu różnych jednostek, której trzon stanowiło kilkadziesiąt "jego" kanonierek wiosłowych, czyli „bateaux à la Muskein” („bateaux canonnieres à la suédois”). Te "łodzie kanonierskie" miały długość 19-24,5 m, szerokość 4,4-6,1 m, głębokość 1,68 m, zanurzenie 1,3-1,8 m, załogi liczące 22-40 ludzi, trójmasztowy takielunek lugrowy (czasem z wysokim, dwuczęściowym grotmasztem o dwóch żaglach), 14 par wioseł. Uzbrajano je zwykle w jedno działo 24-funtowe, jedną haubicę i jedno działo polowe. Mogły transportować maksymalnie 130 żołnierzy, albo np. 106 żołnierzy i dwa konie z załogą ograniczoną tylko do sześciu ludzi.

[link widoczny dla zalogowanych]

Dwie brytyjskie fregaty 38-działowe (Diamond i Hydra) natknęły się na pierwotną flotyllę Muskeyna już na redzie Caen i uderzyły 8.04.1798, ale ponieważ Diamond utkwiła na mieliźnie, niewiele zdziałały. Po licznych dalszych perypetiach, atakach kolejnych okrętów Royal Navy, ucieczkach i przyłączaniu innych grup (m.in. z Cherbourga), Muskeyn znalazł się na redzie La Hougue, oczekując na dogodny pływ i flautę, by zaatakować Brytyjczyków na wysepkach Saint Marcouf. Taka sposobność nadeszła w nocy 6/7 maja. Francuzi zbliżyli się w ciemnościach z pół setką jednostek (w tym 3 awiza, 4 moździerzowce, 18 szalup kanonierskich i 24 łodzie à la Muskein), mając na pokładach 5 lub 6 tysięcy ludzi. Całkowity brak wiatru uniemożliwił interwencję brytyjskim żaglowcom znajdującym się w pobliżu. Ale delikatne łodzie wiosłowe, mimo swojego silnego uzbrojenia, nie stanowiły równorzędnego przeciwnika dla ciężkich dział strzelających z lądu. Kiedy sześć lub siedem kanonierek zatonęło po rozbiciu pociskami (jedną Brytyjczycy pochwycili), reszta uciekła. Współpracujący z Armią Anglii (mianowany przez Bonapartego jej adiutantem-generałem) irlandzki bojownik o wolność swojego kraju, Wolfe Tone, pisał rozczarowany: "Cóż, Anglicy mogliby powiedzieć, że wybieracie się na podbój Anglii, a nie możecie zdobyć wysp Marcouf!". Myśli generała Bonaparte były wtedy zajęte projektami przyćmienia sławy Aleksandra Wielkiego na Bliskim Wschodzie, jednak zauważył tę porażkę i jej nie zapomniał. Sekował potem Muskeyna na wszelkie sposoby i doprowadził do usunięcia z marynarki we wrześniu 1800 r.
Na razie idea flotylli bulońskiej w praktyce zamarła.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Pią 9:12, 27 Lis 2020    Temat postu:

VI.
Odrodziła się w 1801 r. Generał Bonaparte, już po zamachu stanu, który uczynił go Pierwszym Konsulem i dał mu dyktatorską władzę (na razie maskowaną jeszcze fasadami republiki), zdradził 7 marca, że nie zapomniał całkiem o pomyśle przekroczenia z armią kanału La Manche. Zwrócił się wówczas do Forfaita (od 22.11.1799 do 3.10.1801 ministra marynarki) z pytaniem, ile czasu zajęłoby zgromadzenie stu kanonierek w Boulogne, gdzie i w jakim stanie znajdują się teraz te przygotowane w 1798 r. Jak zwykle, ogarniał od razu szerokie spektrum ważnych kwestii, więc chciał również wiedzieć, jakie byłyby możliwości przewozowe tych jednostek, ile zdołałoby opuścić Boulogne z jednym przypływem [różnica pływów powodowała, że podczas odpływu w bardzo niegłębokich basenach portowych Boulogne pozostawały prawie same kałuże i strumyki, a niemal wszystkie jednostki osiadały na dnie], jak wiele naraz mógłby ten port pomieścić. Dwa tygodnie później pytał Forfaita o stan rzeczy wzdłuż wybrzeży. Minister nie mógł zadowolić Pierwszego Konsula - wprawdzie w Saint-Malo, Cherbourgu, Hawrze, Lorient, Breście, Ostendzie Dunkierce i Vlissingen wciąż znajdowało się 276 kanonierek i pinas, ale brakowało im jakiejkolwiek organizacji, a rozproszenie nie pozwalało użyć do wspólnego celu. Bonaparte błyskawicznie wprawił w ruch tę prawie sparaliżowaną gromadę. Już 13.03.1801 ogłosił utworzenie flotylli kanonierek, postawił na jej czele zdolnego i energicznego kontradmirała Latouche-Tréville (choć, jak przystało na podwładnego Napoleona, ze skłonnościami do łgarstwa i samoreklamy), wskazał cel - ochronę francuskich wybrzeży i handlu przybrzeżnego - oraz polecił oficerom utrzymanie efektywności załóg przez stałe ćwiczenia ludzi na morzu i zatrzymywanie na pokładach. Na razie nie było jeszcze mowy o ewentualnym desancie w Anglii, ponieważ w rejonach nadmorskich nie skoncentrowano większych sił lądowych. Latouche-Tréville z wielkim zapałem zabrał się do pracy - budowano nowe jednostki, naprawiano stare, uzupełniano wyposażenie, organizowano obronę brzegów, gromadzono zapasy materiałowe. Admirał nie zamierzał zresztą zaakceptować defensywnej roli swojej flotylli, tylko od razu formułował projekty użycia tych jednostek do przewiezienia wojsk przez kanał La Manche. Chciał zaokrętować 25 tysięcy żołnierzy w Calais i utworzyć z nich prawe skrzydło armady inwazyjnej; z bardzo zaniedbanego przez ostatnie lata Boulogne wyprowadzić środek skoncentrowanych sił; zaś Étaples przeznaczyć na bazę dla lewego skrzydła. Bonaparte, po klęsce Duńczyków pod Kopenhagą 2.04.1801 i zamordowaniu cara Pawła I (23/24.03.1801), kiedy zawaliły się jego koncepcje uderzenia w zamorskie interesy i posiadłości Brytyjczyków cudzymi rękami, nie miał cierpliwości do pomysłów swojego kontradmirała i je odrzucił. Ten jednak wcale się nie zraził, złamał rozkazy i dalej gromadził kanonierki w Boulogne. Ostatecznie Pierwszy Konsul dał się przekonać i 1.06.1801 wysupłał 305 tysięcy franków na remont falochronów i nabrzeży w Boulogne, co już miało zwiększyć potencjał tego portu, a w dalszej kolejności przystąpiono nawet do jego pogłębiania.
Latouche-Tréville wysuwał też ciekawe koncepcje konstrukcyjne. Uznając francuskie jednostki za zbyt małe i za słabo uzbrojone, chciał budowy 50 kanonierek wg modelu hiszpańskiego, które miałyby posłużyć jako straż przednia flotylli inwazyjnej. Natomiast uważał mało zanurzające się holenderskie szmaki rybackie za świetnie nadające się do adaptacji na transportowce koni i dążył do zwiększenia ich liczby. Ćwiczył swoich marynarzy i uzyskał ich wysoką sprawność, proponował nawet rajdy na wybrzeża Kentu i Sussex. Uważał, że do właściwego uderzenia wystarczy 75000 żołnierzy. Pod koniec czerwca 1801 r. Bonaparte zażądał wprawdzie utworzenia we Vlissingen dodatkowych pięciu dywizjonów kanonierek do 16 już rozlokowanych w portach nad kanałem La Manche, ale nadal nie wracał na serio do pomysłu inwazji na Wyspy Brytyjskie. Ignorował oświadczenia kontradmirała, który w lipcu zapewniał, że jest w stanie przewieźć 30 tysięcy ludzi, jeśli tylko się pojawią. Tym niemniej dał 3870 żołnierzy dla poprawy obsadzenia kanonierek załogami. Nakazał 12 lipca koncentrację w Boulogne dziewięciu dywizjonów kanonierek, znacznych oddziałów armii i artylerii.
Ostatecznie zbudowano wiele nowych kanonierek, naprawiono stare, wyremontowano port w Boulogne, wzmocniono obronę atlantyckich wybrzeży Francji. Tym niemniej wszystkie zgromadzone jednostki nie mogłyby przetransportować do Anglii nawet połowy armii uznanej za niezbędną, nie uczyniono żadnych kroków, by choćby zacząć konstruowanie owych kanonierek w stylu hiszpańskim, wymarzonych sobie przez Latouche-Tréville'a, a do znaczącej koncentracji armii też nie doszło. Wydaje się jasne, że rację mają ci historycy, którzy uważają całą flotyllę bulońską Anno Domini 1801 za wielki blef Bonapartego, mający zastraszyć Brytyjczyków i uczynić ich skłonnymi do rozmów pokojowych na jego warunkach.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Sob 9:52, 28 Lis 2020    Temat postu:

VII.
Zresztą blef w pełni udany, skoro dla uspokojenia opinii publicznej w Wielkiej Brytanii rząd mianował swojego bohatera, wiceadmirała Nelsona, dowódcą obrony wybrzeża od Orford Ness do Beachy Head, czyli w obszarze najbardziej prawdopodobnej inwazji - stanowisko zwykle rezerwowane dla odstawionych na bok, mało utalentowanych lub mało protegowanych oficerów krótko przed przejściem w stan spoczynku. Na dodatek, ataki Nelsona na flotyllę Latouche-Tréville'a w Boulogne (4.08.1801 i 15/16.08.1801) zakończyły się kompletnym fiaskiem, nie poprawiając brytyjskich nastrojów. Ich wyniki były co prawda karykaturalnie i śmiesznie wyolbrzymiane już wtedy - starcia, w których obie strony dysponowały tylko łodziami okrętowymi, moździerzowcami, brygami, szkunerami, lugrami i kanonierkami wiosłowymi, zakończone utratą przez Anglików kilku łódek (ŻADNEGO OKRĘTU, NAWET NAJMNIEJSZEGO) i 44 zabitych, porównywano z bitwą liniowców pod Abukirem. Potem niepoważni historycy francuscy i francuzofilscy doszli do przeciwstawiania tego starcia łodziowego bitwie pod Trafalgarem i chcą w nim widzieć główną przyczynę zawarcia pokoju w Amiens, co jest już jawnym kłamstwem. W rzeczywistości Anglia była wyczerpana długimi latami ciężkiej wojny, zadłużona, o gospodarce poważnie nadszarpniętej, z bardzo złym położeniem ludności najbiedniejszej i średniozamożnej. Na przełomie lutego i marca 1801 r. doszło w Wielkiej Brytanii do zmiany rządu (na pół roku PRZED odparciem łodzi Nelsona sprzed Boulogne), a nowy gabinet od początku usilnie dążył do zawarcia pokoju z Francją (jego premier głosił taki postulat od czterech lat!). Wstępne rozmowy zaczęły się już w lutym, a nie zakończyły natychmiastowym podpisaniem traktatu tylko dlatego, że na razie Bonaparte widział po swojej stronie Danię, Szwecję, Rosję, Hiszpanię, a w Egipcie wciąż stacjonowały wojska francuskie. Dopiero przewrót pałacowy w Sankt Petersburgu, zwycięstwo Nelsona pod Kopenhagą i kapitulacja Francuzów w Egipcie zmieniły całkowicie sytuację i nastawienie Pierwszego Konsula do negocjacji. Oczywiście dobrze było mieć za sobą wrażenie gotowej do inwazji armii i gotowej do jej przewiezienia flotylli - na dodatek, dzięki zapobiegliwości i energii Latouche-Tréville'a, zwycięskiej. Nelson co prawda uważał pomysł przetransportowania wojsk bez osłony liniowców za nierealny, ale przyznawał, że Bonapartego stać na nieszablonowe podejście i fortele, którymi zaskoczyłby obrońców. Na wszelki wypadek postulował uderzenie na Vlissingen, gdzie mogłyby działać prawdziwe okręty, a nie tylko ich łodzie, jednak rząd Addingtona nie chciał o tym słyszeć. Pokój zawarto w marcu 1802 r. na warunkach równych niemal kapitulacji Wielkiej Brytanii i flotylla bulońska z 1801 r. przeszła do historii.

Przerwa w działaniach wojennych między napoleońską Francją a Wielką Brytanią nie trwała długo. Obie strony (a przynajmniej układający się politycy obu stron) miały wprawdzie nadzieję na znacznie dłuższy okres pokoju, lecz od samego początku nie przestrzegały warunków traktatu lub całkowicie inaczej je interpretowały (nie bez istotnych przyczyn), co musiało doprowadzić do wznowienia konfliktu. Już w końcu stycznia 1803 r. było jasne, że do wojny dojdzie, a w maju 1803 r. została oficjalnie wypowiedziana.
Wraz z wojną wróciła kwestia flotylli bulońskiej albo - szerzej - problematyka ewentualnej inwazji armii francuskiej na Wyspy Brytyjskie. Tym razem miała być potraktowana zdecydowanie poważniej niż w 1798 r. (kiedy generał Bonaparte przejawiał dużą ochotę, ale dostrzegł brak możliwości realizacji w ówczesnych warunkach) i w 1801 r. (gdy Pierwszy Konsul snuł zupełnie inne plany, lecz wygodnie mu było straszyć Anglików możliwością desantu na ich ziemi). Teraz, nawet jeśli w pierwszym momencie Napoleon znów myślał o blefie, szybko zmienił zdanie i zdecydował się faktycznie wylądować w znienawidzonym państwie, by je podbić na czele swojej armii. Przygotowania przybrały więc skalę, jakiej nie osiągnęły nigdy wcześniej i nie miały już osiągnąć nigdy potem, a przede wszystkim objęły znacznie szerszy zakres zagadnień niż tylko zgromadzenie wystarczających środków transportowych i odpowiedniej liczby żołnierzy.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Nie 9:02, 29 Lis 2020    Temat postu:

VIII.
Już 11.03.1803 Bonaparte wydał dekret polecający utworzyć dwie oddzielne flotylle, jedną w Cherbourgu, drugą w Dunkierce, które razem miały liczyć 400 łodzi kanonierskich i 190 szalup kanonierskich. Należało je zbudować w 20 portach nad kanałem La Manche. Na razie, z wielkopańskim gestem, Pierwszy Konsul wydał tylko rozkaz, nie kłopocząc się wyjaśnianiem, skąd wziąć pieniądze, plany, organizatorów, fachowców, robotników. Być może w tym momencie myślał na razie o powtórzeniu blefu z 1801 r. Oczywiście dla przyspieszenia przygotowań chciano się posłużyć gotowymi kanonierkami z flotylli 1801 r., lecz raport z 2.03.1803 mówił, że zachowało się raptem 28 szalup kanonierskich i 193 łodzie kanonierskie. Na dodatek szalupy były bądź w remoncie, bądź zmienione w transportowce drewna, względnie całkowicie ogołocone z wyposażenia. Z łodzi tylko 27 znajdowało się w dobrym stanie.
Oprócz czynników obiektywnych, trudności pogłębiał ulubiony styl pracy Bonapartego, który wylewał z siebie lawiny rozkazów, przy czym następne przeczyły poprzednim i zmuszały do marnotrawstwa środków oraz do czasochłonnych przeróbek; wszystkich obrażał i szantażował, lekceważył wiedzę inżynierską powodując jeszcze gorsze szkody, wyznaczał nierealne terminy bez zapewnienia wystarczającego zaplecza, okradał prywatnych przedsiębiorców, doprowadzając do ruiny niektóre stocznie, a w końcu opierał rachunki na pobożnych życzeniach, padając ofiarą własnej propagandy.
Forfaita, już 3.10.1801 odwołanego ze stanowiska ministra marynarki, mianowano 24.05.1803 inspektorem generalnym flotylli [bulońskiej] i nakazano mu sporządzić plany całkiem nowych jednostek, mających stać się jądrem przyszłej armady. Jednak w typowej dla Bonapartego wielopoziomowej strukturze zarządzania, Forfait dostawał rozkazy także od nowego ministra marynarki, Denisa Decrèsa, których spełnienie zabierało mu czas i opóźniało konstruowanie łodzi. Był gotów dopiero w sierpniu, ale i to nie oznaczało daty pojawienia się rysunków we wszystkich stoczniach, ponieważ trzeba było jeszcze je zatwierdzić i nanieść poprawki. Zresztą Forfait nigdy nie czuł się całkowicie usatysfakcjonowany (zbieranie nie najlepszych doświadczeń z praktycznej służby też robiło swoje) i nanosił różne modyfikacje jeszcze w 1805 r. Przy nieustannych nawoływaniach Pierwszego Konsula do pośpiechu i miotaniu gróźb pod adresem "winnych", budowa nowych kanonierek ruszyła przed dostarczeniem nowych projektów, więc posługiwano się planami z 1801 r. Kiedy w 1804 r. dostarczono do stoczni projekty Forfaita, okazało się, że zmianom uległo prawie wszystko - wymiary, uzbrojenie, wyposażenie, możliwości przewozowe, materiały konstrukcyjne. Trzeba było przystąpić do gorączkowych przeróbek. Np. dawne łodzie kanonierskie oprócz uzbrojenia własnego i żołnierzy miały zabierać tylko znikome liczby koni, natomiast od nowych, z wolną burtą wyższą o 6 cali, oczekiwano ponadto transportowania artylerii polowej. Na szalupach kanonierskich zmieniono system przechowywania masztów. Kuchnie kanonierek z 1801 r. całkiem usunięto. Zmodyfikowano nawet sposób konserwacji drewna - kanonierki z 1801 r. smołowano, teraz malowano je w barwie oliwkowej zieleni, jak pisze znawczyni tematu, francuska historyczka Sophie Muffat, czego ja nie bardzo dostrzegam na obrazach i modelach, ale - ostatecznie - jestem tylko prymitywnym mężczyzną, który musi sięgać do słownika, aby się dowiedzieć np. co to znaczy seledynowy. Jeszcze przez część roku 1804 równolegle do nowych, budowano gdzieniegdzie nadal kanonierki na podstawie planów z 1801 r. Oprócz korekt podyktowanych techniką i praktyką były też takie, które wynikały ze zmiany zapatrywań Pierwszego Konsula. Nie znosił sprzeciwu, więc trzeba było wprowadzać nawet takie "ulepszenia", które były gorsze od starszych rozwiązań, ale "za to" opóźniały prace.

We wrześniu 1803 r. Bonaparte stwierdził, że chce mieć środki do przerzucenia przez kanał La Manche 114000 żołnierzy i 7000 koni. Zatem konstrukcja jednostek musiała uwzględniać przede wszystkim możliwości transportowe, inne pożądane cechy spychając na dalszy plan. Punktem wyjścia przy projektowaniu były raczej płaskodenne łodzie desantowe, niż wiosłowo-żaglowe kanonierki z Morza Śródziemnego lub ofensywne drobnoustroje Chapmana znad Bałtyku. Jednak w sumie przed całą flotyllą postawiono różnorodne zadania. Miała ona także przełamać obronę wybrzeża przy pomocy artylerii oraz osłonić transportowce przed lekkimi siłami przeciwnika (w tym kanonierkami żaglowymi i wiosłowymi). Ponadto zdawano sobie sprawę, że warto zupełnie inaczej optymalizować jednostki przeznaczone do wysadzania pierwszej fali desantu, na wybrzeżach, a zupełnie inaczej te, które korzystałyby ze zdobytych już przyczółków lub nawet portów. Bonaparte chciał mieć w składzie swoich sił także jednostki kawalerii, do czego potrzebne były specjalistyczne transportowce. W rezultacie projektowano i budowano dla flotylli bardzo zróżnicowane jednostki. Cechowała je duża rozpiętość wielkości, uzbrojenia, zanurzenia, inna łatwość operowania pod żaglami i na wiosłach.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Pon 7:24, 30 Lis 2020    Temat postu:

IX.
Na dodatek presja czasu przy niewystarczającym tempie budowy – mimo ogromnego wysiłku organizacyjnego i finansowego (głównie przerzucanego bezczelnie na barki przymusowych „aliantów”) – zmusiły do rozszerzania źródeł pozyskiwania takich jednostek, co oczywiście powiększyło ich niejednolitość.

Trzeba jednak zacząć od czterech typów zaprojektowanych specjalnie przez wspominanego już tu wielokrotnie francuskiego inżyniera wojskowego Forfaita. Pierre-Alexandre-Laurent Forfait (1752-1807) był konstruktorem i naukowcem próbującym swoich sił na wielu polach, nie stroniącym od niestandardowych wyzwań - pisał traktaty o pogłębianiu rzek, o omasztowaniu; zaprojektował bardzo udany transportowiec marynarki; skonstruował okręty do strzelania kulami rozgrzanymi do czerwoności; eksperymentował (bez powodzenia) z pociskami elipsoidalnymi. Angażował się też politycznie, aczkolwiek epizodu ze sterowaniem marynarką od 22.11.1799 do 3.10.1801 (w roli ministra) nie dało się zaliczyć do nadmiernie udanych. Ogólnie można powiedzieć, że miał bardzo dużo zapału i odwagi, a zdecydowanie za mało doświadczenia w budowie prawdziwych okrętów o wystarczającej dzielności morskiej. Nazwy wspomnianych czterech typów jednostek dla flotylli bulońskiej nie mają większego znaczenia i nie należy przywiązywać do nich nadmiernej wagi - jakoś trzeba je było nazwać, choćby z uwagi na wymagania księgowości i skarbu. Posługiwanie się tymi terminami jest jednak wygodne także przy opisach. Poza tym niemal w całości Francuzi powtarzali po prostu nazewnictwo lat poprzednich, nawet jeśli konstrukcje się zmieniały. Pierwsze trzy typy można śmiało zaliczyć do kanonierek; indywidualne określenia zwracały uwagę głównie na względną wielkość w ramach tej grupy.
Dochodzące do 25-26 m długości szalupy kanonierskie (chaloupes-canonnières) Forfaita miały ożaglowanie brygu (o powierzchni 418 metrów kwadratowych), zabierały 22-24 marynarzy i 106-130 żołnierzy. Ich oficjalne dane projektowe to nośność około 70 ton, wyporność 131 ton, długość pokładu 24,72 m, szerokość 5,47 m, głębokość 1,62 m, zanurzenie z przodu/z tyłu 1,4/1,6 m. Mogły się też poruszać za pomocą 22 wioseł. Uzbrojono je bardzo silnie w trzy działa 24-funtowe; ponadto niosły dwie haubice 36-funtowe (o kalibrze 6 cali) albo jedną haubicę 8-calową. Były to jednostki o prawie płaskim dnie, w pełni pokładowe mimo wyglądu dużej łodzi, o bardzo rozbudowanym takielunku jak na swoją szerokość. Na ich pokładzie znajdowały się typowe dla dużych okrętów pachoły kołkownic, luki, wysokie zejściówki, świetliki. Bardzo tępy dziób pozwalał na swobodne ustawienie dwóch dział, po jednym z każdej strony bukszprytu, strzelających przez furty o dwudzielnych (drzwiczkowych) pokrywach. Trzecie działo prowadziło ogień przez centralną furtę w wysokiej płaszczyźnie górnej na rufie. Szalupy kanonierskie zwano jednostkami pierwszej klasy (1ère espèce) flotylli bulońskiej. Zbudowano ich w latach 1803-1804 (ściśle biorąc, zewidencjonowano w dokumentach dla roku XII kalendarza rewolucyjnego, który obejmował okres od 24 września 1803 r. do 22 września 1804 r.) aż 312 sztuk; zdążono też zamówić wiele następnych zanim Napoleon musiał się pogodzić z fiaskiem całej swojej strategii.

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Śro 8:18, 02 Gru 2020    Temat postu:

X.
Łodzie kanonierskie (bateaux-canonnières), zwane jednostkami drugiej klasy (2ème espèce) flotylli bulońskiej, były nieco mniejsze, ale o jeszcze bardziej oryginalnej konstrukcji. Charakteryzowały się nośnością około 35 ton, wypornością między 52 a 68 ton, długością 19,5 m, szerokością 4,55 m, głębokością 1,54 m i zanurzeniem z przodu/z tyłu 1,30/1,35 m. Mimo tych wymiarów także miały pokład od dziobu do rufy, pachoł kołkownicy, na śródokręciu wielki luk z wysokimi zrębnicami (co po przykryciu łukowymi pokrywami robiło wrażenie pokładówki), za grotmasztem wysoką zejściówkę, a na pokładzie rufowym spory świetlik do kabiny dowódcy. Przede wszystkim ciekawe były jednak rozwiązania rufy i dziobu. Z rufy wysuwano ku brzegowi specjalną rampę do bezpiecznego wprowadzania koni i dział polowych, co oczywiście wymuszało pozostawienie szerokich furt wejściowych (w postaci braku nadburcia w tym miejscu). Dziób był podniesiony, ale z dziobnicą kończącą się na wysokości pokładu; reszta nadburcia dziobowego zaokrąglała się w kierunku rufy, jak w wielu ówczesnych kanonierkach; dawało to możliwość dość dalekiego wyprowadzenia lufy stojącego tu - w osi wzdłużnej jednostki - działa 24-funtowego (strzelającego ponad nadburciem) bez nadmiernego przesuwania do przodu środka ciężkości armaty. Oczywiście bukszpryt musiał być odsunięty na bok - tutaj w lewo. Łódź kanonierska - poza uzbrojenie własnym w postaci wspomnianej 24-funtówki, przeznaczona była do transportu jednego działa polowego, 6- lub 8-funtowego, względnie jednej haubicy 6-calowej (zamiast tej ostatniej mogła mieć karonadę). Zabierała ponadto 60-106 żołnierzy, a także dwa konie artyleryjskie. Aby przyspieszyć wprowadzanie i wyprowadzenie tych zwierząt, pokład nad nimi dawał się zdejmować. Do jej obsługi przewidziano zaledwie 6 marynarzy. W związku z tak małą załogą żeglarską uznano, że żołnierze muszą włączyć się aktywnie także do transportu - to oni mieli używać 28 wioseł znajdujących się na wyposażeniu, to czterech oficerów armii dowodziło jednostką. Takielunek pełniący rolę pomocniczą był niski, ale trójmasztowy, typu lugrowego, o powierzchni żagli 268 metrów kwadratowych. Zachowanie stateczności wymagało ustawienia wszystkich największych mas w osi wzdłużnej. Działo 24-funtowe na dziobie oznaczało konieczność odsunięcia na bok nie tylko bukszprytu, ale i fokmasztu (tego ostatniego ku sterburcie). Z kolei wprowadzanie armaty polowej w osi pokładu rufowego wymuszało odsunięcie bezanmasztu (czasem ku bakburcie, czasem ku sterburcie). Usytuowanie bezanmasztu, jego długiego wytyku rufowego, sposób wprowadzania działa armii - powodowały kłopoty z używaniem rumpla. Przymocowano więc do płetwy sterowej rodzaj sterownicy i poruszano jej ramionami za pomocą linek biegnących ku bokom rufy. Aby działo polowe mogło być gotowe do natychmiastowego użycia przy desancie, transportowano je razem z wielkimi kołami; by jednak w takiej postaci uchronić się przed stratami i uszkodzeniami, jakie mogłoby spowodować na pokładzie podczas przechyłów, skonstruowano specjalny stojak do unieruchamiania. W latach 1803-1804 zbudowano 346 łodzi kanonierskich konstrukcji Forfaita.

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Czw 12:43, 03 Gru 2020    Temat postu:

XI.
Jednostkami trzeciej klasy (3ème espèce) flotylli bulońskiej były pinasy (péniches). Najmniejsze spośród dotąd omówionych, miały nośność 20 ton, wyporność 39 ton, długość 19,49 m, szerokość 3,25 m, głębokość 1,31 m; ich zanurzenie z przodu/z tyłu wynosiło 1,27/1,31 m. Skonstruowano je w stylu łodzi okrętowych, z małymi pokładzikami tylko na dziobie i rufie. W przeciwieństwie do typów poprzednich charakteryzowały się ostrymi liniami kadłuba, dużym wzniosem denników i bardzo wydatnymi stępkami. Takielunek trójmasztowy, z żaglami lugrowymi, stanowił pomniejszoną wersję (jedynie 153 metry kwadratowe płócien) tego z łodzi kanonierskich i w związku z tym przysparzał podobnych problemów; bukszpryt odsunięto od osi wzdłużnej pinasy ku bakburcie (fokmaszt pozostał na środku, więc musiał być przesunięty dość silnie do tyłu), bezanmaszt i jego wytyk rufowy znalazły się blisko sterburty, płetwę sterową poruszano nie rumplem a za pomocą widłowato rozgałęzionej (i skierowanej w tył) sterownicy oraz lin sterowych. Oczywiście nie instalowano żadnych pachołów, kołkownic, zejściówek, świetlików itp. Uzbrojeniem pinas było jedno działo 4-funtowe i jedna haubica 6-calowa (albo jeden moździerz 8-calowy). Załogę stanowił jeden oficer i 5 marynarzy. Pinasa przewoziła 55-66 żołnierzy, którzy zapewniali też główny napęd, siadając przy 26 wiosłach. Zbudowano około 460 pinas projektu Forfaita.

[link widoczny dla zalogowanych]

Najciekawsze konstrukcyjnie, chociaż też najmniej udane, były "pramy" (promy) artyleryjskie. Miały całkowicie płaskie dno (w sensie dosłownym; tworzyły dziwaczne, pudełkowate bryły) oraz tępe, półokrągłe dzioby i rufy. W stosunku do niezbyt wielkiego kadłuba niosły niezwykle ciężkie uzbrojenie (od standardowego tuzina 24-funtówek do nawet 20 dział 36-funtowych i jednego moździerza 12-calowego!), co czyniło z nich rodzaj pływających baterii czy przerośniętych kanonierek. Z omawianych czterech typów charakteryzowały się jednak największymi wymiarami. Na tyle dużymi, że promy traktowano jak normalne okręty, z indywidualnymi nazwami, a nie tylko numerami. Ich nośność wynosiła 230 ton, wyporność 450 ton, długość 35,73 m, szerokość z poszyciem 8,30 m, głębokość 2,84 m, zanurzenie z przodu/z tyłu 2,30/2,70 m. W wersji przystosowanej do transportu żołnierzy mogły zabierać od 100 do 200 ludzi, mając załogi liczące 38 marynarzy. Kiedy wzrastał nacisk na rolę pływającej baterii, załogi rosły do 90-120 ludzi. Zamiast żołnierzy promy były w stanie przewozić po 50 koni. Alain Demerliac wylicza nazwy i losy 20-21 jednostek tej kategorii, zbudowanych na podstawie planów Forfaita w latach 1803-1806 (istniały jeszcze trzy zbudowane wcześniej). Miały takielunek fregaty. Aranżacja wnętrza, pokładu i furt bardzo się zmieniała wraz z preferowaną funkcją. Natomiast spod płaskiego dna zawsze wystawały aż trzy stępki. Promy mogłyby wyglądać inaczej i być zaprojektowane lepiej, ale właśnie zwodowany już w grudniu 1794 r. Foudroyante Forfaita tak się spodobał ignoranckiemu w tych sprawach Napoleonowi, że osobiście wyraził życzenie, by następne zbudować na jego wzór. Widział je zresztą przede wszystkim w roli transportowców koni i artylerii, a dopiero potem rozwój sytuacji skłonił do traktowania ich głównie jako pływających baterii.

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Pią 16:26, 04 Gru 2020    Temat postu:

XII.
Cztery typy jednostek flotylli bulońskiej zaprojektowane przez Forfaita odznaczały się stosunkowo dużą liczbą ciekawych rozwiązań i pomysłowością. Budowano je też w ogromnych ilościach (w sumie minimum 1138 sztuk). Nie znaczy to jednak, że chodziło o okręty udane. Szalupy kanonierskie były zbyt wąskie dla takielunku dużego brygu, który nosiły; zbyt płytkie dla zabierania odpowiedniego balastu, zapasów i amunicji; zbyt słabej budowy dla znoszenia wstrząsów od wystrzałów z własnych, ciężkich dział. Łatwo ulegały uszkodzeniom na mieliznach i nie miały wystarczającej sztywności do noszenia tak ciężkiej artylerii. Płaskodenność - wskazana dla przeprowadzania desantów - bardzo obniżała walory żeglarskie (jednostki silnie dryfowały), w czym nie mogła wiele pomóc rachityczna stępka. Duży kadłub z uzbrojeniem o wielkiej masie i bardzo szeroki, tępy dziób, nie sprzyjały łatwemu poruszaniu się na wiosłach. Mniejsze łodzie kanonierskie miały proporcjonalnie szersze kadłuby, ale ich ożaglowanie pełniło tylko funkcję pomocniczą, a tępy dziób nie pomagał wioślarzom. Wymuszona potrzebami desantowania żołnierzy płaskodenność i tutaj powodowała dryfowanie oraz kłopoty z utrzymaniem kursu - próbowano się ratować stosując duże boczne miecze. [Niektórzy autorzy uważają zresztą, że boczne miecze dodano też na szalupach kanonierskich i pramach, ale przynajmniej w przypadku tych ostatnich wydaje się to mało prawdopodobne]. Słaba konstrukcja kadłubów łodzi kanonierskich nie była wystarczająca dla przenoszonej artylerii, zaś bardzo niska wolna burta (choć i tak podwyższona względem tych z 1801 r.) uniemożliwiała pływanie przy niespokojnym morzu. Nawet stojąc na redzie jednostki te były stale zalewane falami, wymagając nieustannego pompowania i wylewania wody. Bardzo smukłe, małe pinasy o ostrych liniach miały ograniczone możliwości transportowe, za to najlepiej nadawały się do poruszania na wiosłach, zwłaszcza podczas flauty; problemem było ich marne uzbrojenie i jego bezużyteczność podczas prawie wszystkich warunków pogodowych, ponieważ na falach pinasy mocno się kiwały, uniemożliwiając celowanie. Pramy charakteryzowały się tragicznymi własnościami żeglarskimi; z uwagi na eksperymentalne kadłuby intensywnie się kołysały, silnie dryfowały i w ogóle nie były w stanie płynąć pożądanym kursem. Poza tym ich zanurzenie było stanowczo zbyt duże do uczestniczenia w desantach, a i tak za małe dla sprawnego poruszania się pod żaglami rozbudowanego takielunku fregaty. Ciągle wchodziły na mielizny już u francuskiego wybrzeża. Jeden z ówczesnych francuskich oficerów stwierdził, że konstrukcja okazała się „katastrofalna”. Minister marynarki szybko zredukował zamówienie z 50 do zaledwie 18 sztuk.

Bonaparte 5 lipca 1803 r. chciał mieć 50 pramów, 300 szalup kanonierskich, 300 łodzi kanonierskich i 700 pinas. Wydał też rozkazy odnośnie dostarczenia wielu innych typów (o nich dalej), ale jednostki czterech wyżej wymienionych typów miały stanowić jądro flotylli bulońskiej, zapewnić zarówno duży potencjał transportowy, jak podstawowe wsparcie artyleryjskie desantu. Nazywano je "uzbrojoną flotyllą". Jest mocno wątpliwe, czy sprawdziłyby się w tej roli, gdyby do inwazji na Wyspy Brytyjskie faktycznie doszło - przy silniejszym wietrze większość zapewne w ogóle nie dotarłaby do celu (zwłaszcza promy i łodzie kanonierskie) albo nie mogłaby skutecznie strzelać (głównie pinasy); przy flaucie promy nie ruszyłyby wcale, a szalupy kanonierskie i łodzie kanonierskie wlokłyby się bardzo powoli, ułatwiając obrońcom przeciwdziałanie.

Pierwszy konsul życzył sobie w tym samym czasie zgromadzenia łącznie 2410 jednostek flotylli. Cztery omówione wcześniej typy zaprojektowane przez Forfaita należało uzupełnić przez 50 kaików (caïques), 10 bombard (moździerzowców) i 1000 lugrów przybrzeżnych (pod tymi ostatnimi kryją się niezwykle różnorodne konstrukcje, po prostu na atlantyckich wybrzeżach Francji takielunek lugrowy był najpopularniejszy). Łodzie miały być zarówno budowane, jak kupowane od prywatnych właścicieli.
Co ciekawe, w latach 1803-1804 zwodowano faktycznie aż 48 kaików, które też były projektu Forfaita. Chociaż jak na takie maleństwa bardzo silnie uzbrojone - w jedno działo 24-funtowe albo 18-funtowe i jedną haubicę 8-calową - miały znacznie gorsze możliwości transportowe. Zabierały tylko 6 osób załogi i 14 żołnierzy. Nosiły dwumasztowy takielunek lugrowy. Przy nośności około 12 ton i wyporności około 22 ton miały długość 14,05 m, szerokość 3,41 m i głębokość 1,3 m, nie zanurzając się za to nawet na metr.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Nie 7:39, 06 Gru 2020    Temat postu:

XIII.
Termin "caïque" jest szalenie niejednoznaczny. Odpowiada tureckiemu kayik, rosyjskiemu kayuk, eskimoskiemu kayak, włoskiemu caicco, albańskiemu kaik, bułgarskiemu kaiche, francuskiemu quaiche, polskiemu kajakowi i dziesiątkom, jeśli nie setkom innym. Stanowi przykład częstego przypadku, kiedy jakaś nazwa spodobała się dużo bardziej niż konstrukcja, rozłażąc się po całym świecie i opisując rozmaite lokalne typy, niejednokrotnie nie mające ze sobą nic wspólnego. Potem ci historycy, którzy wierzą, że słowa w przekazach mają świętą moc, próbują znaleźć wspólny mianownik konstrukcyjny, strasznie bredząc przy okazji. W rzeczywistości nawet używanie jakiegoś terminu na terenie tego samego państwa niczego nie dowodzi, jeśli wypowiadający się nie ma pojęcia o technice. Bonaparte stwierdził tylko niefrasobliwie, bez wdawania się w jakiekolwiek szczegóły lub wyjaśnienia, że chodzi mu o kaiki "typu, który widujecie w Boulogne". Francuzi budowali swoje kaiki na północy kraju, blisko rejonu gromadzenia flotylli bulońskiej, i były to żaglowe łodzie rybackie o świetnych własnościach żeglarskich, kadłubowo bardzo podobne do kutrów rybackich z polskich wybrzeży. Chociaż takie kaiki - tak jak i niekiedy nasze kutry - wyciągano na brzeg, ich ostrodenna, zwięzła konstrukcja z wydatnymi stępkami zupełnie nie sprzyjała ani transportowaniu, ani desantowaniu żołnierzy, a tym bardziej uzbrajaniu w ciężkie działa.

[link widoczny dla zalogowanych]

O co więc naprawdę chodziło Pierwszemu Konsulowi - nie wiadomo. Ostatecznie Forfait nie wziął wcale inspiracji z nich, tylko z tak samo nazywanych łodzi stanowiących wyposażenie galer śródziemnomorskich albo z tymi jednostkami współpracujących. Takie kaiki były rodzajem longbotów czy pinas, wprawdzie ożaglowanych (jedno- lub dwumasztowych), ale budowanych z naciskiem na napęd wiosłowy; swego rodzaju mini-galerami. Miały i tak dużo lepsze do żeglowania proporcje kadłuba oraz takielunku niż cztery podstawowe typy flotylli bulońskiej (znacznie większą szerokość w stosunku do długości; tylko dwa, za to wyższe maszty), jednak ich płaskodenność nie czyniła z nich wybitnych jednostek morskich, a ogólnym pokrojem niewiele odbiegały od dużych, bezpokładowych łodzi okrętowych. Modyfikacje Forfaita poszły w kierunku silnego uzbrojenia. W tym celu jego kaiki dostały długie tory (szyny) na rufie dla wzdłużnego przesuwania ciężkiej armaty oraz podobne, ale dużo krótsze przed fokmasztem, dla lżejszej haubicy. Centralne tory nie przeszkadzały umieszczeniu po bokach ławek wioślarskich, ale działo strzelające wprost z rufy uniemożliwiało używanie klasycznego rumpla, więc i tutaj konstruktor zastosował rozwidloną, skierowaną ku tyłowi sterownicę, z taliami biegnącymi od jej ramion ku blokom na bocznych krawędziach rufy.

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Wto 7:03, 08 Gru 2020    Temat postu:

XIV.
Moździerzowce w stylu sporych, bardzo mocno zbudowanych jednostek o specyficznym kadłubie i takielunku (początkowo kecze, zwane przez Francuzów galiotami, bombardami) narodziły się w XVII w. we Francji. Były używane głównie podczas ataków z morza na miasta czy porty i teoretycznie dałoby się ich użyć w wojnie przeciwko Wielkiej Brytanii. Jednak nie pasowały do idei błyskawicznego przerzucenia wielkiej armii przez najwęższe miejsce kanału La Manche i natychmiastowego wsparcia desantu zanim pojawią się liniowce Royal Navy. Miały na to zbyt wielkie zanurzenie, a ich metoda walki, polegająca na prowadzeniu wielodniowych bombardowań obiektów wielkości miasta, zupełnie nie odpowiadała chwilowym potrzebom flotylli bulońskiej. Dlatego w tym przypadku chodziło naprawdę też o rodzaj łodzi z urządzonym w środku stanowiskiem dla moździerza. Wszystkie europejskie marynarki próbowały takich rozwiązań, ponieważ dzięki nim można było wykorzystać ogień moździerzowy na skrajnie płytkich wodach, nawet z plaż. Przy okazji kosztowało to nieporównanie mniej od budowy prawdziwych okrętów moździerzowych. Oczywiście siła odrzutu przy strzelaniu z takiej broni zawsze groziła zatopieniem lub rozbiciem łodzi-nosiciela już przy pierwszym wystrzale, należało więc skonstruować bardzo mocne łoża, częściowo o własnościach amortyzujących, i radykalnie zmniejszyć ową siłę. Francuzi radzili sobie z tym ostatnim problemem na dwa sposoby: wykonywali moździerze typowego u nich kalibru (12 cali), lecz ze zmniejszoną komorą prochową, nie dającą się załadować standardowym ładunkiem miotającym (oczywiście donośność bardzo spadała, jednak przy ofensywnym zastosowaniu podczas desantu nie miało to większego znaczenia); instalowali na łodziach moździerze dużo mniejsze i lżejsze. Bombardy (moździerzowce) flotylli bulońskiej, zwane oficjalnie "łodziami bombardierskimi" (bateaux bombardiers) dostały moździerze o kalibrze zaledwie 8 cali. Zatem masa ich granatów (i proporcjonalnie masa ładunku miotającego oraz - w dużej mierze - siła odrzutu) wynosiły około 30% odpowiednich wartości dla standardowego moździerza 12-calowego [masa całego działa mogła spadać do kilkunastu procent masy egzemplarza o większym kalibrze]. Co ciekawe, chociaż Forfait zaprojektował już w 1795 r. takie wiosłowo-żaglowe moździerzowce (zbudowano tylko trzy, z moździerzem 12-calowym, a i te gdzieś zniknęły w okolicach 1801 r.), to pięć dalszych powstało w 1798 r. na podstawie planów Muskeina. Ostatecznie jednak flotylla bulońska miała moździerzowce (w niewielkiej liczbie) wszelakiego rodzaju i pochodzenia, zebrane całkiem przypadkowo - na niektórych na wszelki wypadek nigdy nie zainstalowano moździerzy, aby nie narażać tych łodzi. Chociaż laikom wydaje się, że to zawsze musiały być „kecze” (bo tak odczytują dokumenty osoby nie rozumiejące podstaw konstrukcji), w rzeczywistości wspomniane maleństwa taklowano jako feluki, kutry, slupy, lugry; bardzo często miały trzy maszty - jak wspomniane jednostki Muskeina.

[link widoczny dla zalogowanych]

Oprócz nieustannych zmian w liczbach zamawianych kanonierek, modyfikowaniu ich konstrukcji bez troski o stan zaawansowania prac, skalę trudności i realnie potrzebny czas, Bonaparte nie omieszkał też wpadać ciągle na nowe koncepcje. Np. zażądał budowy 60 łodzi kanonierskich w sercu Paryża, w miejscu gdzie nie było żadnej stoczni. Forfait próbował opanować ten chaos przez mianowanie w każdym możliwym miejscu komisji składających się z oficera marynarki, inżyniera i administratora, ale Pierwszy Konsul chciał sprawozdania z postępu prac każdej komisji w sześć dni po wprowadzeniu nazwisk tych ludzi na listy. Potem zażądał zakupienia w Saint-Jean-de-Luz statków handlowych, które mogłyby posłużyć do transportu armii. Miały być zaraz wyposażone i odesłane do Boulogne. Inne należało kupować w portach Morza Śródziemnego.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kgerlach
Administrator



Dołączył: 20 Lip 2010
Posty: 5316
Przeczytał: 2 tematy


PostWysłany: Śro 10:08, 09 Gru 2020    Temat postu:

XV.
Kiedy 24.06.1803 urządzono w Paryżu maleńką stocznię nad Sekwaną, nakazano jej zbudowanie 2 szalup kanonierskich, jednej łodzi kanonierskiej i jednej pinasy. Ale już pięć dni później polecono lekką ręką, by zbudowała jednak 20 szalup kanonierskich, 20 łodzi kanonierskich i 20 pinas. Kanonierki miano konstruować nawet w Compiègne! Prefekt Tulonu, odpowiedzialny za dostarczenie 45 szalup kanonierskich został poinformowany 25.06, że winien ich zbudować 90, lecz za to w tym samym czasie. W końcu czerwca 1803 r. inżynierowie z rozkazami budowy kanonierek powędrowali do Hanoweru i Strasburga (!).
Tempo wzrostu żądań Pierwszego Konsula w 1803 r. było zgoła kosmiczne: 24 czerwca chciał mieć 850 jednostek; 5 lipca oczekiwał już 1410 sztuk (nie licząc 1000 lugrów rybackich). Chociaż inspekcja adm. Bruixa pokazała że pod koniec sierpnia udało się zgromadzić 1026 jednostek (Forfait wykazywał 1069 sztuk), Bonaparte wmawiał sam sobie, że jest ich 2008 (!) i stale domagał się następnych. Zwiększał też zamówienia w ramach poszczególnych kategorii, także tych nieudanych. Liczba kaików (jak się okazało i tak prawie do niczego nie przydatnych) urosła w rozkazach z 50 do 108. Samych "korwet rybackich" chciał mieć 81 sztuk, a transportowców nawet 600. Na dodatek 22.08 wyrażał przekonanie, że wszystkie jednostki będą gotowe, wyposażone i obsadzone załogami najdalej w ciągu trzech miesięcy. Fakt, że w wielu stoczniach otrzymano nowe plany konstrukcyjne najwyżej miesiąc wcześniej, nic go nie obchodził. Jako zupełny laik w kwestiach okrętowych nie był w stanie pojąć, że taka szaleńcza budowa wymusza używanie świeżego, mokrego drewna najgorszych gatunków, powodującego błyskawiczną degradację jednostek, wypaczanie się belek, wypadanie uszczelnień i rujnowanie kadłubów, a w rezultacie stocznie mające budować nowe kanonierki są w coraz większym stopniu obciążane pracami remontowymi przy kanonierkach starych, i ich siła przerobowa w ten sposób spada, zamiast wzrastać.

PORTY I STOCZNIE FLOTYLLI
Bonaparte podzielił wszystkie (aktualne i potencjalne) stocznie i porty na trzy typy: konstrukcyjne, odpowiedzialne przede wszystkim za budowę; wyposażeniowe, gdzie gotowe kanonierki dostawały wszelkie wyposażenie i uzbrojenie; zbiórki, służące do gromadzenia w wielkie flotylle jednostek przygotowywanych w rozmaitych miejscach. Oczywiście wiele portów miało pełnić dwie z tych funkcji, a niektóre wszystkie trzy. Na początku 1803 r. budowa kanonierek możliwa była we Vlissingen, Nieuwpoort, Antwerpii, Ostendzie i Dunkierce. Szybko dodawano inne, jak Calais, Boulogne, Dieppe, Hawr, Rouen, Cherbourg, Granville, Saint-Malo i kolejne, czasem bardzo odległe od wybrzeży. Do stoczni konstrukcyjnych dołączono 21.07 Abbeville, Amiens, Gravelines i Saint-Omer. Z końcem września 1803 r. wydawało się, że zarówno wszystkie porty w poszczególnych kategoriach, jak i typy jednostek definitywnie ustalono i można ze spokojem przystąpić do regularnych prac, ale to nie byłoby w stylu Pierwszego Konsula.
Już wcześniej (na przełomie wiosny i lata 1803 r.) wytypował Boulogne na główną bazę flotylli i ekspedycji. Warunki naturalne nie były tu nadzwyczajne. Inżynier de Briche odnotował w 1776 r., że wejście do portu jest zawsze niebezpieczne przy wietrze z zachodu, rzeka (Liane) ma bardzo słaby prąd, więc nieustannie formują się piaszczyste ławice, a sam port oceniał jako jeden z najgorszych nad kanałem La Manche. Inżynier Sauvage twierdził, że jednostkom trudno jest do Boulogne wchodzić i z niego wychodzić, a da się tu kotwiczyć tylko przez krótki czas; podstawową przeszkodą są bardzo silne pływy. Podczas pierwszych dwóch godzin przypływu siła prądu jest tak duża, że "ani ostrożność ani umiejętności manewrowe nie dają szans na wyprowadzenie łodzi". Notoryczne w Boulogne były przeciwne wiatry. Nawet przy umiarkowanej ich sile, jeśli wiały z południowego zachodu ku zachodowi albo z południowego wschodu ku wschodowi, "port jest całkowicie zamknięty dla jednostek pragnących wejść do niego". Postulował budowę śluz i zapór, ale w 1803 r. żadnych nadal nie było. Istniały tylko dwa małe, stare falochrony wystające w morze po obu stronach ujścia rzeki Liane. W lutym 1798 r. Bonaparte pisał, że "byłoby bezużyteczne prowadzić długie i kosztowne roboty w Boulogne w celu zwiększenia pojemności portu, jeśliby i tak nie dało się wyprowadzić wszystkich kanonierek przy jednym pływie". Strategia jednego pływu miała umożliwić pokonanie kanału La Manche w 6-8 godzin, minimalizując ryzyko ataku Brytyjczyków.
CDN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.timberships.fora.pl Strona Główna -> Okręty wiosłowe, żaglowe i parowo-żaglowe / Artykuły tematyczne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin